
"Ojciec miał koło ratunkowe i kawałek materiału rzuconego przez mamę, więc jest duża szansa, że miał się czego przyczepić i na czym położyć" – mówiła wieczorem w TVN24 córka pary polskich żeglarzy, Hanna Dąbrowna-Kocan, z nadzieją, że i tata zostanie uratowany. O los mamy jest już spokojna. "Mama jest cała i zdrowa. Została zabrana przez tankowiec, który płynie do Brazylii" – powiedziała.
Na razie jacht dryfuje. Służby ratownicze, zdając sobie sprawę, że tam jest cenna informacja o pozycji mojego ojca, płyną w kierunku jednostki. Jak mi obiecał ratownik z Martyniki, oni go dogonią, przejmą i zaprowadzą w bezpieczne miejsce. Wtedy będą mogli przeczytać pozycję mojego ojca, z momentu, kiedy wypadł za burtę. Jest kilka jachtów w tym obszarze i jak tylko dostaną dokładne namiary, mogą zacząć go szukać. Od wtorku on dryfował, ale na pewno nie znalazł się w dużej odległości. Ojciec miał koło ratunkowe i kawałek materiału rzuconego przez mamę, więc jest duża szansa, że miał się czego przyczepić i na czym położyć. Jeśli Francuzi zdecydowali się go szukać, to znaczy, że widzą szansę w tym, że on żyje.
