
W myśl przepisów abonament trzeba płacić nawet za odbiornik radiowy w firmowym samochodzie. Liczba odwołań, jakie wpływają do ministerstwa infrastruktury wyraźnie pokazuje, że nie wszyscy uznawali ten przymus.
REKLAMA
Polskie Radio i Telewizja Publiczna nie od dziś borykają się z poważnymi problemami finansowymi. Już wiele miesięcy temu Jacek Kurski przekonywał, że jeśli nie zmieni się ustawy abonamentowej i nie uszczelni systemu poboru opłat, to przyjdzie mu "wyjąć wtyczkę z gniazdka" i zamknąć telewizję. Pojawiały się różne pomysły na to, jak zmobilizować prywatnych odbiorców do płacenia opłaty abonamentowej, do firm coraz częściej zaczęli pukać kontrolerzy.
O ile przeciętny Kowalski może dziś zgodnie z przepisami nie wpuścić pracownika Poczty Polskiej do domu zapewniając go, ze nie ma w domu ani radia, ani telewizji a ten program który widać w odbiorniku to film odtwarzany z płyty, o tyle biura są w gorszej sytuacji. Tu kontrolerzy mogą zapukać w każdej chwili. I pukają.
Jak informuje dziennik "Rzeczpospolita", w tym roku już ponad 400 odwołań trafiło na biurka w ministerstwie. Piszą je przedsiębiorcy, którzy nie zgadzają się z obowiązkiem płacenia abonamentu radiowego w służbowych samochodach. A w myśl przepisów, w firmowych autach trzeba zgłosić każdy odbiornik i zapłacić też za każdy. W przypadku dużych firm z liczną flotą może się to przekładać na całkiem spore koszty w skali roku, abonament na miesiąc kosztuje 7 złotych.
Warto przy tym pamiętać, że obowiązek opłacania abonamentu za radio w służbowym aucie leży nie tylko na pracodawcach. Także na wszystkich posiadaczach samochodów kupowanych w leasingu. W tym przypadku koszty umilającej jazdę muzyki płynącej z głośników zamontowanych w aucie nie ponosi bank, tylko właśnie leasingobiorca.
Źródło: rp.pl
