"Wszyscy Józka lubili". Policja, straż i prokuratura tłumaczą się, jak to możliwe, że we własnym domu zamarzł 60-latek

Zwłoki 60-letniego Józefa znaleziono w jednym z mieszkań w Tczewie. Sąsiedzi mężczyzny są przekonani, że zamarzł. O tym, że Józef mieszka w złych warunkach i bez ogrzewania, ci informowali i straż, i policję. Zdjęcie poglądowe.
Zwłoki 60-letniego Józefa znaleziono w jednym z mieszkań w Tczewie. Sąsiedzi mężczyzny są przekonani, że zamarzł. O tym, że Józef mieszka w złych warunkach i bez ogrzewania, ci informowali i straż, i policję. Zdjęcie poglądowe. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
W jednym z tczewskim mieszkań znaleziono zwłoki Józefa. 60-latek od lat nie korzystał z pomocy opieki społecznej i żył w nieogrzewanym lokalu komunalnym. Był "łagodny" i lubiany przez sąsiadów, dlatego tak bardzo im zależało, by nic złego z Józkiem w te mrozy się nie stało. Przynosili mu ciepłe posiłki. A jak nie odpowiadał, gdy pukali do drzwi, to zaczęli się martwić. Powiadomili i straż, i policję. Ale na ich reakcję trzeba było zaczekać do następnego dnia. Spóźnili się. Teraz prokuratura bada, co było przyczyną śmierci 60-latka, a i w policji trwa postępowanie wyjaśniające.

"Mama, Józek chyba nie żyje"
"Ten pan po prostu zamarzł... apeluję, żeby zgłaszać, ja zgłosiłam, nikt się nie ruszył" – napisała pod jednym z artykułów na facebookowej stronie Tczewska.pl Kamila Gorzyńska, sąsiadka Józefa. To ona donosiła mu ciepłą zupę. Uważnie słuchała, o czym trąbiono w telewizji, by wraz z mrozem rosła czujność i empatia, by nie zapominać o osobach, które są szczególnie narażone na zamarznięcie. I to ona w niedzielę zadzwoniła najpierw na straż miejską, poźniej na policję. "Przyjmujący zgłoszenie (policjant – red.) stwierdził, że nie widzi powodu do wysłania patrolu" – napisała potem na Facebooku, już po śmierci Józefa. Zwłoki mężczyzny znaleziono w kamienicy przy ulicy Wyszyńskiego w Tczewie (woj. pomorskie).

W jego mieszkaniu miało być siedem stopni mrozu. Na zdjęciach, które opublikowano w lokalnych mediach, widać skromne i zapuszczone pomieszczenie. Na jednym: rozbity piec kaflowy, obok którego stoi zniszczony fotel. Na kolejnym: puste łóżko ze zrolowaną kołdrą. W rozmowie z dziennikarzami Tczewska.pl Kamila Gorzyńska (nie odpowiedziała na naszą prośbę rozmowy) opowiadała, że jeszcze w piątek dała Józefowi jedzenie. A w niedzielę wieczorem zadzwoniła na straż miejską. Odesłali ją na policję. – Dyżurny policjant nie widział powodu, żeby wysłać patrol, bo pan żyje w mieszkaniu – mówiła Gorzyńska.
Kontakt z Józefem się urwał. Nikt nie widział go na ulicy. Nie było żadnej reakcji, gdy sąsiedzi pukali do jego drzwi. – W niedzielę, około godziny 14:00, też chciałam zanieść mu obiad, ale odmówił. Wtedy jeszcze żył – mówiła dziennikarzom Tczewska.pl inna sąsiadka, Maria Makowska. W poniedziałek jej zięć miał się wspiąć na dach i przez okno dostać do mieszkania 60-latka. – Powiedział: "mama Józek chyba nie żyje". Wezwaliśmy policje – relacjonowała Makowska.

