Propagandowe święto babci rewolucjonistki. Tak w Korei Północnej obchodzona jest Wigilia Bożego Narodzenia

Takie tańce od lat praktykowane są w Korei Północnej właśnie 24 grudnia.
Takie tańce od lat praktykowane są w Korei Północnej właśnie 24 grudnia. Fot. Screen/youtu.be/1ISKANJgIYc
To kraj, w którym jest zakaz obchodów Bożego Narodzenia. W tym roku poszerzony o zakaz zgromadzeń ze śpiewem i spożywaniem alkoholu. Zamiast tego Koreańczycy z Północy 24 grudnia obchodzą rocznicę urodzin babci Kim Dzong Una. W tym roku była ona wyjątkowa, bo setna. Dlatego i obchody były szczególne. Rzadko kiedy – z powodu kobiety – takie rzeczy dzieją się na ulicach Pjongjangu. Zakaz z gromadzeń w tym przypadku najwyraźniej nie obowiązuje.


Kobiety raczej nie są tu czczone, a tym bardziej tak publicznie. Ostatnio oprócz siostry i ciotki Kim Dzong Una w ogóle niewiele mówi się o potężnych kobietach w Korei. A babcia Kima ma swoje święto. Dokładnie w Wigilię, w dzień swoich urodzin, choć absolutnie bez żadnego związku z Bożym Narodzeniem. W tym dniu szara zazwyczaj stolica Korei Północnej przekształca się w iście kolorowe festiwalowe miasto.


A świat to, co dzieje się w tych dniach w Korei, odbiera jednoznacznie – jak atak na Boże Narodzenie.

Znaczek, moneta i tańce...
Zobaczcie, jak to wyglądało w tym roku. Akurat prószył śnieg, na zdjęciach widać zimę w pełni. Tysiące ludzi wyszło na ulice, by uczcić Kim Dzong Suk. Matkę Kim Dzong Ila, ojca obecnego przywódcy, która zmarła w 1949 roku, choć okoliczności jej śmierci do dziś są niejasne. Według jednej wersji zmarła po porodzie, według innej została zastrzelona. Miała 31 lat.

"Bohaterska rewolucjonistka antyjapońska" – tak się o niej mówi. Przed ważnym dla rewolucji pomnikiem odtańczono taniec. Były kolorowe suknie, flagi narodowe, wieńce i ogólna radość na twarzach. Poczta wypuściła specjalny znaczek, pojawiła się specjalna moneta, były specjalne programy telewizyjne poświęcone babci-komunistce.
"Największą zasługą Kim Dzong Suk jest to, że wychowała przywódcę Kim Dzong Ila, który był wschodzącym słońcem" – donosiły media. Do miasta, w którym się urodziła ruszyły, pielgrzymki. W całym 2017 roku, jak podało BBC, miejsce to odwiedziło już 300 tys. ludzi. Prawdziwe miejsce kultu.
"Ludzie nie wiedzą, kto to Chrystus"
Korea Północna nie obchodzi Świąt Bożego Narodzenia. Rok temu Kim Dzong Un wydał oficjalny zakaz, zamiast tego pierwszy raz tak głośno zrobiło się o rocznicy urodzin jego babci – pół świata nagle dowiedziało się, że koreański dyktator zmusił naród do świętowania z tej okazji.


– Nie ma Świąt. Ludzie nie wiedzą, kto to Chrystus. Nie wiedzą, kto to Bóg. Rodzina Kima jest ich Bogiem – mówił kilka dni temu brytyjskiemu "Independent" 31-letni Koreańczyk z Północy, Kang Jimin. Z jego relacji wynika, że choinki ozdobione bombkami i światełkami, owszem, można zobaczyć w Pjongjangu, i to przez cały rok, ale mieszkańcy nie kojarzą ich z żadnym świętem. Choć jeszcze 60 lat temu, przed podziałem na Północ i Południe, był to chrześcijański region często nazywany Jerozolimą Wschodu.

Na terenie dzisiejszej Korei Północnej mieszkały wtedy setki tysięcy chrześcijan, w okolicach Pjongjangu zbudowano kilka tysięcy kościołów. Jeszcze w czasie II wojny światowej na Północy miało być trzy razy więcej chrześcijan niż na Południu. Po wojnie zaczęły się masowe ucieczki.

To dziadek Kim Dzong Una, mąż jego babci Kim Dzong Suk, dokonał pierwszych czystek. "Nakazał zamordowanie wielu tysięcy chrześcijan. Do 1960 roku w Korei Północnej nie było żadnego miejsca modlitwy" – donosi portal christiantoday.com.

Szpiedzy i wrogowie rewolucji
Dziś nie wolno przyznać się, że jest się chrześcijaninem, choć podobno żyje ich tu jeszcze około 300 tysięcy i gdzieś daleko, na odległych terenach, w górach, spotykają się potajemnie w niewielkich grupach.

W mediach więcej jednak pisze się o karach, które mogą za to spotkać – więzienie, tortury, śmierć. – Wyślą cię do obozu pracy – opowiadał Kang. Według organizacji Church in Need, w obozach koncentracyjnych Korei Północnej przebywa od kilkunastu do 20 tysięcy chrześcijan uznanych za szpiegów i wrogów rewolucji.

“They are now all dead – even the children – a 10-year-old and a seven-year-old.”

Opublikowany przez The Independent na 24 grudnia 2017
"Dekoracje w Korei nie mają żadnego odniesienia do osoby Jezusa Chrystusa. W stołecznej katedrze katolickiej sprawowane są nabożeństwa, śpiewa się hymny i odmawia modlitwy, a wszystko odprawiają wyznaczeni przez władze urzędnicy. Nie ma tam udzielania sakramentów ani nabożeństw uznanych przez Watykan. W kościele wiszą wprawdzie krzyże, ale bez postaci Pana Jezusa" – pisał rok temu portal wPolityce.pl.
Sama choinka bożonarodzeniowa nie raz była kością niezgody z Koreą Południową. Ponad 10 lat temu Seul zgodził się, że nie będzie stawiał jej przy linii demarkacyjnej, potem postawił wysoką niemal na 30 metrów i widoczną z daleka, co wywołało wściekłość Pjongjangu. Natychmiast uznano to za prowokację.