
Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi został wypuszczony z aresztu. Dziennikarza zatrzymano 21 czerwca tego roku. Postawiono mu zarzuty zniesławienia prezydenta Białorusi, Aleksandra Łukaszenki.
REKLAMA
– Nie wiem dlaczego mnie wypuścili. Od momentu aresztowania odmawiałem składania zeznań i nie odpowiadałem na pytania śledczego – powiedział w rozmowie telefonicznej z "Gazetą Wyborczą". Dziennikarz oskarżony jest o zniesławienie prezydenta Białorusi. Chodzi w tym przypadku o wpisy na blogu oraz artykuły jakie Poczobut zamieszczał w internecie na opozycyjnych witrynach.
Czytaj też: Euro a wolność białoruskich opozycjonistów
Zaskakująca jest jednak decyzja o wypuszczeniu działacza nielegalnego Związku
Polaków na Białorusi z aresztu. – Byłem przygotowany, że zawiozą mnie do innej celi. Wtedy spotkałem człowieka, który powiedział, że zmieniony został środek zapobiegawczy z aresztu na zakaz opuszczania Grodna – powiedział w rozmowie z "Polsat News".
Polaków na Białorusi z aresztu. – Byłem przygotowany, że zawiozą mnie do innej celi. Wtedy spotkałem człowieka, który powiedział, że zmieniony został środek zapobiegawczy z aresztu na zakaz opuszczania Grodna – powiedział w rozmowie z "Polsat News".
Mężczyzna oskarżony jest na podstawie art. 367 cz. 2 kodeksu karnego, który przewiduje według miejscowego prawa karę do 5 lat więzienia. Podstawą oskarżenia są artykuły, jakie dziennikarz zamieścił na stronach "Biełorusskij Partizan" oraz "Karta'97".
Jak donosi "GW", ilość zarzutów może się jednak powiększyć. Skonfiskowano bowiem komputery, na których pracował mężczyzna.
Poczobut został już wcześniej skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Wtedy podstawą oskarżenia również było zniesławienie Łukaszenki w artykułach na łamach "Gazety Wyborczej".