Fot. Pixabay/tookapic

Boty sieją zamęt. Wykorzystuje się je w szczycie kampanii wyborczej w każdym kraju, również w Polsce. Ich zadanie jest proste: mają dezinformować, tworzyć sztuczny ruch i wpływać na opinię publiczną, a więc wyniki wyborów. Tysiące fałszywych, jeszcze "uśpionych" botów już obserwuje dwóch głównych faworytów w wyścigu o urząd prezydenta Warszawy. – Czekają na rozkazy. Zaatakują na pewno podczas kampanii samorządowej – stwierdza Anna Mierzyńska, autorka analizy. W rozmowie z naTemat opowiada o tym, dlaczego boty zajmą miejsce internetowych trolli.

REKLAMA
Wojna informacyjna na polskim Twitterze już trwa. Jak szacuje Anna Mierzyńska, specjalistka od marketingu politycznego z Uniwersytetu w Białymstoku, na Twitterze w ostatnich tygodniach pojawiły się tysiące uśpionych botów. – Czekają na rozkazy. Zaatakują na pewno podczas kampanii wyborczej – uważa Mierzyńska.
logo
Rafałowi Trzaskowskiemu, kandydatowi PO na prezydenta Warszawy, w ostatnim czasie przybyło wielu obserwujących na Twitterze. W dużej mierze są to jednak boty. Fot. Screen z Twittera / Rafał Trzaskowski
logo
Fot. Screen z Twittera / Patryk Jaki

Z jej analizy wynika, że aż 10 tysięcy nowych, nieaktywnych kont na Twitterze od 31 października do 18 listopada zaczęło obserwować kandydatów na prezydenta Warszawy: Rafała Trzaskowskiego (PO) i Patryka Jakiego (PiS). "To nie efekt jednorazowego wzrostu zainteresowania tematem w chwili ogłoszenia kandydatury R. Trzaskowskiego 2 listopada – liczba followujących te konta uśpionych profili rośnie sukcesywnie, systematycznie, codziennie, nie wzbudzając tym samym niczyjego zainteresowania" – czytamy w analizie.
Całe badanie Anny Mierzyńskiej dostępne jest na jej blogu Mierzynskamarketing.wordpress.com.
Polski internet, a właściwie Twitter, jest polem do politycznej bitwy, a uśpione boty uaktywniają się tuż przed wyborami samorządowymi?
Tego jeszcze nie wiemy. Gdy opublikowałam tę analizę, to pojawiły się głosy, że boty na Twitterze były od zawsze. Owszem, boty jako oprogramowanie, które służy do rozmaitej komunikacji, obecne są od dłuższego czasu. Natomiast od niedawna wykorzystywane są one przez polskie ugrupowania. Wcześniej to były trolle.

Bot i troll – niektórzy używają tych słów jako synonimów. Czym się one różnią?
Trolle to prawdziwi ludzie, tworzący konta, komunikujący się w określony sposób. Boty, czyli sztuczne oprogramowanie i sztuczne konta. Nie ma za nimi człowieka, który każde konto obsługuje. Nie wiemy jeszcze, w jaki sposób one się uaktywnią przed wyborami. To będzie pierwszy moment, gdy będą to boty, a nie trolle.
Nie ma zdjęcia profilowego, nazwiska, aktywność jest żadna lub niewielka – czy po tym możemy rozpoznać bota?
Bot może mieć zdjęcie profilowe. Bardzo często nazwa takiego użytkownika jest specyficzna i składa się z wielu cyfr albo kilku liter, które nie stanowią żadnego związku logicznego. Także rodzaj ich aktywności jest bardzo specyficzny: boty najczęściej udostępniają czyjeś treści, nie wchodzą w dyskusję, są bardzo aktywne jeśli chodzi o podania dalej i polubienia.
logo
Boty, o których pisze Mierzyńska, śledzą przedstawicieli wszystkich stron polskiej sceny politycznej, dziennikarze z bardzo różnych mediów, liderzy opinii o przeciwstawnych poglądach. "To istotne, bo gdy jakieś polskie ugrupowanie zleca wsparcie swojej d Fot. Screen ze strony mierzynskamarketing.wordpress.com


