
Kościelna rzeczywistość w Polsce – jak pisze franciszkanin o. Kasper Mariusz Kaproń – jest o wiele bardziej przygnębiająca niż to, co sobie wyobrażał. Święcenia kapłańskie otrzymał 20 lat temu i od tego momentu niemal cały czas pracuje zagranicą. Do Polski przyjeżdża dość rzadko. A gdy już tu jest, to nachodzi go wiele smutnych refleksji na temat tego, jaki jest stan polskiego Kościoła.
"Święty oburz" "Minął już miesiąc mojego urlopowego pobytu w Polsce i muszę przyznać, że rzeczywistość z jaką się stykam (mam na myśli przede wszystkim tą eklezjalną), jest o wiele bardziej przygnębiająca, niż moje wcześniejsze wyobrażenia" – napisał zakonnik na swoim profilu na Facebooku. Za chwilę wymienił kilka pozytywnych przykładów – bo przecież każde uogólnienie jest krzywdzące. Przyznał, że udało mu się przez ostatni miesiąc odwiedzić parę miejsc, które "budują wiarę". "Generalnie jednak rzeczywistość, z jaką się stykam, nie jest budującą" – stwierdza o. Kaproń. I wylicza, dlaczego Kościół w Polsce i Kościół w Boliwii, oprócz tysięcy kilometrów, dzieli coś jeszcze – przepaść.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin pracujący w Boliwii
"Stamtąd wszystko widzi się lepiej" Na to, co dzieje się nad Wisłą, franciszkanin patrzy z dystansu. Ze sporego dystansu, bo odkąd w 1997 r. po studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie otrzymał święcenia kapłańskie, w Polsce pracował niewiele. Od razu wyjechał do Włoch, gdzie początkowo był duszpasterzem a po paru latach podjął dalsze studia w Papieskim Instytucie Liturgicznym. Gdy w 2007 r. obronił doktorat, wrócił do Krakowa, by wykładać w tamtejszym seminarium. Ale w Polsce pracował niedługo – w 2011 r. wyjechał jeszcze dalej, na misje do Boliwii. Pracował w paru parafiach, potem został proboszczem, później pracownikiem katolickiego uniwersytetu w Cochabamba, a ostatnio definitorem, czyli doradcą przełożonego zakonu franciszkanów w Boliwii.
Franciszek jest... normalny W Polsce bywa dość rzadko. Gdy przyjechał w 2014 r., prezentował swoją książkę "Stamtąd wszystko widzi się lepiej", którą napisał z perspektywy niewielkiego miasteczka w środku boliwijskiej dżungli. W wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego" o. Kasper Mariusz Kaproń tłumaczył, że z takiej właśnie perspektywy zupełnie inaczej postrzega się papieża Franciszka niż z perspektywy Polski.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin
Już wówczas duchowny przyznawał półżartem, że przyjazd do Polski oznacza "bombardowanie pesymizmem", którego nie da się wytłumaczyć wyłącznie chłodniejszym klimatem. "Podczas jednego tygodnia pobytu w kraju usłyszałem więcej narzekań niż w ciągu prawie czterech lat w Boliwii" – mówił trzy lata temu.
Dynia ważniejsza niż bezdomni Dziś chyba sam, obserwując sytuację w Polskim Kościele, popadł w pesymizm. W swoim wpisie na Facebooku duchowny ubolewa, że publikacja wizerunku rozebranej Madonny Edwarda Muncha jest powodem do pisania listów protestacyjnych, zaś zawiść i podziały w społeczeństwie uznawane są za normę.
o. Kasper Mariusz Kaproń
franciszkanin
"Celne spostrzeżenia. Niestety, niczym głos wołającego na pustyni - bez echa" – skomentował jeden ze znajomych franciszkanina. Nie pierwszy – w polskim Kościele takich wołających jest o wiele więcej. "Czas uderzyć pięścią w stół" – apelował parę miesięcy temu jezuita o. Wojciech Żmudziński. I co? Raczej niewiele...
"Kończy się pewien model duszpasterstwa" O. Kaproń takich gorzkich wpisów podczas wizyty w Polsce zamieścił więcej. Na samym narzekaniu jednak nie poprzestał. Parę razy napisał coś, co powinno dawać nadzieję na pozytywną zmianę.
Ale takich miejsc w Kościele, z których wieje optymizmem, ojciec Kaproń po ponad miesiącu urlopu w Polsce, wymienił... pięć. Tylko pięć.
