
Wysłałam przesyłkę priorytetową. Na drugi dzień, góra trzeci, miała dotrzeć do adresata. Nie dotarła. W połowie tygodnia pojawiły się nerwy. System pokazuje, że jest "w transporcie". Tylko gdzie i dokąd? – Nie potrafię pomóc, proszę czekać – w okienku na poczcie nikt nie potrafi pomóc. Oprócz jednego rozwiązania – za 14 dni od nadania paczki można złożyć reklamację.
Pani na poczcie była miła, ale bezradnie rozłożyła ręce. Chcieliśmy złożyć reklamację 7 dnia od nadania przesyłki, na której bardzo zależało zarówno nam, jak i osobom, do których miała dotrzeć. Specjalnie wybraliśmy opcję priorytet i upewniliśmy się, że ma być dostarczona kolejnego, roboczego dnia. A tak się nie stało.
– Przykro mi, za wcześnie. Reklamację można złożyć 14 dni od daty nadania przesyłki – usłyszeliśmy na poczcie. I aż się w człowieku zagotowało. Usługa była "zamówiona" na 24 godziny za odpowiednią dopłatą. Firma pobrała opłatę i się z niej nie wywiązała. I jeszcze każe czekać 14 dni? Teoretycznie w takiej sytuacji być może powinna przeprosić, a nawet zwrócić pieniądze. Ale to urząd. I sytuacja jest zupełnie inna.
– Co się mogło stać? – dopytywaliśmy. Pani nie potrafiła pomóc. Odesłała do systemu, tam trzeba sprawdzić. A ten nieustannie informuje, że paczka jest "w transporcie".
"Termin jest tylko terminem przewidywanym" Temat stary jak świat. Nie odkrywamy nim Ameryki. Ale coraz bardziej irytujący, gdy bezpośrednio nas dotknie. A takich osób jest multum. Z różnymi uwagami do usług poczty, jednak problem z przysyłkami priorytetowymi wyraźnie daje się zauważyć.

Jakiś czas temu koleżanka wysyłała paczkę z bardzo drogimi lekami dla chorej osoby. Leki były w specjalnym kartonie, przesyłka dodatkowo ubezpieczona – za usługę zapłaciła około 100 zł. Sytuacja była niezwykle pilna, zależało jej na jak najszybszym transporcie i również postanowiła skorzystać z usługi priorytetowej. Na poczcie pojawiła się z samego rana i usłyszała, że jeszcze tego samego dnia przesyłka powinna zostać dostarczona. Nie została. – Doszła kilka dni później, gdy chora osoba bardzo na te leki czekała. Byłam wściekła. Poza tym, bardzo drogo to kosztowało – opowiada.
Dlaczego przesyłki reklamowane przez pocztę jako 24/h mają problem, by dotrzeć do odbiorcy w tym czasie? Co jest przyczyną tych opóźnień? I dlaczego – gdy paczka jest "w transporcie" – oficjalnie można na to zareagować dopiero po 14 dniach?
Rzecznik Poczty Polskiej odpowiada na nasze zapytanie:
Justyna Siwek
rzecznik prasowy Poczta Polska
– Przesyłki te nie mają gwarantowanego terminu doręczenia, o czym informujemy klientów na naszej stronie internetowej, omawiając te usługi. Termin doręczenia w ciągu jednego dnia jest terminem przewidywanym – informuje Justyna Siwek, rzecznik prasowy Poczty Polskiej.
Nasza paczka szczęśliwie dotarła na miejsce 8 dnia. Czyli teoretycznie w ogóle mogliśmy z priorytetu zrezygnować, bo i tak wyszłoby na to samo.
"Co się dzieje z moją przesyłką?" W internecie znajdziemy wiele podobnych historii, a facebookowy profil Poczty Polskiej musi udźwignąć wiele z nich. Dotyczą zwykłych listów, paczek i innej maści przesyłek, które nie docierają na czas. "Co się dzieje z moją przesyłką?" – padają pytania. Ktoś opisuje:
Komentarz internauty
FB Poczta Polska
Czy przyczyną może być brak pracowników? Okazuje się, że niekoniecznie. - Poczta Polska, pomimo rynku pracownika i trudności rekrutacyjnych z tym związanych, od 2016 roku zwiększyła zatrudnienie o 2,5 tys. pracowników. Obecnie trwają rekrutacje pracowników sezonowych, ponieważ przewidujemy znaczący wzrost przesyłek w okresie przedświątecznym. Rekrutujemy także pracowników stałych, m.in. listonoszy w związku z założonym w tym roku wzrostem zatrudnienia w tej grupie zawodowej - słyszę w odpowiedzi.
Rzecznik Poczty Polskiej dodaje: - W każdej sytuacji dokładamy starań, aby przesyłka dotarła do adresata. W każdej sytuacji, w której klient potrzebuje informacji o swojej przesyłce warto zwrócić się o pomoc telefonicznie lub mailowo do Biura Obsługi Klienta.
Justyna Siwek
Sądząc po komentarzach w sieci, na infolinię trudno jest się dodzwonić. Niestety, mi też się nie udało.
