
Na obiad zamawiasz w uberEATS pad thai z krewetkami, a po wieczornym pilatesie do domu odwozi cię kierowca Patryk (ceny były akurat wyjątkowo korzystne). Nie bardzo masz dziś ochotę na samotny wieczór, więc przeglądasz uberFRIENDS. Na kogo by się tu zdecydować – pakiet dwóch koleżanek z chrupkami serowymi, czy może przyjaciel-gej, któremu można się wypłakać w ramię (w zestawie wino i chusteczki)? W sumie uwielbiasz dzieci i zamówiłabyś rozkoszną 4-latkę z rudymi loczkami, ale jest już po 20, więc chyba nie powinnaś jej wypożyczać.
REKLAMA
Brzmi jak chory sen nieopierzonego futurologa? Cóż, w Japonii pierwsza wypożyczalnia ludzi radzi sobie znakomicie. W ofercie nie tylko znajomi, którzy wyjdą ładnie na zdjęciu na Instagram, czy chłopak, którego pozazdroszczą wszystkie koleżanek, ale także kobiety i mężczyźni w wieku naszych rodziców czy dziadków, a nawet dzieci.
Dyrektor zarządzający Family Romance, Ishi Yuichi, przewiduje rychły wzrost zapotrzebowania na osoby do towarzystwa i to nie tylko w ekstremalnie izolującym się społeczeństwie japońskim. Yuichi zna swoją firmę od podszewki – grał już ojca dzieci, które nie zdawały sobie sprawy, że został wynajęty, był też świadkiem na ślubie ludzi, których widział pierwszy raz w życiu na oczy. To standardowe zlecenia, jednak Family Romance zdarzyło się obsługiwać kobietę w ciąży, która jeszcze nie urodziła, ale chciała pokazać „wnuka” umierającemu ojcu.

Japońskie dziwactwa są niewyczerpanym źródłem tematów dla zachodnich mediów. W sieci można przeczytać o mordercy-hannibalu, który został gwiazdą japońskiej telewizji śniadaniowej, restauracjach podających desery w kształcie fekaliów w gustownych miniaturowych sedesach czy o popularności hentai (pornografii anime).
Na tym tle kupowanie pozorów relacji z drugim człowiekiem nie wydaje się szczególnie dziwne. Społeczeństwa zachodnie także stają się coraz bardziej egoistyczne, a do tego leniwe, jeśli chodzi o pielęgnowanie relacji międzyludzkich. Z drugiej strony lubimy mieć wszystko pod kontrolą i nie przyglądać się za często nieprzyjemnym emocjom. Bywa, że rodzinne posiadówki wysysają z człowieka energię, a przyjaciele z dzieciństwa z roku na rok stają się coraz nudniejsi. Być może nam perspektywa wypożyczenia przyjaciół wydaje się bardziej przerażająca, niż męczenie się z obecnymi, ale kto wie, jak akcenty w tym równaniu rozłożą się w młodym pokoleniu. Nie jest wykluczone, że większy dyskomfort psychiczny w naszych dzieciach będzie budziło przegadanie popołudnia z koleżanką w depresji, niż wynajęcie obcych osób do niezobowiązującego dotrzymania towarzystwa. W Warszawie działa już nie tak bardzo znowu odległa od Family Romance usługa – płatne przytulanie przez obce osoby.
Mimo opcji wypożyczenia dowolnego towarzystwa, największym zainteresowaniem cieszą się rzecz jasna fałszywi partnerzy. Klientki Family Romance nie są przeważnie szczególnie osamotnione, mają za to już kilka związkowych zawodów na koncie, nie chce im się inwestować czasu i wysiłku w budowanie miesiącami, czy nawet latami zaufania. Wygodniej jest wynająć dwa razy w tygodniu na kilka godzin idealnego faceta, z którym nie trzeba chodzić na kompromisy, można spędzać czas jak się tylko chce i ma się gwarancję, że nie dojdzie do sprzeczki na żaden temat, ani nie padną niemiłe słowa.

Family Romance nie jest w żadnym razie zakamuflowaną agencją towarzyską. Pracownicy mogą co najwyżej przytulać się do klientów. Nastolatki już traktują swoje profile w mediach społecznościowych jako rodzaj brandu – z określoną „polityką marketingową”, dopracowanym wizerunkiem. O uzależnieniu od Facebooka od kilku lat alarmują nauczyciele, którym coraz trudniej przychodzi zmuszanie uczniów do bycia offline.
Jesteśmy kulturą nastawioną na natychmiastową gratyfikacje – wciąż na zakupach, wciąż w pogoni za wirtualnymi kciukami w górę i serduszkami. Firmy takie jak Family Romance płyną na fali tych potrzeb – podstawione koleżanki, które nigdy nie skrzywią się na nową fryzurę, przyjaciele przegrają z nami w pokera, a podtatusiały pan ze łzami w oczach będzie wychwalał nasze decyzje zawodowe. Ishi Yuichi w wywiadzie udzielonym magazynowi „Atlantic” powiedział, że sam nie ma dziewczyny, ponieważ dbanie o drugą osobę kojarzy mu się z ciężką pracą, a i tak jest już przepracowany.
W pewnym sensie ma oczywiście rację – niezależnie od tego, jak bardzo byśmy kogoś nie lubili czy kochali, trudno wyobrazić sobie relację w której nie trzeba iść na ustępstwa, czy taką w której akceptuje się drażniące zwyczaje, czy trudne cechy drugiej strony bez żadnych „ale”.

Dlaczego relacje ludzkie à la carte nie miałyby właściwie stać się normą? Wydają się mało stresogenne, dostarczające wsparcia, a do tego raczej nikt nas nie zdradzi, nie okłamie, po prostu – nie skrzywdzi. W jednym z najdłuższych eksperymentów psychologicznych w historii – trwającym 75 lat badaniu Harvard Grant badano niemal 300 absolwentów uczelni wyższej. Celem było ustalenie, co daje w życiu szczęście. Okazało się, że nie miały na nie wpływu ani sukces zawodowy, ani miejsce zamieszkania, ani majątek. Tym, co sprawiało, że ludzie czuli się szczęśliwi były bliskie relacje z innymi ludźmi, przede wszystkim zaś miłość. Nawet jeśli wypożyczanie przyjaciół i rodziny stanie się społecznie akceptowalne, niekoniecznie da nam jakiekolwiek korzyści poza chwilową gratyfikacją.
Lifestyle na:temat jest też na Instagramie, obserwuj nas!
