
To, co się dzieje w Polsce po nawałnicach, przekracza najgorsze obawy. "Turyści" przyjeżdżają, by robić sobie zdjęcia z tragedią w tle, a przedsiębiorcy wywęszyli biznes i podwyższają ceny materiałów budowlanych. Opowiedziała mi o tym rodzina Mikołajskich ze Skoraczewa, wsi w województwie kujawsko-pomorskim.
Kiedy pan Jacek szuka materiałów w normalnych cenach, jego żona Iwona i syn Bartosz pilnują dobytku. – Wiatr zerwał dach, a folia się przedarła i powoli zaczyna przeciekać – mówi łamiącym się głosem pani Iwona, bo zapowiadane są kolejne deszcze. – Pilnujemy dobytku. Cały czas ktoś tu przechodzi, jeździ, robią sobie zdjęcia na tle naszego domu, trąbią, by sprawdzić czy ktoś nadal mieszka. Wiadomo w jakim celu to robią. Dlatego śpimy w samochodach, bo udostępniono nam świetlicę, ale nie ma tam toalety i wody – tłumaczy Iwona Michalska.
"Po dzisiejszej wizycie w Urzędzie Gminy okazało się, że sołtys wsi Skoraczewo na listę poszkodowanych wpisał tylko swoją rodzinę (nazwisko Opas), którzy ponieśli straty w budynkach gospodarczych. Po wniesieniu zgłoszenia wójt przysłał inspektorat i w końcu zaczęło się coś dziać. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za pomoc." Czytaj więcej
Sołtys nie jest jednak taki zły, tylko zapracowany. Jak ten z Rytla o którym pisaliśmy w naTemat. – Proszę szybko, bo w terenie jestem – mówi mi przez telefon sołtys Skoraczewa Józef Opas. Okazało się, że w pocie czoła pomaga mieszkańcom wsi i okolic. – Dzień w dzień, od tej piątkowej nocy – zapewnia i w tle rzeczywiście słyszę, że jest na zewnątrz i coś się dzieje.
