Finał drugiego sezonu "Belfra" to dla widzów jedno wielkie "what the fuck". Po ostatnim odcinku "wiem, że nic nie wiem"

Finał drugiego sezonu "Belfra" z Maciejem Stuhrem był dla wielu widzów rozczarowaniem.
Finał drugiego sezonu "Belfra" z Maciejem Stuhrem był dla wielu widzów rozczarowaniem. Materiały prasowe Canal+
To jeden z najlepszych polskich seriali ostatnich lat. Świetna fabuła, idealnie oddane polskie realia, ciekawa gra aktorska nie tylko starszych aktorów z Maciej Stuhrem na czele, ale i młodszego pokolenia. No i niezłe zakończenie, zostawiające widzów z wielkim apetytem na więcej. Taki był "Belfer", a dokładniej jego pierwszy sezon. Drugi, który właśnie się skończył, zostawił u widzów wielkie rozczarowanie. Po niedzielnej premierze finału sezonu przejrzałem kilkaset komentarzy na fanpage'u serialu i pozytywne można policzyć na palcach jednej ręki. Uwaga, poniżej znajdują się spoilery.

Pierwszy sezon "Belfra" to perełka. Było trochę zarzutów, ale co do zasady, serial był świetną produkcją, przy oglądaniu której nie czuło się żenady, tylko głód połykania kolejnych odcinków. Dlatego tym bardziej wszyscy czekali z niecierpliwością na drugi sezon. I być może ta niecierpliwość sprawiła, że... wyszło jak wyszło, bo drugi sezon miał premierę zaledwie rok po pierwszym, więc tempo było szybkie.

Samo pociągnięcie fabuły dawało radę. Ot, tytułowy belfer jedzie na drugi koniec Polski do Wrocławia rozpracowywać kolejną podejrzaną sytuację. Ale już od pierwszego odcinka było widać, że coś jest nie tak. Płakałem ze śmiechu momentami widząc grę aktorską bardziej w klimacie "Malanowski i partnerzy" czy "W11", a nie takiej hitowej produkcji. Było sztucznie i naiwnie. Zabrakło tego, co było mocną stroną pierwszego sezonu, którego akcja toczyła się w Dobrowicach, czyli realizmu. Tam fajnie oddano rzeczywistość małego miasteczka.
Tymczasem drugi sezon można by zapowiadać hasłem "jak nie wygląda wielkomiejskie życie polskich nastolatków". Złapałem się na tym, że oglądam serial trochę z sentymentu i ciekawości, jak rozwiążą te niektóre zakręcone wątki fabuły. Moim faworytem było, to jak w serialu pokazano samochody. Usunięto absolutnie wszystkie oznaczenia/logotypy, które w jakikolwiek sposób pozwoliłyby zidentyfikować auto. Znaczki pozrywano z grilla i klapy bagażnika. Ukryto je nawet na... kierownicy. Poczucie żenady, gdy jak wół widzisz Skodę czy Audi, ale producenci na siłę ot ukrywają, było niebezpiecznie wysokie.

No ale przejdźmy do wielkiego finału. Serial po rozczarowującym starcie miał akcpetowalne odcinki w środku sezonu, które po niemej akceptacji wad, pozwoliły nabrać apetytu na fajne zakończenie. Niestety twórcy postanowili zrobić tutaj klamrę, i tak jak źle go zaczęli, tak równie rozczarowująco go zakończyli.
Jeden z widzów dobrze podsumował to, co czują tysiące innych: "wiem, że nic nie wiem". Ilość pytań, na które nie ma odpowiedzi lub odpowiedź ta jest totalnie zakręcona jest za duża. Kupy nie trzymają się niektóre wyjaśnienia, a z kolei inne wydają się całkowicie bez sensu. Jest sporo sugestii i niedomówień, ale nie takich, które widz sam jest w stanie rozgryźć w swojej głowie. Otwarto parę wątków, których nie pociągnięto, ani nie wyjaśniono. Sam pomysł na zakończenie okazał się totalnie szalony i mało kto się go spodziewał. Raczej mało realny, bo we wszystko była zamieszana... agencja wywiadu.


Poniżej tylko kilka z tych, na które najbardziej zwracają uwagę internauci.

– Kto i dlaczego zabił inspektora Kędzierskiego?
– Kto zabił Ewelinę? Jeśli to był "nauczyciel" Karol, to jak tak szybko się "teleportował" do miejsca, w którym była Ewelina?
– Co się stało z żoną Karola?
– Czy rodzina Tymka i Iwo także była podstawiona?
– Czy portier był agentem i dlaczego nic więcej tutaj nie wyjaśniono?

Serial wywołuje sporą dyskusję, a widzowie sami sobie wyjaśniają fabułę. Ostatnie sceny sugerują, że jest szansa na trzeci sezon. I chętnie go obejrzę, ale tylko pod warunkiem, że jakością będzie mu bliżej do pierwszego. A to niestety wcale nie takie oczywiste, bo końcówka sugeruje, że Paweł Zawadzki, którego gra Maciej Stuhr, lada chwila stanie się Jamesem Bondem.
PS Ale tego operatora drona w ostatniej scenie to twórcy serialu mogli schować.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.