Krakowskie Planty po przejściu orkanu Ksawery.
Krakowskie Planty po przejściu orkanu Ksawery. fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Reklama.
To, że zginęły tylko dwie osoby, wynika z faktu, że burza szalała w środku nocy. Większość ludzi ją zwyczajnie... przespało. – Obudziłem się nad ranem, patrzę przez okno, a tu drzewa powalone leżą przed moim domem. Sąsiad może mówić o wielkim szczęściu, padło dosłownie tuż obok jego samochodu – opowiada Marcin Miller z Łodzi. On sam, jak twierdzi, niczego nie słyszał.
– Wieczorem oglądaliśmy z kolegami mecz, wypiliśmy po dwa piwa, potem jeszcze kawałek Czarnogóry z Danią i poszedłem do siebie. Trochę wiało po drodze, ale głowy nie urywało. Ale słyszałem, że ma być jakiś huragan, więc na wszelki wypadek jeszcze z żoną zdjęliśmy doniczki z balkonu i poszliśmy spać. Znaczy ja spałem, żona podobno nie mogła zasnąć, tak ją głowa przez ten wiatr bolała – dodaje Marcin Miller.
Na Śnieżce nawet 200 km na godzinę!
Tymczasem, jak donoszą służby, w Łodzi Ksawery poczynił o wiele więcej szkód. Powalone drzewa, pozrywane linie energetyczne, zniszczone samochody, płoty, kilkanaście wybitych okien, a także zniszczone samochody przywalone pniami drzew – to bilans nocnej nawałnicy. A Łódź wcale nie była tym miejscem, gdzie wiatr dokonał największych zniszczeń.
Stacje meteorologiczne odnotowały, że prędkość wiatru na Śnieżce wyniosła w porywach nawet 200 km na godzinę. Na Kasprowym wiało znacznie słabiej, "zaledwie" 140 km na godzinę. Co to oznacza w praktyce, można przekonać się wystawiając przez otwarte okno głowę z pędzącego samochodu – dech zapiera. Na szczęście w wielkich miastach wiatr osiągał mniejsze prędkości, w Kaliszu 112 km na godzinę, Lesznie 108, Sulejowie 104, podobnie w Bielsko Białej.
Wiatr pozbawił prądu około 850 tysięcy ludzi. W wielu miejscach usuwanie szkód będzie trwało jeszcze wiele godzin. Powoli przywracana jest za to drożność dróg, odblokowano także tory kolejowe, na które w kilku miejscach zwaliły się drzewa. Stanęło łącznie około 100 pociągów, opóźnienia sięgały nawet 800 minut. Silnym wiatrom towarzyszyły obfite opady, w Bydgoszczy strażacy kilkukrotnie byli wzywani do wypompowania wody. Zalana została między innymi ulica Kasztelańska w bydgoskim Fordonie.
– Jak widać, wcale nie musi wiać 150 km na godzinę, żeby zginęli ludzie, a dziesiątki miejscowości zostało odciętych od świata – twierdzi Jarosław Turała, polski "Łowca burz", członek Polskiego Stowarzyszenia Pasjonatów Meteorologii. Na swoim blogu tłumaczy, skąd się biorą tak silne wiatry, jak Ksawery: – Ośrodki niżowe wtórne często usypiają naszą czujność, gdyś wieje dość słabo i nagle pojawia się bardzo silny poryw wiatru, który kładzie drzewa, zrywa dachy, blachy i niestety pozbawia życia. Jesteśmy niestety obecnie w strefie niżów wędrownych o podobne sytuacje będą się zdarzały częściej – twierdzi Turała.
Liczenie strat potrwa długo
Nad Poznań Ksawery przybył jeszcze przed północą. Wiało stosunkowo krótko, ale bardzo intensywnie. Wichura nie oszczędziła poznańskiego zoo. W nocy z żywiołem walczyli pracownicy ogrodu, którzy starali się chronić zwierzęta i na bieżąco usuwać uszkodzenia. Wichura spowodowała zniszczenia wybiegów dla wilków, marabutów, sitatungów i sik. – Zwierzętom nic się nie stało – zapewnia dyrektor poznańskiego ogrodu zoologicznego Ewa Zgrabczyńska. Szkód jednak nie udało się szybko usunąć, są zbyt poważne. Od dziś do odwołania Nowe Zoo jest zamknięte. Stare Zoo przy ulicy Zwierzynieckiej miało więcej szczęścia, zniszczenia nie są tak duże.
W samym Poznaniu straż interweniowała przeszło 450 razy. – Zaczęło się niewinnie. Wieczorem kilka razy przygasły lampy. Potem straciliśmy sygnał naszej kablówki. Na chwilę wrócił, by paść na dobre. Nie wiem ile to trwało, bo w końcu poszłam spać – opowiada Klara Wierzbicka. – W nocy słyszałam kilkukrotnie sygnał karetki albo straży pożarnej. W pewnym momencie wyszłam na balkon, żeby zobaczyć co się dzieje. W oddali usłyszałam dźwięk pił mechanicznych. Idąc do pracy przechodziłam obok miejsca, gdzie strażacy pocięli wielki klon, który spadł na ulicę. Kilka metrów dalej właśnie przygotowywano do odholowywania uszkodzony samochód, miał zgnieciony dach i maskę – wspomina w rozmowie z naTemat Wierzbicka.
Orkan Ksawery zabił w Polsce dwie osoby. W Ośnie Lubuskim mężczyzna prawdopodobnie próbował naprawić uszkodzenia dachu. Prokuratura bada okoliczności jego śmierci, wstępna hipoteza mówi, że wiatr zwiał go, mężczyzna spadł i zginął na miejscu. Drugą ofiarą jest 58-letnia kobieta, która prowadziła samochód w chwili, gdy na auto spadło drzewo. Kobietę z rozległymi obrażeniami odwieziono do szpitala, gdzie zmarła. Więcej szczęścia miał kierowca i pasażer w powiecie cieszyńskim, gdzie też drzewo spadło na samochód, rannym jednak nie zagraża niebezpieczeństwo.
Najwięcej zniszczeń Ksawery poczynił w województwach wielkopolskich, dolnośląskim i lubuskim. Tylko w województwie wielkopolskim strażacy interweniowali 2,3 tysiąca razy. W całej Polsce uszkodzeniu uległo 891 budynków, w tym około 460 mieszkalnych. Wiele miejscowości wciąż pozostaje bez prądu. Szef MSWiA tym razem zareagował szybciej niż w przypadku sierpniowych nawałnic i już ogłosił, ze poszkodowanym będą wypłacane odszkodowania.
Najgorsze jest to, że znaniem Jarosława Turały, to wcale nie koniec. Łowca burz przewiduje powrót silnego wiatru już w najbliższy weekend.