Nie tylko sale lekcyjne wyglądają zupełnie inaczej. Sposób nauki też. Czy zamiast "reformy" edukacji, nie można byłoby zmienić większości szkół na podobne?
Nie tylko sale lekcyjne wyglądają zupełnie inaczej. Sposób nauki też. Czy zamiast "reformy" edukacji, nie można byłoby zmienić większości szkół na podobne? Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Za każdym razem, gdy zaczyna się rok szkolny, przypominają mi się czasy szkoły podstawowej i tego, jak "ciężko" wtedy było. I jak niemal w trybie natychmiastowym chciało się zostać dorosłym. Ostatnio miałem możliwość na kilka lekcji wrócić do szkoły. Gdyby tylko tak wyglądała moja szkoła kilka lat temu... Z pewnością nie chciałbym tak szybko być dorosły.

REKLAMA
Początek września oznacza dwie rzeczy: symboliczny koniec lata i początek szkoły. Już za moment dzieci spakują tornistry i zasiądą w szkolnych ławkach. Jednak na kilka dni przed tym w szkolnych salach mieli okazję zasiąść dorośli. I przeżyć szok, bo już prawie nic nie wygląda tak, jak kiedyś.
Matematyka
W szkole podstawowej był tylko jeden dozwolony system liczenia: w tzw. słupkach. Kto nie pamięta całych stron w zeszycie zapisanych w dodawanie, odejmowanie czy mnożenie? I tych dziesiątek "w pamięci"... Teraz większość dzieci nawet nie wie, jak się to robi, bo mogą korzystać z kalkulatorów czy nowych funkcji w popularnych edytorach tekstu i notatnikach. I to za całkowitym przyzwoleniem nauczyciela. Jeszcze kilka lat temu pisanie nie długopisem, a rysikiem po ekranie przenośnego komputera byłony nie do pomyślenia. Nawet kalkulator był zakazany. Teraz jest nawet pożądany.
logo
Liczenie "w słupkach" odeszło już w zapomnienie. Fot. autor

Język polski
"A w domu napiszcie opowiadanie na temat: "Moja największa przygoda w minione wakacje to...?" Właśnie takie zadanie domowe dostawało się po pierwszej lekcji języka polskiego po wrześniowym powrocie do szkoły. W związku z tym procedura był jedna: albo w zeszycie, albo na papierze kancelaryjnym (dla młodszych czytelników, duża kartka papieru w kratkę kupowana na sztuki albo w ryzach) pisało się wymyślone wakacyjne przygody. Trzeba było uważać, żeby nie wyjeżdżać za margines. I napisać też trzeba było ładnie, bo za brzydkie pismo ocena w dół. Teraz wypracowania pisane są w popularnym Wordzie, udostępniane nauczycielowi w chmurze i sprawdzane przez niego także w niej. Potem ocena ląduje w e-dzienniku i gotowe. Ale jak dzieci mają nauczyć się ortografii, jeśli edytor poprawi wszystkie błędy? Spokojnie, tradycyjne dyktanda zostały.
W dodatku dzieciaki wysyłają sobie notatki czy zadania robiąc zdjęcia smartfonem, a odczytują je za pomocą aplikacji Office Lens. Szast prast i tekst z kartki mamy w podglądzie, który możemy dowolnie edytować. Kiedyś trzeba było przepisywać. Albo biec do punktu ksero.

Informatyka
Uczestnicząc w tej lekcji najbardziej było widać postęp. Do końca życia zapamiętam tekst nauczycielki informatyki w czwartej klasie szkoły podstawowej, która uparcie twierdziła, że PC-ta "można zacząć używać dopiero, gdy przestanie migać czerwona dioda". Teraz są to zajęcia z programowania i tworzenie stron internetowych. A to wszystko na szybkich komputerach, tabletach i tablicy multimedialnej. Już bez czerwonej diody.
Plastyka
I to jest chyba największe zaskoczenie. To, co pamiętam z lekcji plastyki w podstawówce to: ciągłe kupowanie brulionów A2, kolorowe pastele, zbieranie kolorowych liści i suszenie ich oraz vikol (klej meblarski). Teraz alternatywą są tablety i nowy Paint 3D. Nawet nie wiedziałem, że tak zwyczajne narzędzie ma teraz takie możliwości. A jest to tworzenie modeli w trójwymiarze. Zabawa była przednia, jednak dla fanów tradycyjnego rysowania i wyklejania też jest dobra wiadomość: to nadal zostało.
Wychodząc po kilku lekcjach nostalgię zastąpił zachwyt. I trochę ulgi, bo w przyszłości nie trzeba będzie spędzać tyle czasu na odrabianieu zadań domowych z dziećmi. Szkoda jednak, że nie we wszystkich szkołach nastąpiła rewolucja technologiczna.