
Henryk Kowalczyk chwali się tym, że dostał w sumie ponad 60 tysięcy złotych nagrody i wyjaśnia, dlaczego - jego zdaniem - te pieniądze mu się należały. Paweł Kukiz, usłyszawszy wyjaśnienia, pyta, ile w takim razie premii dostaną nauczyciele?
REKLAMA
Henryk Kowalczyk podczas porannej rozmowy w Radiu Zet potwierdził, że w ubiegłym roku dostał łącznie ponad 60 tysięcy złotych premii. Jak stwierdził, należało mu się, bo codziennie pracuje po 14 godzin, a więc dużo dłużej niż standardowe 8 godzin wynikające z kodeksu pracy. Tym samym - jak dowodził - nagrody, które co miesiąc wpływały na jego konto, były jak najbardziej uzasadnione.
Paweł Kukiz bezbłędnie spuentował tę wypowiedź. Przypomniał, że jego żona jest nauczycielką, pracuje w domu mniej więcej tyle samo co w szkole i zarabia miesięcznie 2400 zł. Kukiz zatem pyta, czy w takim razie jego małżonka może liczyć na przykład na 20 tysięcy złotych premii, bo przecież "zapracowała"?
To zresztą nie jest jedyny wpis Kukiza w sprawie nagród dla ministrów. Dwie godziny wcześniej pytał, dlaczego odwołano ministrów w ramach rekonstrukcji rządu, skoro pracowali tak świetnie, że co miesiąc dostawali wysokie nagrody? "Polska zadłużona po uszy, a jej zarządcy dostają nagrody, których wysokość powala. Z pewnością część z nich swoją pracą przysłużyła się Państwu, ale wysokość gratyfikacji to jakaś kpina" – napisał na Twitterze Paweł Kukiz.
