Duchowość instant. Dlaczego szukamy życiowych porad w internecie?

Dostałam ostatnio od znajomego linka do filmu na You Tubie. Ku mojemu zdziwieniu nie była to piosenka, śmieszny filmik, fragment ulubionego serialu czy nawet trailer kinowego hitu, tylko wypowiedź indyjskiego guru. Krótka i trafiająca prosto w serce. Duchowa porada instant. Po co, dla kogo i z jakim skutkiem?


Kabała dla początkujących, kurs jogi, trzy kroki do szczęścia, internetowy przegląd duszy i e-rachunek sumienia. Wbrew pozorom w internecie jest tyle samo duchowości,
co pornografii. Trzeba tylko otworzyć się na pewne strony i fora. W końcu każdy chce być szczęśliwy, spełniony i żyć w harmonii, tylko czasu jak zwykle za mało. Zamiast więc chodzić na kursy, wyjeżdżać do Indii czy wyciszać się na rekolekcjach, coraz częściej porad szukamy w sieci. Na szybko, na chybił trafił i natychmiast. Wiadomo, że najlepsze jest to, co działa od razu. Filmiki, w którym ekspert przemówi nam do rozumu, test rozwiązujący wszelkie życiowe problemy za pomocą trzech kilków czy poradnik harmonijnego odżywiania, przyswajany w równie szybkim tempie, jak zapominany. Po co nam to wszystko?


Kindle – e-tusz i rewolucja w literaturze. Zabije ją czy wzmocni?

Łukasz, który podzielił się ze mną wypowiedzią Sadhguru, nie ukrywa, że często szuka w internecie podobnych treści. Na wypowiedź indyjskiego guru trafił przypadkowo, ale zrobiła na nim takie wrażenie, że od razu postanowił się nią podzielić ze znajomymi. –

Moim zdaniem Sadhguru dotyka istoty rzeczywistości – mówi mi Łukasz. – Jego tłumaczenie czym jest, cierpienie, miłość, świadomość, sens życia wydają się intuicyjnie spójne. Dają realne narzędzie do tego żeby radzić sobie w trudnych chwilach. Mnie jego wskazówki bardzo pomagają i wiele wyjaśniają – dodaje. Takich osób jak Łukasz jest więcej. Ksiądz Marek Poryzała, który od dziewięciu lat prowadzi portal grzechy.com, na którym można zrobić chociażby internetowy rachunek sumienia, mówi mi, że z roku na rok jego portal cieszy się większą popularnością. – Młodzi ludzie są dziś bardzo zagubieni. Boją się przyjść do kościoła, mają w sobie mnóstwo uprzedzeń i agresji – tłumaczy mi ksiądz. – W interencie pozostają anonimowi. Łatwiej tak do nich trafić – dodaje.

Czy jednak sieć jest dobrą przestrzenią do nawracania i leczenia ducha? – Nie widzę w tym nic złego – odpowiada mi Rafał Ohme, psycholog. – Oczywiście jeżeli korzystamy z niej rozważnie.
W internecie jest masa śmieci, trzeba umieć oddzielić pseudo porady i nic nie dające artykuły od wartościowych treści. Prawda jest jednak taka, że poszukując porad duchowych w sieci, tak naprawdę szukamy tylko pretekstu, który w nas wyzwoli działanie lub spowoduje przełom. Problem i jego rozwiązanie mamy w sobie, internet może być tylko katalizatorem, który nas na nie otworzy. Oczywiście nie ma co szukać w internecie rad „jak żyć”, ale można dzięki niemu znaleźć potrzebne wskazówki, które uruchomią wiedzę, którą mamy w sobie. Mając problem duchowy sięgamy po autorytety. Internet zawiera bardzo wiele treści, trzeba być ostrożnym, bo może ona być szkodliwa dla zdrowia. Dziś mało kto jest tak odważny, żeby rzucić wszystko i wyjechać do Indii w poszukiwaniu siebie, dlatego decydujemy się na interentowe substytuty. Nie widzę jednak w tym nic zdrożnego. Pod warunkiem, że jesteśmy rozważni – tłumaczy Ohme.


Fotografujemy zamiast przeżywać. Rośnie pokolenie podłączonych

Ja jednak po całym dniu słuchania rekolekcji, guru i uleczania swojej duszy za pomocą testów nabieram dużych wątpliwości w skuteczność takich metod. Obawy budzi nie tylko fakt, że wszyscy, niezależnie od wyznania, obiecują mi uzdrowienie w kilka minut, ale też sama forma przekazu. Trudno zaufać anonimowym źródłom. Trudno zapytać o coś filmik na YouTubie i uwierzyć, że ankieta może mnie rozgrzeszyć. Wierzę w chwilowe ukojenie, ale nie potrafię przeżyć katharsis on line. Może nie mam problemu w sobie, może nie mam rozwiązania, albo po prostu jestem zbyt odlscholowa i bliżej mi do kościoła, niż do grzechy.com.