Czy boty chcąc zacząć działalność dezinformacyjną muszą mieć grono odbiorców, widownię?
Najpierw oczywiście tworzy się listę osób, których bot obserwuje. Niekoniecznie musi on mieć odbiorców, czyli widownię. Musi za to obserwować i podawać dalej tweety, ponieważ robią one głównie ruch w sieci. Twitter pokazuje nam m.in. najpopularniejsze tweety. W ten sposób boty pomagają jakimś treściom stać się najpopularniejszymi. Jeśli tweet został podany 10 tysięcy razy przez 10 tysięcy botów, to będzie miał bardzo wysoką pozycję na Twitterze i duża liczba osób będzie go widzieć.
Każdy w internecie może kupić bota?
Można kupić followersów. Najczęściej wyspecjalizowane firmy mają tzw. farmy botów, wcześniej były farmy trolli. Czyli po prostu mają oprogramowanie, które automatycznie zakłada określoną liczbę kont, które można dalej sprzedawać. Jeśli ktoś sobie te boty wykupi, to będą go one obserwować i podawać dalej jego tweety. To w Polsce jest tania usługa.

To przemysł na dużą skalę? Zajmują się nim agencje reklamowe czy te informacyjne?
Takie działanie nie jest w Polsce zabronione prawnie. Jest to raczej kwestia etyczna. Zajmują się tym firmy, które nazywają się agencjami informacyjnymi. Najsłynniejsza agencja trolli i botów w Rosji też określa się agencją informacyjną.
Czy dziś wyobraża sobie pani tylko klasyczną kampanię wyborczą, bez wsparcia w internecie, bez udziału trolli i botów?
Zależy od tego, o jakiej kampanii mówimy. Jeśli o samorządowej, gdy np. radny kandyduje do rady miasta, to będzie to kampania rozgrywająca się w realu. Ponieważ on musi dotrzeć do realnych ludzi. A przecież nie wszyscy, którzy interesują się polityką, siedzą na Twitterze czy Facebooku. Natomiast im bardziej głosujemy na partię, tym istotniejszy jest internet.

Dlaczego?

Twitter i Facebook istotne są w kampanii z różnych powodów. Na Twitterze liderzy opinii publicznej i politycy komunikują się z dziennikarzami. Jeśli chce się wpłynąć na przekaz medialny, to najlepiej zrobić to na Twitterze. A jeżeli chce się wpłynąć na normalnych ludzi, to lepiej działać na Facebooku.
Co trzeci wpis na polskim Twitterze wysyłają boty – wynika z raportu na temat propagandy w polskim internecie, opublikowanego przez Oxford Internet Institute. Prowadzący je ocenili, patrząc na wybory w 2015 roku, że to PiS lepiej wykorzystuje media społecznościowe do mobilizacji swoich zwolenników i do kolportowania treści, które są dla tego ugrupowania wygodne. Zgadza się z tym pani?
W wyborach w 2015 roku partia Prawo i Sprawiedliwość lepiej poradziła sobie z przestrzenią internetową. Myślę, że żadne inne ugrupowanie w Polsce nie było wówczas przygotowane do takiej roli mediów społecznościowych. Natomiast od tamtego czasu bardzo dużo się zmieniło. Wszystkie ugrupowania mają świadomość, jak duże znaczenie mają social media i wszyscy bardzo intensywnie w nich walczą. To walka na różne sposoby, stąd też pojawiają się boty.
PiS w tamtych wyborach wygrał głównie trollami. Boty technicznie rozpowszechniły się trochę później. Jeśli mówimy natomiast o tym, że co trzeci tweet jest wysyłany przez boty, to trzeba pamiętać, że boty używane są także w celach pozytywnych.

