
W Polsce nadal panuje znieczulica w kwestii praw autorskich i własności intelektualnej. Twórcy są okradani na potęgę, a złodzieje czują bezkarni. Nie chodzi tu jednak o zmianę przepisów, lecz mentalności. Samowolka panuje nie tylko w kulturze, ale i gastronomii.
Moda na pichcenie i stołowanie się na mieście ogarnęła Polskę już jakiś czas temu. Nic dziwnego, że szefowie kuchni prześcigają się w wymyślaniu potraw, ale czasem brakuje pomysłów na smaczne jedzonko. Z pomocą przychodzi więc internet i rosnąca liczba osób, które gotowanie traktują jak sztukę. W wielu lokalach znajdziemy więc dania z sieci, ale próżno szukać w menu autora przepisu.
Czy przepis można traktować jak utwór? Pewnie, że tak! – Są przepisy tradycyjne jak np. pierogi ruskie, które są znane od lat i stanowią pewną część kultury. Natomiast my robimy "szalone" dania, łączące nietypowe rzeczy. Dajmy na to nasz ostatni na czekoladowe eklerki z budyniowym kremem "Kit Kat" albo hot-dogi z płonącymi cheetosami. Sprawdzamy w internecie, czy nikt na to nie wpadł i są na tyle oryginalne, że trudno, by ktoś wpadł na coś podobnego. Nasi czytelnicy sami to przyznają – tłumaczy Anita.
Jeśli wykorzystamy sobie przepis u siebie w domu, to nie ma problemu. Przecież po to też powstają te blogi. Autorzy się wręcz cieszą, gdy ktoś gotuje coś od nich i sprawi niespodziankę ukochanej czy ukochanemu.
"Zatem całkowicie wierne wykorzystanie przepisu kulinarnego (w znaczeniu całości opisu w formie nadanej mu przez twórcę, który umieścił przepis na własnym blogu lub w książce), będącego utworem, stanowi działanie naruszające prawa autorskie, więc jest niedozwolone.
Nie narusza natomiast prawa autorskiego wykorzystanie pomysłu na daną potrawę, nawet gdy użyte zostaną identyczne składniki, w tych samych proporcjach i przy takiej samej procedurze praktycznego wykonania potrawy, o ile autor książki kulinarnej nada całkowicie inną formę opisowi przygotowania." Czytaj więcej
Piractwo internetowe to plaga. Nawet nie chodzi o samo ściąganie nielegalnych filmów z internetu, ale nawet tak drobne rzeczy jak usuwanie znaków wodnych z memów czy wrzucanie zdjęć bez podpisów autora. Najgorzej mają twórcy, którzy mają nie po drodze z poglądami złodzieja. Autorka popularnej stronie na Facebooku "Psie Sucharki" w przerwach między rysowaniem, toczy boje ze złodziejami jej śmiesznych obrazków. – Kradną mi rysunki na potęgę. Np. wczoraj profil promujący myślistwo wrzucił mój rysunek o "wyżłach-niżłach". W związku z tym, że jest to profil udający prywatny, to słaba jest możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności, więc tylko napisałam im, że wzywam do natychmiastowego zaprzestania naruszeń – mówi Maria Apoleika.
"Mam też nieustanny problem ze stroną "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka". Nie dość, że mają durną nazwę, to promują słabe kryminały oraz "Greya". Nic tam po mnie. Nie zabraniam zwykłym użytkownikom na wrzucanie u siebie moich rysunków. Jednak są strony jak np. kwejk.pl, które na tym zarabiają. Chciałabym by pytali mnie chociaż o pozwolenie, bo to jest moja praca, czas, karma dla psa i rachunki."
