
Znany reżyser nagrywa wyjątkową serię horrorów, o której nie masz pojęcia. To "ukryte" filmy, które się łączą
Pod okiem J. J. Abramsa powstaje tajemnicza seria filmów nawiązująca do klasyków kina grozy spod znaku wielkich, strasznych potworów. Należą do tak zwanego "Cloverwersum". Różnią się od siebie zupełnie realiami oraz stylistką, ale łączą je tytuły, nazwisko producenta i... kosmici.

Reklama.
Mało osób wie, że "Cloverfield Lane 10" to prequel... "Projekt: Monster". To wszystko wina pułapki tłumaczenia, kiedy dystrybutor wpada na "genialny" pomysł, ale okazuje się, że film będzie mieć zupełnie inną kontynuację. Klasyczny przykład to "Die Hard", czyli "Szklana pułapka", której kolejne części już nie mają za wiele wspólnego ze szkłem. W "Projekcie: Monster" nie było nawet żadnego projektu, a jeśli spojrzymy na oryginalny tytuł: "Cloverfield" - to wszystko już układa nam się w logiczną całość.
Pierwsza wyprodukowana część z Cloverwersum to dobrze przyjęty i dobrze nakręcony film nawiązujący do stylistyki "found footage". Formuła kamery z ręki w 2008 roku jeszcze się nam nie przejadła, a "amatorskie" ujęcia gigantycznego potwora atakującego Nowy Jork naprawdę robią wrażenie i dają złudzenie realizmu. Nikt się wtedy nie spodziewał, że to nie będzie pojedynczy strzał, ale początek jednej z najbardziej nietypowych antologii filmowych.
"Cloverfield Lane 10" (oryg. "10 Cloverfield Lane") nie jest już katastroficznym filmem hołdującym Godzilli, ale pełnym napięcia i zwrotów akcji thrillerem. Spektakularne widowisko zostało zastąpione klaustrofobiczną scenerią podziemnego bunkra. "Potworem" jest psychopatyczny John Goodman, który ratuje dziewczynę przed rzekomym atakiem chemicznym. Atmosfera filmu przywodzi na myśl genialne "Znaki" M. Night Shyamalana - do samego końca nie wiemy czy w końcu pojawią się ci kosmici czy też nie. I akurat w tym przypadku błędne tłumaczenie... pomogło, bo nie skojarzyłem, że to prequel "Projekt: Monster" nakręcony niemal dekadę później. Kiedy już wiemy, że to film z serii - finał łatwiej jest przewidzieć, ale i tak zaskakuje.
W kolejnej części przeniesiemy się w przestrzeń kosmiczną i już z samego opisu na Filmwebie wiadomo, że i tym razem zapowiada się świetny film: " Całość ma miejsce na amerykańskiej stacji kosmicznej. Po wypadku akceleratora cząstek załoga stwierdza nagle, że Ziemia zniknęła... Wkrótce stacja zaczyna odbierać śladowy sygnał innej stacji kosmicznej. Załoga odkrywa przerażającą prawdę, podważającą wszystko, co wiemy o Ziemi, świecie i ludzkości". "Cloverfield Station" miał mieć premierę w lutym zeszłego roku. Termin wielokrotnie przekładano... aż w końcu nie zobaczymy go w kinie. Według najnowszych informacji film ma wyznaczoną datę premiery na kwiecień i trafi prawdopodobnie na Netflixa. Dla zaostrzenia apetytu można wejść też na tę stronę: 04182028.com.
Trzecia część serii "Cloverfield" nie miała jeszcze premiery, a właśnie dowiadujemy się, że Paramount Pictures skończyło zdjęcia do kolejnej. I znów zupełnie inne realia: II wojna światowa. Scenariusz nie zapowiada się zbyt oryginalnie - znów naziści eksperymentują z siłami paranormalnymi, a dzielni amerykańscy żołnierze mają im pokrzyżować plany. A wszystko to w ramach operacji Overlord, która rozpoczęła się od legendarnego lądowania w Normandii. Niedawno, z alternatywną wersją historii eksperymentował Neil Blomkamp, który nakręcił kilka ciekawych krótkometrażówek. Premiera "Overlord", z którego pewnie dowiemy się o tym skąd się wziął tytułowy potwór z "Projekt: Monster", zapowiadana jest na 26 października 2018 roku.
Reklama.