"Proszę pani, niemal całe Podlasie nie ma już świń". Ci ludzie potracili dorobek życia, pytają władze, jak teraz żyć

Ewa Biernacja, sołtys wsi Rudniki, nagłośniła sprawę utylizacji zdrowej trzody chlewnej w swoim gospodrstwie.
Ewa Biernacja, sołtys wsi Rudniki, nagłośniła sprawę utylizacji zdrowej trzody chlewnej w swoim gospodrstwie. Fot. Screen/https://youtu.be/rLZZQrpkOaI
ASF - w centralnej Polsce, czy jeszcze bardziej na zachodzie - wciąż brzmi nieco egzotycznie. Jakiś pomór świń, z którym nie do końca wiadomo, o co chodzi. Ale tu, na wschodzie, to dramat setek, tysięcy ludzi. - Rozmawia pani z osobą, która właśnie zlikwidowała swoją hodowlę. W naszym rejonie było zarejestrowanych 400 hodowców. Jakieś 300 się poddało. Człowiek siedzi jak na bombie zegarowej. Mamy już dość - mówi nam jeden z rolników z Podlasia. Ludzie są coraz bardziej rozgoryczeni. Nie wiedzą, co dalej. Czekają na rekompensaty i odszkodowania.

Niedawno w Białej Podlaskiej odbyło się spotkanie z wiceministrem rolnictwa. Tłum rolników wykrzyczał mu, co myśli o działaniach rządu z powodu afrykańskiego pomoru świń. - Jak żyć? - pytali ludzie. Mówili też, jak bardzo zawiedli się na "dobrej zmianie". Tu pisaliśmy o tym więcej.

O tym pomorze świń krążą już niemal legendy. Bo ASF wywróciło życie tych ludzi zupełnie do góry nogami. - Pojechać tam, to zaraz człowiek słyszy, że ktoś, gdzieś przemyca świnię na święta, żeby tylko weterynarz nie zobaczył. Bo jak to? Nie mieć swojego mięsa? Albo boją się, że ich z dronów obserwują - opowiada znajoma, która pochodzi z tamtych terenów. ASF żyją tu praktycznie wszyscy rolnicy. Liczą straty, ich goryczy nie da się wyrazić słowami.

Rolnicy, których niekiedy jedynym źródłem utrzymania jest hodowla świń, są załamani. Wielu z nich ma zaciągnięty kredyt....

Opublikowany przez wGospodarce.pl na 16 września 2017
Opowiadają o hodowlach na kilkadziesiąt, kilkaset, a nawet tysiąc sztuk, które zostały zutylizowane. Albo o tym, że sami zdecydowali się je zlikwidować. Mówią, że od miesięcy nikt nie chciał kupić od nich trzody, albo oni mieli zakaz jej sprzedaży. Albo nie mieli za co dostosować swoich gospodarstw do wymogów ochrony przed ASF. - Nie jestem sam. Proszę pani, niemal całe Podlasie nie ma już świń. Ludzie stracili cierpliwość. Słyszałem, że u nas 300 rolników zgłosiło rezygnację z hodowli. Obory są puste. Czy kogoś to obchodzi? - mówi nam pan Michał.

Nie miał siły dłużej czekać
On swoją hodowlę zamknął we wrześniu. Do 15. był czas na składanie wniosków w zamian za rekompensaty. Miał około 100 sztuk zwierząt i od maja nie mógł ich sprzedać. - Wyobraża pani sobie w Warszawie taką sytuację? Że przez parę miesięcy nie ma pani żadnego zarobku? Choć pani pracuje, to nie dostaje za to złotówki? A przez ten czas rodzą się nowe zwierzęta i nie ma gdzie już ich trzymać, bo jest ich tyle, że zaczynają się tratować? Ja mam kredyty, z czego mam je spłacać? - rzuca pytaniami.


Mówi o przerośniętych świniach, których po tylu miesiącach nikt nie kupi. O tym, że człowiek siedzi jak na bombie, bo nie wie, kiedy w okolicy pojawi się nowe ognisko ASF. Nie miał siły dłużej tak żyć, nie wyrabiał finansowo.

Podlaskie to region mocno PiS-owy. Można powiedzieć - tradycyjny elektorat PiS. Pan Michał tylko macha ręką. - A tam! Szkoda gadać - ucina, gdy pytam o władze. Nawet nie chce o tym mówić.

"Jest tragedia. Jest płacz, ludziom puszczają nerwy"
Takich jak on są tu setki, tysiące rolników. Starosta bialski podał niedawno, że deklaracje o rezygnacji z hodowli trzody złożyło w całym regionie 1320 rolników. To nawet z perspektywy laika z centralnej Polski liczby ogromne. Za którymi ciągnie się wizja pustych gospodarstw. I to w rejonie, który uważa się za jeden z najbiedniejszych w kraju. Osławiona Polska B. I rząd - jak słychać tu zewsząd - zupełnie się tu nie popisał. Żal do rządzących? Ogromny.

- Niektórzy zawiedli się, i to mocno. Jest tragedia. Jest płacz, ludziom puszczają nerwy. Nie wytrzymują, bo dla wielu to jedyne źródło utrzymania było. Niektórzy nie mają teraz żadnych dochodów, a rachunki, ubezpieczenia, podatki trzeba płacić. I nie wiemy, co będzie dalej - mówi nam sołtys wsi Rudniki. Ewa Biernacka właśnie straciła swoją hodowlę, którą prowadziła z mężem od 30 lat - zutylizowano jej 91 sztuk zdrowej trzody chlewnej. - Świnie były zdrowe, ale u sąsiada jedna była chora. Od lipca nie mogliśmy nic sprzedać - mówi naTemat.
"Zutylizowali mu wszystko"
Cały rejon występowania ASF został podzielony na strefy, ich granice ciągle się przesuwają w zależności od nowych ognisk. Pod Białą Podlaską w tym roku wykryto 40 takich ognisk, a starostowie m.in. z powiatu bialskiego i z Radzynia Podlaskiego - przypomnijmy, to miasto zawierzone Jezusowi, z burmistrzem bardzo mocno związanym z "dobrą zmianą" - napisali do premier Szydło o pomoc.