"Boty nie głosują, więc w czym problem" – napisał jeden z internautów odpowiedzi na pani badanie.
Boty powodują gigantyczny chaos informacyjny i pozycjonują wysoko nie treści, które są szeroko odbierane przez zwykłych ludzi, tylko te, na których im zależy, na które mają zlecenie. Bardzo łatwo więc w taki sposób wysoko pozycjonować fake newsa. Po drugie, boty to tylko element wojny informacyjnej. Jeżeli ktoś taką prowadzi, to musi posiadać nie tylko nieprawdziwe, ale i opiniotwórcze konta. Każdy z nas musi zastanowić się, ile na Twitterze podaje tweetów pochodzących z kont, za którymi nie stoi prawdziwy człowiek.

Kto wydaje rozkazy botom? Partie polityczne, agencje informacyjne?
Nie mam pojęcia. Moim zdaniem – patrząc na ukształtowanie osób obserwowanych przez te boty – nie robi tego żadne ugrupowanie polityczne. Boty wykorzystywane przez konkretne ugrupowania są inaczej ukształtowane. Boty używane przez prawą stronę sceny politycznej obserwują tylko ludzi z prawej strony sceny politycznej. Może się znaleźć wyjątek, ale ogólnie widać, że kluczem jest linia światopoglądowa.
Tymczasem tutaj mamy do czynienia z botami, które obserwują całą czołówkę sceny politycznej, nie tylko zresztą polityków, ale i osoby opiniotwórcze. Zaczynając od Andrzeja Dudy, a na Adrianie Zandbergu kończąc. Druga rzecz: te boty oprócz kilkunastu polskich kont politycznych, obserwują też te zagraniczne, zupełnie niepolityczne.

Pojawiają się zarzuty do pani badania. Niektórzy sądzą, że bez wzięcia pod uwagę samych podpowiedzi Twittera, które konta mamy polubić, nie jest ono miarodajne.
Twitter proponuje nam obserwowanie podobnych kont, biorąc pod uwagę nasze zainteresowania. Więc tutaj nie ma spójności, ponieważ te boty lubią kilkanaście kont polskich polityków, a także zagranicznych sportowców z Hiszpanii. To jest zupełnie niespójne. Moim zdaniem oznacza to, że są to boty przygotowane na konkretnie zlecenie.
Każdy ma prawo mieć własne wnioski i nie zgadzać się z moją opinią. Jednak fakty są takie, jakie są. I Zbigniew Hołdys, i Eliza Michalik pisali, że w ostatnich tygodniach przyrosło im obserwowanych, że są to puste konta, że nie wiedzą, z czego to wynika. Faktem jest, że 10 tysięcy pustych, uśpionych kont powstało w listopadzie, mają taki sam układ, nagle polubiły nie tylko polityków, ale i niektórych dziennikarzy i liderów opinii, przyrastają systematycznie.
Odsłoniła pani kulisy i już pada pani ofiarą internetowych trolli.
Już jakiś czas temu, zbierając wyłącznie dostępne w sieci informacje, miałam ileś tam komentarzy, które przychodziły z IP zarejestrowanym w Wietnamie albo na Sri Lance. To element światowej wojny.
No właśnie, wojna światowa. Boty propagowały fake newsy przed wyborami we Francji, to samo było w kampanii w USA.

Nie ma co sądzić, że dotyczy to tylko Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, a Polskę to omija. To element wojny informacyjnej, która się toczy. W tamtych państwach wskazują Rosję, jako kraj odpowiedzialny za tę wojnę. My nie mamy informacji, kto może za tym stać. To się dzieje i nie omija to Polski.
Co możemy robić, by nie paść ofiarą dezinformacji?
Przede wszystkim należy intensywnie się edukować. Kluczem do sukcesu wojny informacyjnej jest nieuleganie przez nas wpływom takich działań. Gdy nauczymy się przynajmniej w jakimś stopniu ślepo nie ufać temu, co się pisze w internecie, co podają poszczególne konta, wtedy w jakimś stopniu będziemy chronieni. Tymczasem badania zaufania wskazują, że Polacy najbardziej ufają temu, co jest w internecie, a nie przekazom telewizji, radia czy gazet.