
40-letni mężczyzna, który we wtorek podpalił się przed budynkiem sądu w Rzeszowie, nie żyje. Doznał ciężkich poparzeń 80 proc. ciała – lekarze nie byli w stanie go uratować. Tymczasem policja bada okoliczności zdarzenia i zaprzecza plotce, jakoby czyn 40-latka miał związek w wymiarem sprawiedliwości. O sprawie pisze portal Rzeszów News.
REKLAMA
Mężczyzna oblał się łatwopalną substancją i podpalił ok. 12:00 przed siedzibą Sądu Rejonowego w Rzeszowie przy ul. Kustronia. Na pomoc rzucili się funkcjonariusze policji pracujący w sądzie, którzy ugasili go gaśnicami. 40-latek trafił do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 przy ul. Lwowskiej, w którym zmarł po niespełna 24 godzinach od zdarzenia.
Jeszcze we wtorek dramatyczny krok mężczyzny skomentowali na Twitterze marszałek Joachim Brudziński (PiS) i Robert Biedroń, prezydent Słupska. Polityk partii rządzącej obwinił za tragedię opozycję i pozarządowe media. Z kolei włodarz Słupska napisał, że przed sądami paliły się znicze (podczas demonstracji przeciwko upartyjnieniu sądów przez PiS – red.), a teraz płoną ludzie. Obaj politycy zostali skrytykowani za te wpisy przez internautów.
W internecie krążyła także plotka, że czyn mężczyzny był protestem przeciwko niesprawiedliwemu wyrokowi w sądzie. Do tych rewelacji odniosła się dziś prokuratura. "Nie ma żadnych dowodów na to, by mężczyzna tego dnia był w budynku sądu. Miejsce, gdzie doszło do zdarzenia, było zupełnie przypadkowe" – mówi Dominik Miś, szef rzeszowskiej Prokuratury Rejonowej. Śledczy ustalili, że mężczyzna mieszkał w pobliżu, a przyczyną jego dramatycznego kroku były problemy natury osobistej.
źródło: rzeszow-news.pl
