
Ustawa, która według partii rządzącej ma ucywilizować i zrepolonizować rynek medialny w Polsce, zbliża się wielkimi krokami. Choć nikt jeszcze nie zna jej konkretnych zapisów, to obawy są ogromne. Patrząc na to, co dzieje się z mediami na Węgrzech, na których wzoruje się Jarosław Kaczyński, to może być prawdziwa rewolucja, która z demokracją nie będzie miała nic wspólnego.
Oczywiście, będzie taka próba. Mówiło się, że PiS będzie chciało przejąć przed wyborami samorządowymi gazety regionalne grupy Polska Press, ale z tego, co słyszałem, koncepcja się zmieniła. Oni wyliczyli, że to by im dało dotarcie do niewielkiej grupy ludzi. Biorąc pod uwagę oglądalność TVN24, doszli do wniosku, że telewizja to są prawdziwe konfitury. Dlatego nie ma co się rozdrabniać i płacić około miliarda złotych za grupę Polska Press, tylko trzeba dać piętnaście miliardów za prawdziwy rynek, czyli TVN24.
Przyszedł kiedyś do TVN24 Andrzej Urbański, nieżyjący już były szef telewizji publicznej. Prezes Mariusz Walter, który był z nim zaprzyjaźniony, pokazuje mu stanowiska do montowania: tu są wydawcy, tu producenci, tam studio. Urbański patrzy i mówi: a gdzie jest twoje biurko? Walter odpowiada: no jak to, na piątym piętrze. A Urbański zdziwiony: to ty nie masz tu swojego miejsca, żeby tym wszystkim sterować?! W głowie mu się nie mieściło, że on tam gdzieś na tym piątym piętrze siedzi i zostawia to tym wariatom, zamiast samemu dopilnować.
Im nie przychodzi do głowy, że gdyby Baczyński (naczelny "Polityki" – red.) miał przyjść do mnie i powiedzieć, co mam napisać, toby spłonął ze wstydu. Oni sobie wyobrażają, że Michnik dzwoni do Baczyńskiego, Baczyński przychodzi do mnie i mówi: przywalcie Kowalskiemu! Oni nie wiedzą, że u nas to jest niemożliwe.
O tym, o znacjonalizowaniu mediów w dobie internetu, krótkowzroczności planów Prawa i Sprawiedliwości i innych kwestiach dotyczących obecnej sytuacji w polskich mediach, będzie można przeczytać w najnowszym wydaniu "Newsweeka".