Z kolei policja o 15:48 zawiadomiła straż pożarną, by otworzyć mieszkanie. – Po przyjeździe zabezpieczono teren działania. Do mieszkania strażacy weszli w asyście policji. W mieszkaniu znajdowały się zwłoki mężczyzny – informuje nas młodszy aspirant Michał Myrda ze Straży Pożarnej w Tczewie.

Dlaczego?

Wielu zachodzi w głowę, dlaczego nie było natychmiastowej reakcji policji, dlaczego straż miejska nic nie zrobiła? – Wezwano ich już w niedzielę. A przyjechali dopiero w poniedziałek po 15:00. Jak to się stało, że w niedzielę nikt nie podjął interwencji? – zastanawia się lokalny dziennikarz, z którym rozmawiamy przez telefon. O to, dlaczego w odpowiednim czasie nie zareagowano pytamy straż, policję i prokuraturę.

Straż miejska:
– Zadzwoniła do nas kobieta (mowa o zgłoszeniu sprawy przez Kamilę Gorzyńską – red.) mówiła, że się martwi, opowiedziała życiorys tego pana. Dyżurny poprosił ją, by zadzwoniła do policji i raz jeszcze im o tym opowiedziała. Bo nic by nie dało, gdyby pojechał tam strażnik. My nie mamy uprawnień, żeby wejść do mieszkania. I ta pani zgodziła się. Za kilka minut zadzwoniła na policję. A efekt później był taki, jaki był – mówi nam Andrzej Jachimowski, komendant Straży Miejskiej w Tczewie.

Policja:
– My z mediów dowiedzieliśmy się, że wcześniej było zgłoszenie, dlatego Komendant Powiatowy Policji w Tczewie zlecił przeprowadzenie czynności wyjaśniających – mówi nam asp. sztab. Dawid Krajewski.


Sprawą Józefa zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Tczewie. Ale po komentarz odsyłają do rzeczniczki z okręgowej. – Nie wiemy, czy przyczyną zgonu mężczyzny było zamarznięcie. Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Tczewie. W jej toku będą ustalane przyczyny zgonu – odpowiada zdawkowo Grażyna Wawryniuk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

"Łagodny Józek"

Nie wiadomo, czy Józef zamarzł we własnym domu. Prokuratura bada, co było przyczyną śmierci, a w policji trwa postępowanie wyjaśniające. Wszystkim jest przykro.

Przykro jest też sąsiadom. Bardzo lubili Józefa i chcieli ochronić przed najgorszym. 60-latek miał czwórkę dzieci i siostrę, ale mieszkał sam. – Miał rentę, ale od kilku lat nie korzystał z żadnych dodatkowych świadczeń. Słyszałem w MOPS, że on był doskonale zorientowany, gdzie może się zwrócić, by otrzymać pomoc. Jednak od kilku lat tego w ogóle nie robił – mówi nam lokalny dziennikarz, który prosi o anonimowość.

I faktycznie, tczewski MOPS potwierdza, że mężczyzna od pięciu lat nie korzystał z pomocy społecznej, "posiadał własne środki do życia". – W ostatnim czasie nikt z rodziny czy sąsiadów nie zgłaszał się do tutejszego ośrodka w sprawie pomocy – informuje nas Julia Jakubowska, dyrektor MOPS. – Pan Józek był łagodnym, niegroźnym sąsiadem. Nie chciał pomocy od MOPS. Był świadomy, w jakich warunkach żył. Sam tego chciał – mówi naTemat sąsiadka 60-latka.

Dlatego pomagali mu sąsiedzi. – Donosili panu Józefowi obiady. Z moich informacji wynika, że ten pan od alkoholu nie stronił, natomiast nie sprawiał żadnych problemów. Nie wiem, czy on sobie nie radził, czy po prostu taki styl życia wybrał – podkreśla dziennikarz.
"Nie bądźmy obojętni! Nie bójmy się dzwonić!"– apeluje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, by reagować, gdy na mrozie widzimy kogoś, kto potrzebuje pomocy. Wystarczy wybrać numer alarmowy 112.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...