Z większością polskich okrętów podwodnych należało by się już pożegnać. Najstarsze mają 50 lat.
Z większością polskich okrętów podwodnych należało by się już pożegnać. Najstarsze mają 50 lat. fot. Damian Kramski / AG

Polskie okręty podwodne - zamiast wychodzić w morze - wszystkie powinny raczej trafić do muzeum lub remontowych doków. Marynarze nie mają na czym pływać, a tymczasem MON unieważnia kolejny przetarg. Program "Orka" staje pod znakiem zapytania, bo tracimy wiarygodność i jak twierdzą marynarze, nikt już nie chce nam sprzedać nowoczesnych okrętów.

REKLAMA
Średnia wieku polskich okrętów podwodnych wynosi ponad 30 lat, ale pływają też jednostki, które mają nawet i lat 50. Średnią zaniża "Orzeł" produkcji rosyjskiej, jednostka tyleż nowa, co awaryjna – wielokrotnie trafiała już do doków remontowych. Rosjanie nie chcą jej naprawiać. Rozmówcy, do których dotarł portal money.pl podkreślają, że żaden inny kraj NATO nie ma tak przestarzałej floty podwodnej jak Polska.
Sytuacja jest poważna, a problem miał zostać już dawno temu rozwiązany. Uruchomiono program "Orka", czyli procedurę zakupu trzech nowoczesnych jednostek, które miały zostać zbudowane w stoczniach zagranicznych i dostarczone do Polski. Pierwsza jednostka miała przypłynąć w 2017 roku. Tymczasem nie wyłoniono jeszcze nawet dostawcy.
Prace nad przetargiem trwają od 2013 roku. Jeszcze minister Antoni Macierewicz zapowiadał, że w styczniu zostanie wybrany dostawca okrętów. Inna rzecz, że zapowiadał też zakup podwodnych lotniskowców. Po rekonstrukcji rządu minister Mariusz Błaszczak ogłosił, że MON od nowa zacznie teraz się zastanawiać, które elementy przetargu będą miały największy priorytet podczas dokonywania oceny napływających ofert. Problem w tym, że nie wiadomo, czy jakiekolwiek się jeszcze pojawią. Eksperci wskazują, że Polska traci wiarygodność.
Nie chcą już z nami rozmawiać Francuzi, podobnie Niemcy i Szwedzi. Pojawił się pomysł, żeby odkupić od Rumunów jeden okręt, dzięki czemu wartość naszej floty okrętów podwodnych trochę by się poprawiła, problem w tym, że jest to okręt tej samej klasy co nasz "Orzeł", czyli podatna na awarie jednostka produkcji rosyjskiej.
Jak naprawdę wygląda uzbrojenie i wyposażenie polskiej armii – to dobitnie pokazały niedawne ćwiczenia Dragon 17'. Okazało się, że największym wyzwaniem dla polskiego żołnierza jest zdobycie wojskowych butów, czystej bielizny oraz pełnowartościowego posiłku.
źródło: money.pl