
Film Patryka Vegi zanotował najlepsze kinowe otwarcie 2017 roku i bije rekordy. Ekscytują się nim wszyscy, ale czy powinni? Swoje wyjaśnienie w tej sprawie ma stylistka Dorota Wróblewska.
REKLAMA
Wróblewska na Facebooku odpowiada na pytanie, o czym właściwie świadczy sukces "Botoksu".
"O tym, że uwielbiamy srać we własne gniazdo! Tanie emocje, wulgaryzmy, chamstwo, powielane stereotypów wygrywają!" – przekonuje.
"O tym, że uwielbiamy srać we własne gniazdo! Tanie emocje, wulgaryzmy, chamstwo, powielane stereotypów wygrywają!" – przekonuje.
Ma też swoją interpretację tego, jak sam Patryk Vega podchodzi do swojego najnowszego obrazu. Jak twierdzi, reżyser traktuje film "jak gumę do żucia, na której świetnie zarabia". "Żeruje na tanich chwytach i na tym, że Polak to alkoholik, cham i złodziej, który okrada wisielca. Udowadnia, że rzadkie fakty to zjawisko nagminne!" – pisze.
Na koniec odpowiada na pytanie o prawdziwy cel reżyser. Zdaniem Wróblewskiej w całej tej awanturze chodzi tylko o to, żebyśmy kupili bilet. O nic więcej. I najwyraźniej ten cel Vega osiąga.
Przypomnijmy, że twórca "Botoksu" sam inaczej opisuje swoją misję. "Byłem narzędzie, dostałem film z góry. Biblia mówi mi, jak żyć" – tłumaczył podczas wywiadu w TVP. Być może to też była świetna zagrywka marketingowa.