
Trzecia kolejka drugiej ligi, Radomiak Radom podejmował u siebie Rozwój Katowice. I wygrał 4:1. Ale zanim mecz się skończył, na murawie doszło do sytuacji bardzo rzadko spotykanej. Na szczęście obie strony zachowały się na poziomie.
REKLAMA
Kilka chwil wcześniej rozpoczęła się druga połowa, a Radomiak prowadził 1:0, kiedy po faulu gospodarze chcieli oddać piłkę gościom. Normalne zachowanie fair play. Maciej Świdzikowski z Radomiaka posłał ją z własnej połowy aż do bramkarza rywali. Ten jednak zachował się jak całkowity amator i dał się… przelobować. Później rozpaczliwie gonił jeszcze futbolówkę, ale koniec końców tylko wpadł do bramki i zaplątał się w siatkę. A sędzia wskazał na środek boiska.
Publiczność na stadionie w Radomiu oszalała, ale osłupiali piłkarze raczej stali i patrzyli po sobie skonsternowani. – Proszę państwa, czegoś takiego dawno w Radomiu nie było. Na dobrą sprawę jak chodzę 20 lat na mecze, czegoś takiego nie widziałem. To na pewno będzie jeden z hitów tej kolejki, kto wie czy nie rundy – ekscytował się komentator.
Ostatecznie "rachunek strat" został wyrównany, ponieważ gospodarze pozwolili tuż po wznowieniu gry wbić sobie bramkę.
Ale koniec końców mecz i tak zakończył się wygraną 4:1 Radomiaka.
Źródło: Zebrra.tv
