
Były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zapytał Antoniego Macierewicza, jak to się stało, że pułkownik Krzysztof Badeja znalazł zatrudnienie w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Sprawę skompromitowanego człowieka Macierewicza opisuje tygodnik "Polityka".
REKLAMA
Siemoniak odpowiedzi od Macierewicza się nie doczekał. "Polityka" przedstawia Badeję, byłego oficera Wojskowych Służb informacyjnych, jako człowieka, który słynie z zamiłowania do alkoholu. Obecnie pracuje w biurze, które zajmuje się bezpieczeństwem Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Nie trzeba też przypominać niezwykle krytycznego stosunku Antoniego Macierewicza do WSI.
W 2004 roku Badeja trafił do Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Żołnierz z kontyngentu, którego cytuje tygodnik, tak wspomina Badeję. – Pił na zasadzie "pijemy, aż padniemy". Mam wrażenie, że w ogóle nie nadawał się do służby w misjach, bo źle znosił towarzyszący im stres – mówi żołnierz w rozmowiez "Polityką".
Według informacji tygodnika, już po trzech dniach pobytu w Iraku Badeja trafił do polskiego szpitala w Karbali w stanie zapaści. Oficer kontyngentu cytowany przez "Politykę" wspomina, że został skierowany przez polskich lekarzy do szpitala amerykańskiego w Bagdadzie, gdzie medycy z USA postawili go na nogi.
Następnie alkoholowy problem powtórzył się w podobnej formie w Afganistanie. Później Antoni Macierewicz, już kiedy Wojskowe Służby Informacyjne zamieniły się w Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, nie uwierzył w problemy alkoholowe podwładnego, mówiąc, że "to nieprawda".
Badeja dalej jest zaufanym człowiekiem Macierewicza, o czym świadczy to, że pracuje w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Komentuje to cytowany przez "Politykę" były oficer kontrwywiadu wojskowego. – Jest stosunkowo łatwy do rozgryzienia. W służbach powiedzieliby: łatwo go strzelić w ucho – mówi "Polityce". Inni byli oficerowie kontrwywiadu twierdzą, że z zatrudnienia kogoś takiego jak Badeja mogą być zadowolone przede wszystkim obce służby.
źródło: Polityka
