
"Tu żyć się nie da, tu nie da się mieszkać./Mało, że syf i bieda, to do tego depresja./Władza nie głaszcze, raczej myśli jak cię zarżnąć,/a na przykład chodnik – krzywy. Proszę bardzo." Brzmi znajomo? Z pewnością, i to nie tylko dlatego, że to fragment znanego polskiego utworu Łony. Tym, którym tytuł "Wyślij sobie pocztówkę" nic nie mówi, sporo powie inny cytat z tej samej piosenki: "Wprawdzie z ludźmi pogadasz, ale tu ważny detal: marudne to i strasznie lubi ponarzekać." Malkontenctwo to nasza cecha narodowa – wiadomo nie od dziś. Ale zamiast narzekać również na to, że... lubimy narzekać, postanowiliśmy znaleźć kilka obiektywnych powodów, dla których my-Polacy możemy powiedzieć zupełnie bez ironii: "Marian, tu jest jakby luksusowo!"
Temat studiowania w Polsce równa się dyskusji wokół tego, ilu rocznie uczelnie "produkują" magistrów, którzy później nie znajdą pracy. Choć w krytyce zjawiska zbyt pochopnego rozdawania dyplomów jest sporo racji, zapomnieliśmy o tym, co jest jego podstawą i jednocześnie wielką szansą dla wielu zdolnych Polaków, czyli o niskich kosztach zdobywania wykształcenia.
To jeden z naszych naczelnych powodów do narzekania. Drogi. Dziurawe, prowadzące donikąd. Choć raporty badające stan jakości dróg w Europie nadal nie są po naszej stronie, oceniając zmiany z perspektywy kraju jest wyraźnie coraz lepiej. - Narzekanie na kiepską jakość dróg w Polsce zaczyna się przeterminowywać. Dziś po naszym kraju jeździ się już bardzo komfortowo. Niewiele jest miejsc, w których droga jest źle oznakowana, zlewa się z otoczeniem. Powstają coraz to nowe drogi, kolejne są remontowane, a te wychwalane autostrady zagraniczne, które istnieją od wielu lat, zdążyły się już zniszczyć. Efekt jest taki, że nam przybywa nowych gładkich dróg, a na zachodzie przybywa tych zniszczonych, więc poziom coraz bardziej i szybciej się wyrównuje – mówi Wojciech Drzewiecki, dyrektor instytutu SAMAR.
"Trudno za punktualność dać tu dyplom, tramwaje za wolno, autobusy za szybko", śpiewa Łona. Kolejna cegiełka do polskiego niezadowolenia - komunikacja miejska. Tymczasem choć polskie metro cały czas jest obiektem kpin, w stolicy mamy jeden z najtańszych i najprostszych w obsłudze systemów komunikacji w porównaniu z innymi stolicami europejskimi. - Moja perspektywa może okazać się mocno subiektywna, ale bardzo pozytywnie oceniam sprawność z jaką funkcjonuje komunikacja w Warszawie – mówi Wojciech Drzewiecki. Fakt, w kilka miesięcy bez pomocy mapy czy aplikacji jakdojade.pl każdy jest w stanie nauczyć się poruszać mieście – na liście niemal każdej trasy autobusowej znajduje się przystanek znany z dużej możliwości przesiadek.
W Polsce na hasło "komfortowe mieszkanie" myślimy co najmniej o trzech pokojach i 50-70 metrach kwadratowych. Gdyby zatem zachciało nam się mieszkać na przykład w Paryżu z uzyskaniem wyżej opisanych komfortowych warunków do życia mielibyśmy nie lada kłopot. - Kiedy przeprowadziłem się do Warszawy z Paryża miałem wrażenie, że tu jest ogromnie dużo miejsca. W Polsce mieszkanie 20-25 metrów kwadratowych to jedna z najciaśniejszych opcji. W Paryżu to najczęściej wynajmowany wśród młodych ludzi metraż – opowiada Mateusz. - W paryskich kamienicach roi się od 17-metrowych klitek. Są urocze, to fakt, ale z komfortem przystępnym cenowo nie ma to nic wspólnego – dodaje.
Wszystkim wyżej przytoczonym argumentom można zarzucić jedno – miasto nierówne miastu. Ponadto, w granicach jednej miejscowości za podobne kwoty można wieść dwa różne życia. Jednak wiele zależy od nas, a już na pewno to, co robimy we własnym domu. W Szwajcarii niekoniecznie. To kraj, w którym żyje się najlepiej na świecie ze względu na czynniki obiektywne takie jak stopa bezrobocia, wysokości wynagrodzeń, trudność w znalezieniu pracy, PKB i tak dalej. Szkoda, że w tego typu badaniach nie bierze się pod uwagę stopnia swobody, z jaką mogą żyć obywatele. - W Szwajcarii obowiązuje dyscyplina, która mi osobiście nie odpowiada. Na przykład po godzinie 22 niemile widziane jest branie prysznica czy kąpieli. We własnym mieszkaniu! Po jednym takim incydencie możemy spodziewać się uwag ze strony władz spółdzielni – opowiada Piotr Droński. - Nie mówiąc już o tym, co się dzieje gdy twój pies zacznie szczekać... - wtrąca Dorota. - Tam naprawdę egzekwowane są absurdalne z perspektywy Polaka wymogi. Pozbywanie się psa "bo szczekał" to przypadek, który słyszałam naprawdę wiele razy.
