
"Co ty robisz?" – karciłem się w myślach idąc w głąb Nowego Bemowa w Warszawie. Czułem się jakbym szedł na randkę w ciemno, a przecież miałem tylko pogadać z pierwszym w Polsce "dresoseksualnym modelem". Wszystko przez te stereotypy. Z jednej strony miało to być spotkanie z modelem, ale z drugiej strony mogłem nie wiedzieć, co panuje w trendach na sezon jesień/zima i dostać za to w zęby. Zwłaszcza, że mój pośrednik zapewnił mnie, że idę na spotkanie z "prawdziwkiem", a nie żadnym przebierańcem, który nosi modne ostatnio dresy.
Zdjęcia dresoseksualnego modela (nie ja wymyśliłem tę nazwę) znalazłem na facebookowej stronie "Bezpiecznej zabawy", która słynie z absurdalnego poczucia humoru. Np. wzorując się na słynnym kąciku "Bravo" publikuje pytania amatorów narkotyków wraz z odpowiedziami wymyślonych ekspertów. Autor sprzedaje też prześmiewcze koszulki składające się z popularnych memów, polityków i celebrytów. Przygotowali również reklamę parodiującą aplikację Tinder o nazwie... Diler. Domyślacie się, że nie chodzi tam o randkowanie.
"We wszystkim wygląda dobrze, z twarzy zimny skur***l jak Putin. I ma taki specyficzny chód, co tylko sztywni ludzie z osiedla mają, co z resztą postanowiliśmy wrzucić na bluzie jaką zrobiliśmy dla niego do filmu. Dynamiczny krok z butelką piwka, sylwetka niczym Johnnie Walker. Logotyp okazał się tak dobry i nawiązujący do jego osoby wiec postanowiliśmy stworzyć bardziej luksusowe ciuchy Kwitu Ruletti, z podkreślającymi jego bogactwo grafikami."
Gdy doszliśmy do wieżowca na Nowym Bemowie, zostałem pozostawiony sam sobie. – Wjeżdżasz na 11. piętro i dalej już będziesz wiedział co robić – powiedział mi na pożegnanie Patryk. To właśnie on "spiknął" Kwita z Bezpieczną Zabawą. To było przeznaczenie spowodowane jakąś koincydencją planet. A teraz moim przeznaczeniem było poznać efekt tej współpracy. – No cześć, jestem Kwitu – po wyjściu z windy przywitał mnie facet jak z obrazka, a konkretnie ze zdjęć w internecie. "O cholera, on istnieje naprawdę" – pomyślałem i wreszcie mogłem przestać obgryzać paznokcie. Zaprowadził mnie na półpiętro do swojego "biura". Plakaty półnagich dziewczyn przywodziły na myśl warsztat samochodowy.
Pejoratywne określenie "dresiarz" zupełnie nie przystoi do Kwita. "Dres" to też stan umysłu, nie trzeba do tego zakładać szeleszczących ubrań. Mylne wrażenie wyniosłem z mojej kochanej Łodzi, gdzie większość osób zakłada dres, by potrenować lub spuścić komuś lanie. – Napijesz się? – proponuje Kwitu i wyciąga butelkę trunku. Bynajmniej nie był to jabol, lecz Ballantine's . I to w edycji limitowanej. Smakował równie dobrze jak całe to spotkanie. – Od zawsze wszyscy mi mówili, że dobrze się ubieram. Na nikim się nie wzoruję, sam komponuję moje kreacje. Styl?
Ma być luźno. Krytyka? Ch*j mnie to boli – skwitował Kwitu.
I tak sobie gadaliśmy o modzie długo, aż w pewnym momencie zrobiło nam się głupio. Jak to tak, dwóch facetów o ciuchach? Ano właśnie, tak to jest u nas, że o tym się nie gada, bo to przecież niemęskie. Podobnie jak i ekstrawagancki ubiór. Kwitu jednak udowadnia, że konwenanse są po to, by je mieć gdzieś i nie przejmować się modą czy tym, co mówią inni. I przeszliśmy w inne rejony. Może i nie zastanawialiśmy się nad tym, czy np. klony mają duszę, ale zahaczaliśmy co rusz o egzystencjalne zagwozdki i dyskutowaliśmy po prostu o życiu, kobietach, używkach, internecie, zajawkach, rodzinie i innych wartościach. Tak jakbyśmy się znali jak łyse konie, może to też kwestia tego samego, "czarnobylskiego" rocznika. – Znajoma zrobiła mi dzień, zobacz – i pokazuje mi na telefonie zdjęcie roznegliżowanej koleżanki.
O wyjątkowym warszawiaku na pewno jeszcze usłyszycie. – On promuje nas, my jego. Planujemy nakręcić z nim serię filmów - ma wiele do przekazania wiedzy na temat osiedlowego stylu życia. Murowany sukces. To jest drugi Jan Himilsbach, tylko że wychowany w późnych latach 90. i o wiele lepiej ubrany – mówi Maciej z Bezpiecznej Zabawy. Nie widzi się jednak w roli modela na wybiegach w Paryżu czy Fashion Week – To nie dla mnie. Wolę patrzeć jak ktoś chodzi w moich ciuchach. Moje ziomki już brylują po osiedlu w czapkach ode mnie. Chcę zarażać moim stylem innych.
