Bliscy zaginionego Stanisława Dąbrownego proszą o pomoc w poszukiwaniach polskiego żeglarza.
Bliscy zaginionego Stanisława Dąbrownego proszą o pomoc w poszukiwaniach polskiego żeglarza. Fot. Facebook.com / Aga Blazowska

"Ojciec miał koło ratunkowe i kawałek materiału rzuconego przez mamę, więc jest duża szansa, że miał się czego przyczepić i na czym położyć" – mówiła wieczorem w TVN24 córka pary polskich żeglarzy, Hanna Dąbrowna-Kocan, z nadzieją, że i tata zostanie uratowany. O los mamy jest już spokojna. "Mama jest cała i zdrowa. Została zabrana przez tankowiec, który płynie do Brazylii" – powiedziała.

REKLAMA
Po kilku dniach poszukiwań dwojga polskich żeglarzy z Gdańska, którzy zdecydowali się na rejs dookoła świata, ich jacht został odnaleziony na Oceanie Atlantyckim na południe od Barbadosu. Na pokładzie jachtu była jedynie 67-letnia Elżbieta Dąbrowna. Jej 74-letni mąż Stanisław, jak się okazało, wypadł za burtę.
Początkowo nie bardzo było wiadomo, co się stało. Alarm wszczęła córka żeglarzy, która ostatni raz rozmawiała z rodzicami w czwartek. "To była dziwna rozmowa. Mama wykrzyczała moje imię do słuchawki i połączenie zostało przerwane" – opowiadała Agnieszka Błazowska, druga z córek państwa Dąbrownych. W tej rozmowie jednak jeszcze słyszała ojca. Do działań włączyły się polskie służby dyplomatyczne, kontaktując się ze służbami na Martynice i Barbados. Po kilku dniach sytuacja się wyjaśniła: pan Stanisław wypadł za burtę, jacht Polaków został zaś odnaleziony przez jednostkę brazylijską i pani Elżbieta została zabrana przez załogę tego statku.
Hanna Dąbrowna-Kocan

Na razie jacht dryfuje. Służby ratownicze, zdając sobie sprawę, że tam jest cenna informacja o pozycji mojego ojca, płyną w kierunku jednostki. Jak mi obiecał ratownik z Martyniki, oni go dogonią, przejmą i zaprowadzą w bezpieczne miejsce. Wtedy będą mogli przeczytać pozycję mojego ojca, z momentu, kiedy wypadł za burtę. Jest kilka jachtów w tym obszarze i jak tylko dostaną dokładne namiary, mogą zacząć go szukać. Od wtorku on dryfował, ale na pewno nie znalazł się w dużej odległości. Ojciec miał koło ratunkowe i kawałek materiału rzuconego przez mamę, więc jest duża szansa, że miał się czego przyczepić i na czym położyć. Jeśli Francuzi zdecydowali się go szukać, to znaczy, że widzą szansę w tym, że on żyje.

tvn24.pl
źródło: tvn24.pl