
Od rozpoczęcia protestów w Puszczy Białowieskiej właśnie mijają trzy miesiące. W czwartek, na dwie godziny, ekologom udało się zablokować dwie maszyny, którymi dokonywana jest wycinka drzew – harwester i forwarder – w miejscowości Świnoroje. Uznają to za sukces, a za absurdalne uważają zachowanie strażników leśnych. Twierdzą, że agresja i łamanie praw obywatelskich z ich strony coraz bardziej się nasilają. – Jesteśmy szykanowani, szkalowani i nieustannie obrażani – mówi jedna z aktywistek.
REKLAMA
Po blokadzie ekologów, maszyny przestały pracować. "Jest to sukces, biorąc pod uwagę fakt, że do walki z obrońcami przyrody zmobilizowano około siedemdziesięciu uzbrojonych Strażników Leśnych z całego kraju, których wspiera kilka radiowozów policji z Białegostoku" – taką informację przekazała nam Fundacja Dzika Polska, jeden z organizatorów protestów.
Ostatnią blokadę i zachowanie strażników widać na zdjęciach, które przesłał nam Adam Bohdan z Dzikiej Polski. "Strażnicy nie tylko zachowują się agresywnie, ale również przekraczają znacząco swoje kompetencje na wielu poziomach – między innymi używając seksistowskiego języka i zachowań wobec aktywistek, mowy nienawiści, ale przede wszystkim – fizycznej agresji. Dodatkowo wielu strażników odmawia wylegitymowania się" – czytamy w informacji fundacji.
Ekolodzy podsumowali jednocześnie trwającą już 3 miesiące akcję. Mocno zwracają uwagę właśnie na zachowanie strażników, które w tym czasie – ich zdaniem – mocno się zmieniło. "Nasze protesty są dalej pokojowe, ale ze strony Lasów Państwowych nie ma ani zachowań pokojowych, ani chęci dialogu. Jesteśmy szykanowani, szkalowani i nieustannie obrażani” – uważa Joanna Pawluśkiewicz, aktywistka z Obozu dla Puszczy.
Nasza koleżanka, Agata Komosa, była na blokadzie Puszczy na początku sierpnia. Odwiedziła obóz obóz aktywistów, którzy sprzeciwiają się wycince drzew w Białowieży. Tutaj znajduje się jej reportaż.
