
Reklama.
– Mam dla państwa sensacyjną wiadomość!. Otóż do rywalizacji w Pucharze Świata powracają dawne wielkie sławy – rozpoczął wyjątkową transmisję dla TVP Sport Włodzimierz Szaranowicz. Powrót Adama Małysza na skocznię po sześciu latach? Nie do końca. Mistrz "skakał" jedynie na ekranie komputera, grając w kultową już grę Deluxe Ski Jump, w którą za czasów małyszomanii grali chyba wszyscy Polacy.
Jak daleko poleciał nasz skoczek? Wynik nie olśniewa, było tylko 69 metrów i 89 metrów. Ale to i tak lepiej, niż skoczyli dwaj jego najwięksi niegdyś rywale, Martin Schmitt i Sven Hannawald.
Sven Hannawald rzadko kiedy w ogóle odbijał się z progu, leciał krótko, a na koniec przeważnie zaliczał spektakularną wywrotkę. Schmitt trochę lepiej, ale też bez rewelacji. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że obaj wybijali się tylko z jednej nogi. Później jednak wcale nie było lepiej, Schmittowi zdarzyło się nawet przewrócić... na rozbiegu.
Adam Małysz nie boi się rywalizacji z dzisiejszym mistrzem olimpijskim Kamilem Stochem. Tu jednak musiał oddać pola, nie udało mu się zaliczyć udanych lądowań. Stoch poszybował na 202 metry i zakończył skok przepisowym telemarkiem.