
Lekarskie szafy pełne butelek drogiego alkoholu. Takie stereotypy znamy wszyscy. Sięgamy po ciekawsze przykłady. Karetka wypełniona jedzeniem, sprzęt muzyczny lub elementy garderoby – to tylko nieliczne przykłady tego, co możemy dostać w pracy, chociaż nasza umowa nam tego nie gwarantuje.
REKLAMA
Jakub Waloś jest lekarzem, a jego praca pełna jest historii mrożących krew w żyłach. Wydał jednak książkę całkowicie ich pozbawioną. Nazywa się "Na Sygnałach", a Waloś opisuje tam masę przezabawnych anegdot związanych z pracą w pogotowiu ratunkowym. Oto jedna z nich. Jego koledzy z pogotowia dostali zgłoszenie o weselnej bójce na wsi. Po przybyciu okazało się, że Pan Młody zaatakował swoją świeżo poślubioną żonę. Wesele odwołane, alkohol rozkradziony, ale góry jedzenia przygotowane dla weselników zostały. Lekarze i ratownicy opatrzyli rozbity nos dziewczyny i odjechali z karetką pełną szynek, kiełbas, baleronów i wszystkiego, co udało się jeszcze upchnąć. "Całe pogotowie miało jeszcze wyżerkę przez tydzień" – pisze w swojej książce Waloś.
Pretekstem do podjęcia tematu nieoczekiwanych benefitów, płynących z pracy zawodowej, były dla nas zupełnie niezwykłe spotkania, które odbywają redaktorki kolorowych magazynów. Wedle przekazu jednej z zaprzyjaźnionych z nami dziennikarek, redakcje często odwiedzają młodzi modele, którzy przychodzą z książkami-albumami, wypełnionymi wybranymi zdjęciami z sesji zdjęciowych ze swoim udziałem. To, w nudnej biurowej pracy, oczywisty bonus. Zaintrygowało nas to i sprawdzamy, czy gdzieś jeszcze są zawody, których wykonywanie niesie za sobą korzyści równie nieoczywiste.
Na pierwszy ogień bierzemy znaną profesje nauczyciela. Kwiatki na dzień nauczyciela, czy okazyjne czekoladki to nic przy tym, z czym spotkały się nieświadome niczego dziewczyny, które uczyły obcokrajowców języka polskiego. Każda została ostrzeżona, żeby kategorycznie nie dawać żadnemu z uczniów swojego prywatnego numeru telefonu. Spodziewały się przyjemnej pracy z ciekawymi ludźmi z różnych stron świata, ale rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej cukierkowa. Dosłownie. Niemal na każde zajęcia ktoś z uczniów przynosił nie tylko ciekawe anegdotki, ale i pyszne przysmaki. Kuchnia indyjska, brazylijska lub z bliskiego wschodu, a do tego ciągłe zaproszenia.
– Może lekcje capoeiry, koncert, albo kawa? – zagadywali po angielsku studenci. Szybko okazało się, dlaczego ostrzegano wolontariuszki już na wstępie.
Oczywiście szansa poznania ciekawych ludzi z całego świata kusi, ale dziewczyny nie chciały przekraczać pewnych granic. I nadmiernie zawężać znajomości ze studentami.
Oczywiście szansa poznania ciekawych ludzi z całego świata kusi, ale dziewczyny nie chciały przekraczać pewnych granic. I nadmiernie zawężać znajomości ze studentami.
Dla niektórych takie międzynarodowe spotkania na profesjonalnym gruncie to codzienność. Nie mam na myśli podróżujących biznesmenów, tylko podróżujące gwiazdy. Dla techników scenicznych konieczność użerania się z ego gwiazd rocka często bywa irytujące. Lecz praca przy budowaniu scen lub na ich zapleczu, to nie tylko szansa na poznanie gwiazd za kulisami i na darmowe koncerty. Dodatkowo pracownicy czasami wypożyczają z magazynu sprzęt, do którego normalnie nie mieliby dostępu. – Jeśli czegoś potrzebuję i nie mogę tego zdobyć to mogę zabrać to z firmy. Oczywiście za zgodą szefa – wypowiada się pracownik odpowiedzialny za oświetlenie, a po godzinach muzyk. Mikrofony, wzmacniacze i kolumny grają nie tylko na wielkich scenach, ale też w małych studiach nagraniowych i klubach.
Administracyjni pracownicy teatrów nie pożyczają co prawda z pracy kostiumów, ale ich pracę też kompensuje dostęp do miejsc tajnych i zamkniętych. Nie chodzą po zatłoczonych backstage'ach, ale szperają po ciekawych zakamarkach.
– Mam dostęp do pomieszczeń niedostępnych takich jak poddasze, pomieszczenia techniczne, zaplecze – wymienia pracownik teatru. Dodatkowo ma wstęp do różnych pracowni, których powstają elementy scenografii lub kostiumów. Dla wielu zainteresowanych teatrem to na pewno niezła gratka.
– Mam dostęp do pomieszczeń niedostępnych takich jak poddasze, pomieszczenia techniczne, zaplecze – wymienia pracownik teatru. Dodatkowo ma wstęp do różnych pracowni, których powstają elementy scenografii lub kostiumów. Dla wielu zainteresowanych teatrem to na pewno niezła gratka.
Aby pisać o muzyce, na pewno trzeba być zapaleńcem, kolekcjonerem i bywalcem koncertów. Darmowe płyty lub wejściówki na koncert, to dla wielu dziennikarzy muzycznych jedyna forma wynagrodzenia, albo główna motywacja do pracy. – Do naszej redakcji przychodzą cale pudła około muzycznych wlepek lub przypinek. Nie wiem co miałbym z nimi robić. Przecież nie będę tego rozdawał na ulicy – mówi naTemat Piotr Strzemieczny, założyciel portalu muzycznego Fyh.com.pl. Wspomina też, że przeprowadzał kiedyś wywiad z mało znanym piłkarzem. Dzięki jego publikacji rozpoznawalność zawodnika skoczyła. Wdzięczny rozmówca podarował mu wtedy bilety do opery.
Czasami sam fakt bycia zatrudnionym w danym miejscu otwiera przed nami szanse posiadania unikalnych przedmiotów. Dla przykładu pracownicy likwidowanego hotelu Orbis mieli prawo wykupić firmową zastawę i sporą część wyposażenia. Ale gastronomia zna przykłady bardziej zaskakujących transakcji prosto z pracy. Zatrudniony jako pomoc barową chłopak, po całej przepracowanej nocy, często wracał do domu w nowej bluzie lub nawet spodniach. Nikt podobno nie zgłaszał później żadnych zagubionych przedmiotów. – W wielu miejscach jest tak, że rano można znaleźć ogromnie dużo ciekawszych rzeczy – wypowiada się anonimowo.
Czy Wam też zdarzyły się podobne przypadki? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!