
PiS przekonuje, że odebranie osobom niepełnosprawnym prawa do głosowania korespondencyjnego służy tylko ograniczeniu możliwości fałszowania wyborów i nie ma na celu poprawienia wyborczych szans "dobrej zmiany". Gdy jednak władze Warszawy zadeklarowały, że wszyscy niepełnosprawni mieszańcy stolicy będą bezpłatnie dowożeni do lokali wyborczych miejskim transportem, w PiS zareagowano zastanawiająco nerwowo.
REKLAMA
Jak wielokrotnie informowaliśmy w naTemat, w związku z przeforsowanymi przez Prawo i Sprawiedliwość zmianami w kodeksie wyborczym niepełnosprawni Polacy stracą prawo do głosowania korespondencyjnego. Osoby, które przed urną nie mogą pojawić się ze względu na trudności z samodzielnym dotarciem do lokalu, zostaną zmuszone do znalezienia godnego zaufania pełnomocnika, który zagłosuje za nich lub rezygnacji z czynnego prawa wyborczego.
Jest jeszcze jedno rozwiązanie, które znaleźli politycy Platformy Obywatelskiej. Już w piątek były minister zdrowia w rządzie PO-PSL Bartosz Arłukowicz ogłosił powołanie ruchu kierowców, którzy dowiozą do lokali wszystkie osoby niepełnosprawne chcące samodzielnie zagłosować. W sobotę podobną ofertę wysunęły władze Warszawy. "Wszyscy niepełnosprawni warszawiacy, którzy będą chcieli wziąć udział w wyborach, zostaną zawiezieni do lokali wyborczych transportem zorganizowanym przez miasto. Każdy powinien mieć możliwość oddania głosu w wyborach" – napisała na Twitterze prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Cóż w tym złego? Trudno powiedzieć. A jednak ta deklaracja wyjątkowo zirytowała ministra w Kancelarii Premiera Pawła Szefernakera. "Wstydu nie macie... Niepełnosprawni lokatorzy nie mogli liczyć na takie zainteresowanie PO, jak ich wyrzucano z mieszkań. No, ale wtedy nie chodziło o wybory" – odpowiedział Gronkieiwcz-Waltz polityk uznawany za głównego architekta propagandy "dobrej zmiany".
