Małgorzata Dobrzańska-Frasyniuk walczy z hejtem na co dzień.
Małgorzata Dobrzańska-Frasyniuk walczy z hejtem na co dzień. Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Ludzie przestali się wstydzić, a te social media dały świetne narzędzie, żeby mówić wprost. Poziom chamstwa w ostatnich 2-3 latach sięgnął zenitu – mówi w rozmowie z naTemat Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk, żona legendarnego opozycjonisty z czasów PRL. 28 lat po przemianie ustrojowej i ona, i mąż muszą się mierzyć z nowym zagrożeniem – z hejtem w sieci.

REKLAMA
Jej historia to koronny dowód na to, że hejt może dotknąć każdego z nas, że internetowe trolle mogą wziąć każdego na celownik praktycznie w dowolnej chwili. Bo jaka jest wina Magdaleny Dobrzańskiej-Frasyniuk? Ma znanego męża, to "pierwsza wina". "Druga" jest taka, że ma swoje zdanie i nie waha się go wygłosić.
Niestety dla wielu Polaków to wystarczająco dużo, żeby obrażać. Ubliżać. Albo nawet grozić:
Nasza rozmówczyni zmaga się z takimi wpisami praktycznie na co dzień.
W internecie każdy obraża każdego?
Walka w internecie jest na całego, tu wcale nie chodzi tylko o Prawo i Sprawiedliwość, choć ta partia w tym przoduje. Ale to nie tylko zwykłe obrażanie, to również łamanie prawa.
Co pani przez to rozumie?
Mam takiego "osobistego" trolla. Gotowego do komentowania w każdym momencie. Czytałam kilka dni temu badania OKO.press dotyczące liderów opozycji, Schetyny i Petru. Wysłałam je znajomemu rano, po czym po pięciu minutach na Facebooku mam wpis taki z cyklu "hahaha zobacz Frasyniukowa, jakie są badania". Okej, może to przypadek. Ale to dzieje się dziesięć minut po tym, jak wysyłam to mejlem. Szczerze nie wierzę w takie przypadki. Według mnie oni są zalogowani do mojego komputera i widzą mój ruch, czego nie jestem w stanie udowodnić, ale tak to odbieram, a to jest nielegalne. Ale oczywiście każdy może powiedzieć, że to przedziwny zbieg okoliczności.
logo
Fot. Facebook.com
Jak walczyć z trollami?
Przy takim dużym hejcie po prostu upubliczniam te wpisy, żeby pokazać, jak ta debata wygląda. Nie, że mnie to boli, ale niech inni zobaczą, jak w tym momencie wygląda komunikacja publiczna.
Nie myślała pani nad sądem?
Nad drogą sądową poważnie się nie zastanawialiśmy. Myślałam nad tym chwilę, kiedy opublikowano mi zdjęcie mężczyzny z nożem, to można byłoby podciągnąć po groźbę karalną. Na razie jednak przyjęliśmy założenie, że będziemy o tym głośno mówić. Ale jeśli pojawi się coś agresywnego, być może się nie zawahamy. Miejmy też jednak świadomość, w jakiej sytuacji jesteśmy. Prokuratura jest w rękach ministra Ziobry, więc pewne realia trzeba znać. Chociaż jako obywatel oczekiwałabym wszczęcia postępowania z urzędu po tym wpisie z nożem. Co oczywiście się nie wydarzyło.
A pani się obrywa za męża czy za swoje "przewinienia"?
Funkcjonuję jako żona swojego męża, ale też jako osoba, która się publicznie negatywnie wypowiada na temat rządów PiS. To jest i to, i to. Przecież biorę udział w miesięcznicach, jestem aktywna na demonstracjach.
Zastanawiam się, jak odbiera to właśnie pani mąż. Kiedyś musiał się mierzyć z krytyką choćby w "Dzienniku Telewizyjnym" albo czymś podobnym, teraz obrażają go w sieci ludzie w jego wieku, dla których kiedyś był wzorem.
Mój mąż to szczęściarz niesłychany, bo nie ma konta na Facebooku. 90 proc. z tego nie czyta. Z punktu widzenia osobistego w ogóle nas to nie boli. Poziom tego hejtu jest infantylny, głupi. Tak chamski, że już nas nie dotyka. Nie problem leży w naszym odbiorze, a w tym, że poziom debaty schodzi coraz niżej i sięga rynsztoka.
logo
Fot. Facebook.com
Kiedy to się zaczęło?
Hejt wobec męża jest od lat, dotyczy przecież każdej osoby publicznej. Przed laty to było na forach, ale wtedy jeszcze ludzie pisali pod pseudonimami. Wstydzili się publikować pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
Teraz jest inaczej?
Teraz przestali się wstydzić, a te social media dały świetne narzędzie, żeby mówić wprost. Poziom chamstwa w ostatnich 2-3 latach sięgnął zenitu. A jeśli chodzi o mnie, to od kiedy zaczęłam aktywniej używać Facebooka. Wcześniej byłam osobą anonimową i tego hejtu nie było.
Może pani wskazać moment kulminacyjny?
Ostatnie 2-3 miesiące. Kiedy męża wyniesiono z miesięcznicy.
A hejt może mieć jakieś konsekwencje – poza na przykład preferencjami wyborców przy urnach wyborczych?
Agresja w internecie nakręca agresję fizyczną. Z badań wynika, że w ostatnich 10 latach przestępczość spada – poza agresją fizyczną, która rośnie od dwóch lat. Ta agresja fizyczna bierze się wprost ze wzrostu agresji werbalnej. Najpierw ludzie pozwalają sobie na bardzo dużo w internecie, w słowach, a to się potem przelewa na agresję fizyczną. Bariery, które kiedyś istniały, są łamane. To zresztą nie dotyczy tylko Polski.
logo
Fot. Facebook.com
Ludzie sami się tego nauczyli? Może od zawsze w nich to siedziało.
Ja winię polityków, głównie PiS. Jeśli prezes Kaczyński co miesiąc staje na stołeczku i w ramach uroczystości religijnej mówi o zdrajcach i kanaliach, to ludzie mają najlepszy wzorzec.
Przykład idzie z góry.
Absolutnie. To wprowadzenie języka rynsztokowego do mainstreamu. A polityk to ktoś, kto publicznie daje przykład. A ten się daje albo dobry, albo zły.
Wierzy pani, że sytuacja się poprawi? Np. gdyby PiS przegrało wybory?
Jestem realistką, to, co było wcześniej, w 2005 czy 2006 roku, to zawsze była gra na konflikt. Nie wierzę, żeby było lepiej. Agresja w debacie będzie narastać, także między społeczeństwem.
Ale może jednak zawsze tacy byliśmy. Tylko kiedyś nie mieli warunków, a teraz jest internet, który daje złudne poczucie anonimowości.
Tu znowu wraca rola polityka. W USA istnieje poprawność polityczna. My się czasem z tego śmiejemy, ale czasem polega ona na tym, żeby nie wszystko było wolno. Że nawet jeśli mamy chęć, to nie wszystko wolno. Społeczeństwa są oparte na tych zasadach, żebyśmy poskromili te nasze najniższe instynkty. A obecnie rządzący nie dość, że ich nie poskramiają, to jeszcze na tym żerują.
logo
Fot. naTemat
Czyli dalej będziemy cierpieć w sieci.
Narasta manipulacja. Ten trolling wyzwala najgorsze instynkty. Na to się nie można zgodzić.