Partia zaczyna wymykać się z rąk Jarosława Kaczyńskiego.
Partia zaczyna wymykać się z rąk Jarosława Kaczyńskiego. Fot. Sławomir Kamiński /Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński najwyraźniej traci posłuch. Jakiś czas temu duża grupa posłów PiS sprzeciwiła mu się w kwestii likwidacji przemysłu futrzarskiego, a teraz rząd postanowił urwać się ze smyczy. A chodzi o dekomunizację myśliwych, której domagał się prezes PiS – podaje Wirtualna Polska. Nic jednak z tego nie będzie.

REKLAMA

Po dymisji Jana Szyszki ze stanowiska ministra środowiska, nowy szef resortu Henryk Kowalczyk dostał dwa zadania od prezesa PiS – zwalczenie wirusa ASF i dekomunizację związków łowieckich. To pierwsze się nie udaje, a drugie nawet nie będzie miało miejsca. Dlaczego? Pomimo "sugestii" Jarosława Kaczyńskiego odpowiednie zapisy, które leżały już w ministerialnych szufladach... zniknęły.

Z projektu dekomunizacji Polskiego Związku Łowieckiego, który trafił do Sejmu, wynikało, że stanowiska stracą dwaj jego najważniejsi ludzie – szef Lech Bloch i Andrzej Gdula, kierujący Naczelną Radą Łowiecką, drugim co do ważności organem w związku. Obaj bowiem współpracowali z władzą poprzedniego ustroju. Bloch był tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Kazimierz". Gdula był w latach 80. wiceszefem MSWiA i zastępcą samego generała Czesława Kiszczaka. – Bloch zapowiedział, że idzie na emeryturę, a Gdula powiedział, że poczeka, że aż ustawa będzie uchwalona – przyznaje w rozmowie z portalem wp.pl jeden z myśliwych. – Słowa o emeryturze to mógł być wybieg. Może jeszcze zmieni zdanie – dodaje inny.

Proponowany na początku zapis w ustawie dekomunizacyjnej myśliwych zakazywał pracy w Związku Łowieckim "pracownikom, funkcjonariuszom lub żołnierzom organów bezpieczeństwa państwa lub osobie, która współpracowała z tymi organami". Jednak w tajemniczych okolicznościach, w pracach sejmowych nad ustawą usunięto pięć ostatnich słów. Jak się okazuje, PiS "tego tematu nie odpuszcza", ale takie rozwiązanie zostało podsunięte przez prawników. Nie do końca wiadomo jakich, bo Jerzy Gosiewski, odpowiedzialny za nowe prawo łowieckie, nie chce zdradzić nazwisk. Samo ministerstwo o sprawie dowiedziało się... od dziennikarzy.

Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński nie ma posłuchu w partii. Do tej pory zadania przez niego postawione były wykonywane bez mrugnięcia okiem. Jednak od jakiego czasu coś się zmieniło. Nowe prawo łowieckie miało być głosowane w Senacie, ale wypadło z porządku obrad. Oficjalnie z powody "dużej ilości poprawek".

źródło: wp.pl