
"Prawicowym publicystom nie chodziło oczywiście o żadne Ukrainki. Paragraf o Ukrainkach i kobietach akurat był pod ręką, ale głowy Wojewódzkiego zażądali z zupełnie innego powodu" - pisze Tomasz Lis we wstępniaku do najnowszego "Newsweeka". Ocenia, że przestało nas śmieszyć szydzenie z innych, bo sami zaczynamy czuć się spełnieni i nie musimy wyładowywać swojej frustracji na innych.
REKLAMA
Tomasz Lis ocenia, że żart Wojewódzkiego i Figurskiego był zdecydowanie nietrafiony. Zgadza się jednak z opinią tego pierwszego, porównującą satyryka do tenisisty, który choć stara się trafić w linię, nie zawsze trafia. Według redaktora naczelnego tygodnika, nasze oburzenie nie jest spowodowane tylko tym, że obrażono kobiety, a w dodatku Ukrainki.Tomasz Lis uważa, że to dowód na to, że jako naród zaczynamy się czuć lepiej i odzyskujemy sympatię do siebie samych.
Poniżanie innych na ogół wynika z kompleksów. Poniża się innych, by wywyższyć siebie. Jacyś Niemcy szydzą z nas, ale my szydzimy – na przykład – z Ukraińców. Dostajemy w łeb, więc sami walimy w łeb. Ten mechanizm przestaje jednak działać, gdy zaczynamy lubić sami siebie. CZYTAJ WIĘCEJ
W jego ocenie gdy ktoś ma kompleksy, przelewa frustrację na innych. Dzięki temu, że wyzbywamy się ich coraz skuteczniej, nasze nastawienie do otoczenia jest lepsze. Jednak do tej grupy nie zaliczają się "najsłuszniejsi patrioci".
Zobacz też: Wojewódzki kontra Olejnik. Kłótnia na szczycie
Tomasz Lis dodaje, że oburzenie podniesione przez część prawicowej blogosfery tak naprawdę nie jest skierowane na obronę Ukrainek. Redaktor naczelny "Newsweeka" jest zdania, że ostatnie słowa Wojewódzkiego i Figurskiego to tylko pretekst, by zemścić się za żarty o Jarosławie Kaczyńskim.
Cały felieton Tomasza Lisa w najnowszym numerze "Newsweeka"

