
"Kolejny przejaw zdrowego rozsądku w Sądzie, tylko że dopiero w Najwyższym. Szkoda, że zabrakło go w niższych instancjach..." – tak brzmi pierwszy komentarz pod informacją z Sądu Najwyższego o uchyleniu wyroku wydanego wobec rowerzysty, którego przyłapano na jeździe w stanie nietrzeźwości. Cyklista stracił wówczas prawo jazdy. Absolutnie niesłusznie – uznał SN, rozpatrując kasację Rzecznika Praw Obywatelskich.
"Kasacja okazała się w pełni uzasadniona" – czytamy w komunikacie Sądu Najwyższego. Chodzi o wyrok z niższych instancji wobec mężczyzny, który za jazdę po pijanemu na rowerze został ukarany zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych (badanie wykazało, że miał w organizmie 0,26 mg/l alkoholu, czyli nieco ponad 0,5 promila).
Sąd Najwyższy
o pijanych rowerzystach i prawie jazdy
Sąd Najwyższy zatem wyrok Sądu Rejonowego uchylił i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Rowerzysta więc nie uniknie kary za jazdę po pijanemu, lecz z pewnością karą tą nie będzie odebranie prawa jazdy.
Jeszcze kilka lat temu za jazdę po pijanemu na rowerze można było trafić do więzienia. Statystyki wskazywały, że za kratami w 2013 r. siedziało ok. 4 tysięcy osób skazanych za to przestępstwo. Sytuacja zmieniła się za sprawą ówczesnego ministra sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Jarosława Gowina – za jazdę na rowerze w stanie nietrzeźwym przewidziano m.in. dozór elektroniczny, grzywnę lub prace społeczne.
źródło: sn.pl
