
Zawsze chciał być silny, od dziecka zafascynowany sportem. Biegał na treningi, na siłownię i robi to nadal, choć jest księdzem. W tym roku pierwszy raz wystąpił w zawodach, zdobył dwa medale i pobił rekord Polski. Gdy startował, nikt nie wiedział, kim jest dopóki nie założył sutanny. Wywołał szok. To, co mówi, brzmi jak coming out człowieka, który chce pokazać, że ksiądz też potrafi mieć pasje. I że można prowadzić posługę w zupełnie inny sposób niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień. – Bliższy współczesnemu człowiekowi – tak mówi.
Ksiądz sportowiec robi wrażenie. Mówi o darze od Boga, którym są predyspozycje do uprawiania sportu siłowego. I o tym, jak bardzo lubi podnosić duże ciężary. Uprawiał ten sport przez 12 lat, w ukryciu, dla siebie. Ludzie o tym nie wiedzieli, bo na codzień chodził w sutannie. Twierdzi, że nie miał potrzeby, żeby o tym mówić. Ani pokazywać innym, jak wygląda. Od trzech lat ma trenera, trenuje trójbój siłowy. Ba, zrobił też niezliczone kursy. – Mam trenera personalnego, fizjotrenera oraz wiele szkoleń z zakresu dietetyki, treningów. Mam wiedzę na ten temat i podpowiadam ją innym – mówi.
"Posługa księdza nie jest od którejś godziny do którejś. Tylko wiele rzeczy pojawia się nieujętych w planie dnia. Do tego jedyny czas wolny jaki mam, oprócz czasu na modlitwę, czytanie książek, poświęcam na trening. Więcej czasu nie mam, więc wymaga to pewnego poświęcenia i wyboru. Czasami treningi robiłem o 20.00, czasami dopiero o 22.00. Kiedy był czas kolędy, po pracy w szkole przychodziłem i szedłem na "kolędę" wracałem po 21.00 i potem jechałem na trening. Czasami naprawdę jest ciężko, kiedy zmęczony muszę iść ćwiczyć". Czytaj więcej
Dla mnie to forma ewangelizacji. Pokazanie, że ksiądz też może iść tam, gdzie Boga może nie być. Przez tę pasję chcę innych ludzi przyciągnąć do Boga. Wiadomo. Niektórzy mogą do Kościoła nie przyjść. To trzeba przyjść do nich. Sam ciągle pytam Boga, czy chce, żebym uczestniczył w zawodach. Nie wiem jak to się skończy. Może kiedyś Bóg powie: a już proszę nie ćwiczyć.
Mówi jak katarynka, usta mu się nie zamykają. Szybko, intensywnie. Z pasją o ciężarach, sporcie i o Bogu. O tym, jak na parafii w Wałbrzychu otworzył dla ludzi siłownię i zachęcał do korzystania. Teraz od kilku dni jest na nowej parafii w Ząbkowicach Śląskich i już podczas pierwszego kazania poprosił wiernych o pomoc w zorganizowaniu siłowni. Szuka miejsca i chce, by każdy mógł z tej siłowni korzystać. – Nie lubię pokazywać się na siłowni w miejscach publicznych. Nie lubię chodzić bez sutanny – mówi.
W Ząbkowicach szybko dowiedzieli się, że ich nowy ksiądz to sportowiec. Przeczytali w "Gościu Niedzielnym". I bardzo dobrze go przyjęli.
block position="indent"]260183[/block]
"Pierwszą pasją księdza ma być kapłaństwo"
Co na to jego przełożeni? W żadnej z trzech parafii księża nie bardzo chcą się wypowiadać na ten temat.
Sport w niczym mu nie przeszkadza, choć wszystko pogodzić nie jest łatwo. – Wiem o tym. Sam się o to często pytam, żeby nie było przegięcia w drugą stronę. Ale sport dużo mnie nauczył. Cierpliwości, wytrwałości, nie poddawania się, walki ze swoimi lekami, słabościami – mówi. Wątki sportowe porusza też w kazaniach. I otwarcie mówi, że trzeba dbać o swoje zdrowie. Co dotyczy każdego człowieka, również księdza.