Najgorzej jest w czerwonej i niebieskiej, to strefy największego ryzyka. Jest jeszcze żółta, bezpieczna. Ale gdy pojawi się ognisko zarazy, okolica zaraz staje się "obszarem zapowietrzonym". Nawet jedna chora sztuka dla rolników w okolicy zwiastuje problemy. Jeśli rolnik nie spełnia tzw. wymogów bioasekuracji, czyli rozporządzenia dotyczącego zasad ochrony przed ASF, jego trzoda też jest likwidowana. - 20 kilometrów ode mnie jednemu wybili 1200 sztuk trzody. Znajomy miał 400 sztuk, zachorowała mu jedna świnia. I też zutylizowali wszystko. Nikt nie zastanawia się, że reszta jest zdrowa - mówi rolnik Michał.
Sama bioasekuracja wzbudza niemałe emocje. Drobniejsi rolnicy pytają, jak i za co mają się dostosować? Punktują, ile to ASF ich kosztuje. - Ja mam cztery chlewnie. Lekarz powiatowy weterynarii mówi, że mam zrobić cztery łazienki. Gdzie ja te łazienki zrobię? Ja już dzisiaj myję się dziesięć razy - pytał jeden z rolników wiceministra rolnictwa podczas spotkania w Białej Podlaskiej. W rozmowie z naTemat inny pyta, jak wyobrażam sobie, że rolnicy zaczną zakładać wodę w chlewniach, gdy część z nich nawet nie ma wody w domu...
Krzysztof Tołwiński, Federacja Gospodarstw Rodzinnych
na komisji sejmowej (topagrar.pl)

" Widać wyraźnie, że rząd przyjął model: likwidację ASF poprzez likwidację gospodarstw rodzinnych. Z rozporządzenia dotyczącego bioasekuracji wyraźnie to widać. Więc czym się to wasze działanie walki z gospodarstwami rodzinnymi różni się od czyścicieli kamienic. To jest dokładnie to samo. Choroba zwalczana z urzędu, dzik państwowy, a wy obarczacie rolnika kosztami bioasekuracji ". Czytaj więcej

"Kaczyński powinien dotrzeć do Szyszki z przesłaniem"
Ewie Biernackiej zabrakło niektórych rejestrów. Gdy padło na jej hodowlę, postanowiła uderzyć na alarm, że zabijają zdrowe zwierzęta. Rolnicy mocno wtedy zaprotestowali w jej obronie, utylizację udało się powstrzymać na tydzień.

O tym nie dowiedzie się z TVP. W Rudnikach (gm. Międzyrzec Podlaski) mieszkańcy sprzeciwili się administracji państwowej...

Opublikowany przez Stanisław Żmijan na 18 września 2017
Ale szum był taki, że do Rudnik przybył szef sejmowej komisji rolnictwa, poseł Kukiz'15. Jarosław Sachajko był wstrząśnięty.

– Widoki i wrażenia są straszne. Aczkolwiek ekipa działała sprawnie. Ale problem jest taki dlaczego to się musiało wydarzyć. Nie widzimy realnych działań rządu. Prezes Jarosław Kaczyński powinien dotrzeć do ministra Szyszki z przesłaniem, aby wybić populację dzików, bo to główny wektor tej choroby – cytowały jego słowa lokalne media. Choć o tym, że zabijane są zdrowe zwierzęta alarmowano już dokładnie rok temu.

❗❗Utylizacja zdrowych świń w strefie ASF❗❗ Zamiast do skupu, zdrowe zwierzęta trafiają do utylizacji. Dlaczego?

Opublikowany przez agroFakt na 16 listopada 2016
Rolnicy mają żal, że za mało jest odstrzału dzików. Inni mówią, że w ogóle dawno dzików nie widzieli, a ASF to wymyślony problem. Nie wiedzą, na czym stoją. Mówią o zbożach, które uprawiają i zastanawiają się po co. Skoro nie ma świń, zboże również trudniej teraz sprzedać.

Będzie pozew?
Radny powiaty bialskiego, Marek Sulima, zapowiedział parę dni temu pozew zbiorowy przeciwko państwu. - Prowadzę rozmowy z adwokatami. Trzeba zebrać setki ludzi i przygotować pozew zbiorowy przeciwko państwu o potężne odszkodowania. Chodzi o koszty które rolnicy ponoszą teraz przy likwidacjach hodowli i o to co dalej mają robić w gospodarstwach - cytuje jego słowa "Dziennik Wschodni".

Ewa Biernacka mówi, że po tym nagłośnieniu sprawy władze trochę złagodziły ton. - Trochę zgodzili się na przemieszczanie zwierząt ze strefy do strefy. Tylko pytam, co to teraz da, skoro zwierząt już nie ma? U nas stoi pusta obora - pyta retorycznie.

We wrześniu pojawiła się informacja, że Komisja Europejska przeznaczy ponad 9 mln euro dla polskich hodowli trzody chlewnej. Rolnicy ciągle czekają. I powtarzają, że nie wiedzą, na czym stoją. Nic nie wiedzą, co dalej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...