Poseł opozycji Artur Gierada twierdzi, że był nagrywany z ukrycia przez policję. Nie był śledzony podczas protestu, jak Ryszard Petru, tylko chodzi już o zwykłe spotkanie z mieszkańcami Starachowic.
Poseł opozycji Artur Gierada twierdzi, że był nagrywany z ukrycia przez policję. Nie był śledzony podczas protestu, jak Ryszard Petru, tylko chodzi już o zwykłe spotkanie z mieszkańcami Starachowic. Fot. screen/twitter.com/arturgierada

Ujawnione materiały ze śledzenia przez policję Ryszarda Petru i Obywateli RP w Warszawie wywołały burzę. I spowodowały, że pojawia się więcej podobnych doniesień. Bo ta informacja jest niemniej niepokojąca. Tu chodzi o zwykłe spotkanie posła opozycji z mieszkańcami.

REKLAMA
Artur Gierada twierdzi, że jego spotkanie w Starachowicach było nagrywane z ukrycia przez policję. Jako dowód wrzucił zdjęcie na Twittera.
Jeśli to prawda, to kolejna sytuacja, która rodzi pytania o to, czy to już nie jest inwigilacja politycznych przeciwników. Informacja ze Starachowic jest tym bardziej niepokojąca, że chodzi o zwykłe spotkanie posłów z mieszkańcami, a nie ich udział w protestach, gdzie w grę mogłyby wchodzić kwestie bezpieczeństwa.
Właśnie w trakcie protestu przeciwko zmianom w ustawie o Sądzie Najwyższym policyjni tajniacy śledzili Ryszarda Petru oraz działaczy organizacji Obywatele RP.
Gdy zrobiło się o tym głośno za sprawą doniesień "Gazety Wyborczej" i publikacji nagrań rozmów policyjnych tajniaków, policja tłumaczyła, że to wszystko względu na bezpieczeństwo protestujących.
Wpis posła Gierady spotkał się z licznymi komentarzami. Na Twitterze i na Facebooku większość internautów oceniała, że parlamentarzysta PO ma manię prześladowczą.