
Głodówka lekarzy rezydentów trwa już osiemnasty dzień, a kolejne ośrodki z całej Polski dołączają do protestu. Lekarze domagają się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i podwyżki płac. Jednak wicepremier Jarosław Gowin znalazł całkiem inne wytłumaczenie.
REKLAMA
W porannej rozmowie w Radiu Zet, lider Polski Razem Jarosław Gowin, obok spodziewanej rekonstrukcji rządu i spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim, próbował w sensowny sposób odpowiedzieć na pytania dotyczące protestu głodowego młodych lekarzy. I rzeczywiście, odpowiadał, jednak do tego, aby odpowiedzi te były sensowne, droga daleka.
Po pierwsze, dowiedzieliśmy się, że premier polskiego rządu nie jest od tego, żeby być do dyspozycji każdej grupy zawodowej, która protestuje. Pod drugie, warunek zakończenia protestu do tego, aby jednak doszło do spotkania Beaty Szydło z protestującymi jest jak najbardziej słuszny, a do takiego spotkania powinno dojść, ale dopiero po zaprzestaniu strajku. Jednak najciekawszy jest trzeci wniosek, dotyczący powodów, dla których w ogóle omawiany strajk wybuchł.
– Na pewno w tej sprawie potrzebne są jakieś ruchy i jeżeli chodzi o sprawy płacowe, minister Radziwiłł złożył ofertą, która – moim zdaniem – jest podwójnie rzetelna. W tym sensie, że ten wzrost wynagrodzeń lekarzy rezydentów jest zauważalny, odczuwalny, a z drugiej strony rzetelna w tym sensie, że daje się pogodzić z realiami budżetowym – powiedział Jarosław Gowin , po czym w bardzo zgrabny sposób uzasadnił wybuch niezadowolenia. – Panie redaktorze, czytaliśmy w młodości książki Alexisa de Tocqueville’a. Tam jest postawiona teza, że protesty wybuchają, kiedy zmienia się na dobre. A obecnie w Polsce widać zmiany na dobre.Poziom życia się zwiększa, więc oczekiwana też są większe –podsumował wicepremier Gowin. Jeśli więc ktoś myślał, że protest młodych lekarzy wynika z niedofinansowania służby zdrowia i bardzo niskich pensji, był w błędzie. Jest dokładnie na odwrót. Przynajmniej dla rządzących.
