
Na sali plenarnej kolejny dzień przepychanki między politykami rządzącej PiS a posłami opozycji. Przewodzący dzisiejszym obradom wicemarszałek Terlecki nie dopuszcza posłów Nowoczesnej do głosu, Ci próbują interweniować u samego prezesa Kaczyńskiego.
"Panie pośle, przypominam", "Panie pośle, nie ma pan głosu", "Panie pośle, proszę usiąść" – wicemarszałek Ryszard Terlecki jak mantrę przez kilka minut powtarzał te słowa, a w tym czasie poseł Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej próbował bezskutecznie zabrać głos. W pewnym momencie poseł zrezygnowany podszedł nawet do ławy, w której zasiada Jarosław Kaczyński.
W tym momencie z ław poderwało się dwóch posłów, którzy niczym agenci służb specjalnych zasłonili prezesa własnymi ciałami, nie dopuszczając do niego posła Mieszkowskiego. Zanim jednak doszło do rękoczynów na scenę wkroczył Joachim Brudziński. Siła spokoju i szeroko rozstawione ramiona posła Brudzińskiego sprawiły, że ochroniarze Kaczyńskiego ochłonęli i ograniczyli się do postawienia żywego muru przed Jarosławem Kaczyńskim.
Krzysztof Mieszkowski został wykluczony z dzisiejszych obrad. Po godzinie jednak kara została cofnięto i poseł powrócił na salę sejmową. Warto przypomnieć, że gdy dwa dni temu Jarosław Kaczyński wchodził na mównicę "w żadnym trybie", ten sam Joachim Brudziński nie przerwał obrad, nie kazał mu usiąść, nie wzywał do opuszczenia mównicy, nie wyłączył mikrofonu, nie udzielił upomnienia i nie wydał nakazu usunięcia niepokornego posła z sali obrad. Jarosław Kaczyński wygłosił słynne już słowa i zdradzieckich kanaliach, a wicemarszałek próbując uspokoić wściekłych posłów opozycji… zepsuł dzwonek.
