Remont stresuje jak śmierć i rozwód. Zapytaliśmy architektki wnętrz o to, co Polacy robią źle w swoich mieszkaniach

Tak może wyglądać sypialnia, na którą wcale nie trzeba wydać dużych pieniędzy.
Tak może wyglądać sypialnia, na którą wcale nie trzeba wydać dużych pieniędzy. Fot. Pogotowie Wnętrzarskie
Kupiłeś mieszkanie i chcesz je wykończyć na własną rękę? Nic w tym dziwnego. Tak robi większość Polaków i tak samo zrobiłem je. Ale niech kamieniem rzuci ten, kto nie popełnił żadnego błędu albo czegoś nie żałuje po latach. - Kto z nas nie zna przynajmniej jednej osoby, która żałuje podjętych, kosztownych decyzji związanych z wykańczaniem własnego M wynikających z braku doświadczenia - opowiadają w rozmowie z naTemat architektki z Pogotowia Wnętrzarskiego, Joanna Majewska oraz Katarzyna Szaszkiewicz.

Co doradziłybyście osobie, która przychodzi i mówi, że właśnie kupiła mieszkanie, spodziewa się wydatków, ale nie wie trochę jak się za to zabrać, a z drugiej strony rodzina jej wpiera, że projektant wnętrz to droga i zbędna zabawa?

Joanna Majewska: Dziesiątki razy w miesiącu spotykamy się z dokładnie taką sytuacją i za każdym razem już podczas pierwszej rozmowy z taka osobą musimy złamać kilka różnych mitów.

To znaczy?

JM: W pierwszej kolejności warto złamać mit, że zatrudnienie projektanta to zbędny wydatek. Oczywiście nie jest też tak, że pracujemy charytatywnie, ale mamy setki dowodów na to, że dzięki naszym działaniom za te same pieniądze z uwzględnioną profesjonalną pomocą projektową można zrobić ładne wnętrza, w których potem dobrze im się mieszka, ale z drugiej także brzydkie oraz niefunkcjonalne z masą błędów. Brzydka, niepasująca do wnętrza lampa kosztuje przecież często tyle samo, co ładna i dopełniająca całość. Już nie wspominając o tym, że błędne decyzje poodejmowane na budowie sporo kosztują.
To częsty przypadek?

JM: Kto z nas nie zna przynajmniej jednej osoby, która żałuje podjętych, kosztownych decyzji związanych z wykańczaniem własnego M wynikających z braku doświadczenia. Nie od parady popularne jest stwierdzenie, że pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie. My za racji uprawianego zawodu projektujemy dziesiątki wnętrz domów i mieszkań dzień po dniu, zbierając najcenniejsze w tym zawodzie doświadczenie, więc prawdopodobieństwo popełnienia błędów jest naprawdę sto razy rzadsze.

Katarzyna Szaszkiewicz: To nie znaczy oczywiście, że nie widziałyśmy ładnych, dobrze zaprojektowanych i funkcjonalnych wnętrz zrobionych samodzielnie przez laików. Zawsze jednak wiązało się to z ich ogromną pracą, często też okazywało się, że mieli po prostu talent i wyobraźnię przestrzenną oraz bardzo, bardzo dużo czasu.


JM: Albo dużo pieniędzy i przez to luz psychiczny w eksperymentowaniu, popełnianiu i poprawianiu błędów.

KSZ: Natomiast sytuacji, w których przychodzą do nas ludzie z traumą po samodzielnym wykańczaniu czy projektowaniu własnych wnętrz, mimo nakładu sił i środków, rozczarowani końcowym efektem, jest znacznie więcej.
Czyli mówicie, że da się dzięki waszej pracy w efekcie zaoszczędzić na fajniejsze meble?

JM: Naszym zdaniem pomoc doświadczonego projektanta nawet w niewielkim zakresie paradoksalnie pozwala właśnie bardzo dużo pieniędzy zaoszczędzić. Pieniędzy, które właśnie można wydać potem na elementy wyposażenia wnętrza. W naszej firmie pracujemy na bardzo różnych budżetach klientów. Bardzo dużych, ale też takich zwykłych jak u typowego Kowalskiego. Naszym zdaniem każdy ma prawo mieszać ładnie.

A jakie Polacy najczęściej popełniają błędy, jak się tym zajmują we własnym zakresie?

KSZ: Najczęściej chodzi o to, że te mieszkania na koniec są bez wyrazu. Projektujemy wnętrza w Polsce i kilku krajach Europy i Polacy na tle innych narodowości nadal wyróżniają się bardzo zachowawczym podejściem do tematu.
JM: Bardzo często podczas pierwszej rozmowy telefonicznej słyszymy zdanie "Wprowadziłam się do mojego nowego mieszkania i niby wszystko jest ok, ale ja się nie czuję tu jak w moim domu. Czy da się to jakoś uratować?". Częstym błędem jest robienie zmian w punktach oświetleniowych "na oko", czyli lampa miała wisieć nad stołem, ale coś się omskło i wisi nad krzesłem.

KSZ: Albo piękna i droga kanapa miała być punktem kulminacyjnym w salonie, tymczasem jej kolor gryzie się z podłogą.

JM: Kolejny przykład – wyspa w kuchni miała być ulubionym miejscem śniadaniowym, tymczasem kolana nie mieszczą się pod blatem, bo kupiliśmy za wysokie krzesła.

KSZ: Albo wybrane lampy zamiast dawać ładne światło, oświetlać grafiki na ścianach, podświetlają krzywe sufity i źle wykonane gładzie.

JM: A w przedpokoju straszą dziury w ścianach po obrazkach, które powiesiliśmy za wysoko i źle to wyglądało, więc trzeba było przewiesić.

