
Ustawa, która według partii rządzącej ma ucywilizować i zrepolonizować rynek medialny w Polsce, zbliża się wielkimi krokami. Choć nikt jeszcze nie zna jej konkretnych zapisów, to obawy są ogromne. Patrząc na to, co dzieje się z mediami na Węgrzech, na których wzoruje się Jarosław Kaczyński, to może być prawdziwa rewolucja, która z demokracją nie będzie miała nic wspólnego.
W rozmowie z "Newsweekiem" Jacek Żakowski, Andrzej Morozowski i Dominika Wielowiejska opowiadają, czego możemy spodziewać się po pomyśle Prawa i Sprawiedliwości na dekoncentracje rynku medialnego i jak prawa strona polskiej sceny politycznej wyobraża sobie dziennikarstwo.
Co prawda mówiło się o podobieństwie przygotowywanych rozwiązań do tych znanych z Francji, jednak jak mówi Andrzej Morozowski (TVN24), będzie to raczej model znany z postępowania węgierskiego premiera Viktora Orbana. Jednak w przeciwieństwie do niego, Prawo i Sprawiedliwość nie będzie celowało w przejęcie mediów regionalnych. Prawdziwym celem są warte kilkanaście miliardów złotych telewizje o zasięgu ogólnopolskim.
Andrzej Morozowski, TVN24
Jacek Żakowski (Tygodnik Polityka) i Dominika Wielowiejska (Gazeta Wyborcza) obawiają się także finansowego "gnębienia" niepokornych redakcji, postępowań urzędów skarbowych lub rozbijania grup medialnych.

Pomysł na ustawę dekoncentracyjną to nie tylko wynik zapędów Jarosława Kaczyńskiego i wiary w siłę tradycyjnych mediów, ale także myślenia o dziennikarstwie i sposobie pracy w mediach, które pokutuje w środowiskach prawicowych.
Andrzej Morozowski
Jacek Żakowski
O tym, o znacjonalizowaniu mediów w dobie internetu, krótkowzroczności planów Prawa i Sprawiedliwości i innych kwestiach dotyczących obecnej sytuacji w polskich mediach, będzie można przeczytać w najnowszym wydaniu "Newsweeka".
