Polscy zawodnicy musieli uciekać do szatni przed rozwścieczonymi bułgarskimi "kibicami"
Polscy zawodnicy musieli uciekać do szatni przed rozwścieczonymi bułgarskimi "kibicami" FOT. MAŁGORZATA KUJAWKA / AGENCJA GAZETA

Wczoraj słabsi od podopiecznych Najdena Najdenowa byli tylko sędziowie. Nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie dla zachowania bułgarskich "kibiców". W trakcie spotkania w stronę naszych fanów, a po jego zakończeniu również w zawodników i sędziów leciały przeróżne przedmioty. Zygmunt Chajzer relacjonuje dla naTemat: Pierwszy raz w życiu bałem się o to, co się stanie.

REKLAMA
Już podczas transmisji mogliśmy dostrzec, że hala w Sofii kipi od negatywnych emocji. Do głowy mi jednak wówczas nie przyszło, że mogą one przerodzić się w zachowania, których raczej na meczach siatkarskich nie widywaliśmy. Zadzwoniłem zatem do Zygmunta Chajzera, który śledzi Final Six Ligi Światowej z wysokości trybun. Liczyłem usłyszeć, że wszystko to, co czytam to przesada, że nie było aż tak źle. Ale to, co mi powiedział, nie było tym, co chciałem usłyszeć.
– Po raz pierwszy w życiu będąc na meczu siatkówki, bałem się o to, co się może wydarzyć. Byłem autentycznie przerażony zachowaniem bułgarskich... nie wiem, jak ich nazwać, bo na pewno nie kibicami. Atmosfera gęstniała z każdą pomyłką sędziego, ale przecież oni mylili się w obydwie strony. To nie może być usprawiedliwienie dla tego, co się stało – mówi prosto z Sofii naTemat Zygmunt Chajzer.
Momentami na trybunach hali w Sofii było nie tylko nieprzyjemnie, co wręcz niebezpiecznie. – Po kilku błędnych decyzjach sędziów staliśmy się adresatem protestów Bułgarskich "kibiców". W naszą stronę leciały papierowe kulki. Odwróciłem się i kulturalnie zwróciłem uwagę stojącym za mną ludziom, ale ich reakcja była bulwersująca. W naszą stronę zaczęło lecieć wszystko, co oni mieli w rękach – relacjonuje Chajzer.
Dodaje: – Staliśmy w zwartej grupce, przyodziani w narodowe koszulki, szaliki z napisem Polska, mój znajomy wywiesił w pobliżu naszą flagę z napisem Płock, a obok ktoś miał bęben w polskich barwach. Byliśmy zatem bardzo "łatwym celem" – mówi prezenter telewizyjny.
Najgorsze w całej sytuacji było to, że nie można było liczyć na pomoc służb porządkowych. – Zwróciliśmy się z prośbą o pomoc do służb, ale z ich strony nie było żadnej reakcji. Żadnej! Byliśmy zdani tylko na siebie. Po meczu poczekaliśmy, aż wszyscy Bułgarzy wyjdą ze stadionu, ponieważ baliśmy się tego, co może wydarzyć się na ulicach – mówi Chajzer.
Ochroniarze nie poczuwali się też do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo zawodnikom i sędziom, którzy musieli uciekać z boiska. – Relacjonujący to spotkanie Tomasz Swędrowski powiedział mi wieczorem, że nie mógł porozmawiać z żadnym zawodnikiem, a w trakcie meczu w jego stronę leciały różne przedmioty. Od papierowych kulek, do pojemników po napojach. Również sędziowie zostali pozostawieni sami sobie. Aby dojść do szatni musieli przejść obok Bułgarów, którzy wylewali na nich napoje, rzucali plastikowymi pojemnikami, a nawet pluli w ich stronę – mówi Chajzer.
To prawda, że sędziowanie wczorajszego półfinału nie stało na najwyższym poziomie. Wielokrotnie pomyłki notował główny arbiter, nie bez winy byli też sędziowie liniowi. Jednak pokrzywdzone mogą czuć się obydwie drużyny. Sędziowie nie wypaczyli wyniku meczu. Polska była zespołem zdecydowanie lepszym i to pomimo słabszej dyspozycji niż w poprzednich dniach. Kilka lepszych decyzji arbitra przyniosłoby może trochę więcej punktów Bułgarom, ale summa summarum i tak przegraliby oni wczorajszy mecz.
– Nie wiem, czy tego typu imprezy powinno organizować się w kraju, w którym jest tak napięta sytuacja w związku. Podczas meczu widzieliśmy wiele transparentów obrażających prezesa Lazarowa. Być może można było uniknąć dzisiejszych ekscesów, gdyby wcześniej pomyśleć, czy Bułgaria jest dobrym miejscem na organizację Final Six Ligi Światowej – kończy Chajzer.
Spotkanie Polski z Bułgarią w półfinale Ligi Światowej. (8 VII 2012)