KSZ: No i smutny standard, chociaż na szczęście już coraz rzadszy, czyli całe mieszkanie oblane jednym kremowo-budyniowym kolorem. Kolorem, który na dodatek optycznie zmniejsza pomieszczenia.

JM:
I tak dalej i tak dalej. Lista jest bardzo długa. Reasumując miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.
KSZ: Jesteśmy przekonane, że niezależnie od budżetu zawsze współpraca z projektantem będzie korzystna dla wnętrza. Zdarza nam się bardzo konkretnie i skutecznie pomagać osobom takim, które mają na prace projektowe i dwa tysiące, i dwadzieścia tysięcy. Zakres tej pomocy jest wtedy oczywiście różny, ale zawsze naszym zdaniem jest korzystny dla danego klienta. Czasem to jest pełen projekt z nadzorem, a czasem szybkie, konkretne wsparcie konsultacyjno-projektowe.

No i jak ktoś ma te dwa tysiące, to co robicie w takich przypadkach?


JM: Opowiadamy cierpliwie jak wygląda nasza usługa, że możemy dostosować ilość i zakres pracy do konkretnego przypadku, elastycznie wymyślić indywidualny sposób na współpracę. Taki, żeby ten ktoś dostał od nas w możliwie jak najkrótszym czasie to, czego najbardziej potrzebuje. I w 99 proc. przypadków udaje się dogadać tak, żeby to była bardzo korzystna, owocna współpraca.

To jakie są waszym zdaniem największe korzyści ze współpracy z projektantem?

KSZ: Jest ich całe mnóstwo. Np. od dobrego, doświadczonego projektanta jesteś w stanie dowiedzieć się "w pigułce" co, jak i kiedy należy zrobić, żeby przejść przez ten naprawdę stresujący proces w miarę bezboleśnie. Czytałyśmy kiedyś badania, z których wynikało, że remont jest trzecią po śmierci najbliższej osoby i rozwodzie najbardziej stresująca sytuacją w życiu człowieka.

No dobra, ale wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś musi się sam zmierzyć z tym wielkim problemem, bo np. w promieniu stu kilometrów nie ma projektantów wnętrz. Co wtedy? Jakieś rady?
JM: To po kolei. Po pierwsze warto przyzwyczaić do myśli, że trzeba będzie na ten proces poświęcić baaardzo dużo czasu. Warto kupić stos gazet wnętrzarskich, przejrzeć setki stron o wnętrzach, oglądać je zastanawiając się, co się nam podoba. I to co się podoba, zbierać w osobnym miejscu czy folderze, najlepiej z podziałem na pomieszczenia. Jak już pozbieramy inspiracje, to warto poświęcić sporo czasu na wnioski.

KSZ: Często jest tak, że klientowi wydaje się, że wszystko (lub nic) mu się podoba, tymczasem po przejrzeniu wspólnie z nim różnych wnętrz wnioski nasuwają się same, bo okazuje się np. że na 9 z 10 zdjęć kuchni wszystkie są białe, w połysku i z ciemnym blatem. Doświadczonemu projektantowi wystarczy 5 minut na wyciągniecie odpowiednich wniosków.

JM: Kolejny krok to pójście do sklepu. Trzeba kupić miarkę i od tej pory warto się z nią nie rozstawać. Trzeba mierzyć swoje wyobrażenia. Przykład: prawie każdy człowiek mówi, że musi mieć duże łóżko w sypialni. Najczęściej pada wymiar 180 cm szerokości. My pytamy wtedy, na jakim śpi teraz – najczęściej okazuje się, że to łóżko ma wymiar 140 cm., a ten ktoś chce tak duże, jak ma teraz, lub trochę większe.

KSZ: Podobnie z szafami. Warto zmierzyć, ile naprawdę potrzebujemy metrów bieżących drążków na wieszanie, półek itd. I na bazie tych pomiarów "szukać" w mieszkaniu dobrych miejsc miejsc na szafy.

JM: Kolejny krok to wybór podstawowych materiałów na podłogi, ściany w łazience. Warto tu szukać i korzystać z pomocy specjalistów – np. w sklepie z płytkami często sprzedawca może nam pomóc dobrać płytki i policzyć ilości, jakie musimy kupić – tylko musimy mieć przy sobie przynajmniej zwymiarowany rzut mieszkania i nasze wcześniej wybrane inspiracje.
KSZ: Na etapie wybierania mebli, lamp itd. warto sprawdzać ich wymiary – to dotyczy głównie zakupów w internecie. Sprawdzać wymiary, czyli brać miarkę w dłoń i patrzeć ile to jest 35 cm w przestrzeni. Wyobrażać sobie, jak będzie sączyło się światło z danej oprawy oświetleniowej i decydować, czy o taki czy może inny efekt nam chodzi.

To powiedzcie jeszcze na koniec, jakie są waszym zdaniem trzy najważniejsze rzeczy, które mogą zbudować dobre lub kiepskie wnętrze?

JM: Naszym zdaniem dobrze dobrane lampy pod względem zarówno wyglądu jak i rodzaju świecenia, odpowiednie kolory ścian, dobrze dobrane podstawowe materiały na podłogach (drewno, panele, płytki itp.) to w wielu wypadkach minimum połowa sukcesu.

KSZ: Oraz naprawdę lepiej jest poczekać z zakupem drogiej kanapy kilka miesięcy, ale za to szybko, a dla laika najłatwiej będzie to zrobić tuż po wprowadzaniu się, wybrać dekoracje typu obrazki i grafiki i powiesić je na ścianach. Kupić kilka poduszek, ładny koc i od razu zrobi się przyjemniej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...