Nawałnica w kilka minut zniszczyła dom rodziny Mikołajskich.
Nawałnica w kilka minut zniszczyła dom rodziny Mikołajskich. Fot. Bartosz Mikołajski

To, co się dzieje w Polsce po nawałnicach, przekracza najgorsze obawy. "Turyści" przyjeżdżają, by robić sobie zdjęcia z tragedią w tle, a przedsiębiorcy wywęszyli biznes i podwyższają ceny materiałów budowlanych. Opowiedziała mi o tym rodzina Mikołajskich ze Skoraczewa, wsi w województwie kujawsko-pomorskim.

REKLAMA
– Nie mogę teraz z panem rozmawiać, bo jeżdżę po hurtowniach i załatwiam materiały budowlane. Przedsiębiorcy z okolicy dowiedzieli się, że jest tragedia i podnieśli ceny. Jestem pod wrażeniem tego, co ludzie potrafią zrobić dla pieniędzy – usłyszałem od Jacka Mikołajskiego. Ceny wzrosły o kilkadziesiąt procent, a to nie jedyny taki przypadek. W Koronowie, gdzie nawałnice też wyrządziły szkody, mieszkańcy oskarżają sklep "Samopomoc chłopska" o czterokrotny wzrost ceny w stosunku do tych sprzed tragicznego weekendu.
Ludzie są gorsi od nawałnic
Kiedy pan Jacek szuka materiałów w normalnych cenach, jego żona Iwona i syn Bartosz pilnują dobytku. – Wiatr zerwał dach, a folia się przedarła i powoli zaczyna przeciekać – mówi łamiącym się głosem pani Iwona, bo zapowiadane są kolejne deszcze. – Pilnujemy dobytku. Cały czas ktoś tu przechodzi, jeździ, robią sobie zdjęcia na tle naszego domu, trąbią, by sprawdzić czy ktoś nadal mieszka. Wiadomo w jakim celu to robią. Dlatego śpimy w samochodach, bo udostępniono nam świetlicę, ale nie ma tam toalety i wody – tłumaczy Iwona Michalska.
logo
Strażacy zabezpieczyli dom folią, która już się porwała i przecieka. Fot. Iwona Mikołajska
Niemal wszyscy wspierają rodzinę... dobrym słowem. – Sąsiedzi mają prąd, mają pewnie swoje zmartwienia, więc sobie siedzą u siebie. Sołtysa tu od samego początku nie było, przyjechał tylko na chwilę uścisnąć dłoń strażakom, gdy ci przyjechali nam pomóc 2 dni po nawałnicy. Przez 5 dni nie mieliśmy wody – tłumaczy Iwona Mikołajska i mówi, że nikt się nimi zupełnie nie interesował. – W końcu pojechaliśmy do gminy i dopiero wtedy się dowiedzieli, że nie mamy nic. Podobno dziś mamy dostać pierwszą część wypłaty odszkodowania, czyli 6 tysięcy złotych. Nie wiemy od czego zacząć, bo jak nie mamy pieniędzy, to nie mamy co robić.
logo
Dach jest w opłakanym stanie. Fot. Bartosz Mikołajski
"Trzeba było się ubezpieczyć"
Bartosz Mikołajski
Opis na stronie zbiórki

"Po dzisiejszej wizycie w Urzędzie Gminy okazało się, że sołtys wsi Skoraczewo na listę poszkodowanych wpisał tylko swoją rodzinę (nazwisko Opas), którzy ponieśli straty w budynkach gospodarczych. Po wniesieniu zgłoszenia wójt przysłał inspektorat i w końcu zaczęło się coś dziać. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za pomoc." Czytaj więcej

Mikołajscy cieszą się i dziękują osobom, które wpłacają pieniądze na internetową zbiórkę na stronie zrzutka.pl. Darczyńcy wpłacili już ponad 3,5 tys. złotych, ale potrzeba 20 tysięcy. Zrzutkę założył syn, który przyznaje, że jest w szoku po tym, co wyczytał w sieci. – Wstawiłem link do zbiórki na różne grupy na Facebooku. Np. w Olsztynie i Koszalinie ludzie przejęli się naszą sytuacją, ale najgorzej było w Bydgoszczy. Zaczęli nas wyzywać i pisali, że trzeba było się ubezpieczyć. Przecież sami to teraz wiemy, ale jest na to za późno. Sami nadal nie wierzymy w to co się stało. Takie rzeczy to się widuje w telewizji – mówi Bartosz Mikołajski.
Jednak są i dobrzy ludzie. – Moi koledzy zaoferowali nam pomoc w odtworzeniu dachu, najpierw jednak musimy kupić m.in. bloczki z gazobetonu, papę zgrzewalną czy wełnę mineralną – wylicza syn. Dodatkowo powstało subkonto w Polskim Towarzystwie Stwardnienia Rozsianego, na które choruje Iwona Mikołajska.
Jest jednak nadzieja w ludzkości
Sołtys nie jest jednak taki zły, tylko zapracowany. Jak ten z Rytla o którym pisaliśmy w naTemat. – Proszę szybko, bo w terenie jestem – mówi mi przez telefon sołtys Skoraczewa Józef Opas. Okazało się, że w pocie czoła pomaga mieszkańcom wsi i okolic. – Dzień w dzień, od tej piątkowej nocy – zapewnia i w tle rzeczywiście słyszę, że jest na zewnątrz i coś się dzieje.
Pytam więc, czemu nie interesował się rodziną Mikołajskich. – Nie rozumiem czemu tak mi się odpłacają za moją dobroć. Jak tylko mi powiedzieli, że im dach zerwało, to zaraz u nich byłem ze strażakami. Prądu połowa wsi nie ma, a wodę cały czas im dostarczamy. Właśnie teraz jestem z kolegą i ją rozwozimy mieszkańcom – mówi sołtys. Do pomocy ruszyło też wojsko, a położona niedaleko Bydgoszcz zaoferowała 400 tys. złotych dla gmin, które spustoszyły nawałnice. Uruchomiono też całodobową infolinię dzięki której można pomóc potrzebującym.
Cała okolica powoli wraca do siebie, choć krajobraz jest jak po bitwie. Wszyscy są zaangażowani, powstał sztab kryzysowy, a wójt praktycznie nie śpi, bo cała gmina ucierpiała. – Robimy wszystko, co możemy, pomagamy też innym, którzy ucierpieli. Trudno się jeździło straży i pogotowiu, bo wiele dróg zostało zawalonych. Całe stodoły się poskładały, dachy metalowe leżą na ziemi, z budynku mojego brata też zerwało dach, mój też jest uszkodzony. Non-stop ktoś dzwoni z potrzebami, a na kogo zwalą winę? Na sołtysa – opowiada o skutkach tragedii Józef Opas. I dodaje: – Najgorsze jest to, że straciliśmy lasy. Nasza wieś była otoczona drzewami, a teraz stoją same kikuty.