
Proces zużywania się tej władzy – z czego część mądrych ludzi w PiS już zdaje sobie sprawę – postępuje szybciej niż można było się spodziewać – mówi #TYLKONATEMAT Michał Kamiński. – Może żaden obóz polityczny jeszcze na tym wprost nie zyskuje, ale w znacznej części elektoratu niechęć do PiS zaczyna wchodzić na bardzo wysoki poziom emocjonalny, a to jest zawsze zły sygnał dla władzy – podkreśla polityk, który był spin doctorem zarówno dla PiS, jak i PO. A dziś bez owijania w bawełnę mówi o Jarosławie Kaczyńskim i Grzegorzu Schetynie.
REKLAMA
Przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej w Warszawie stanęły billboardy, którymi Platforma Obywatelska przypomina, ile dodatkowych pieniędzy zgarnęli poszczególni ministrowie z rządu Zjednoczonej Prawicy. Jak pan ocenia tę akcję?
To jedna z pierwszych propagandowych akcji Platformy Obywatelskiej, którą mogę ocenić jednoznacznienia pozytywnie. Ona odwołuje się do chyba największej z tych bomb zegarowych, tykających pod koalicją Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Porozumienia. Takie bomby są jednak aż trzy. Jedna to sprawa szeroko rozumianego klerykalizmu, drugą stanowią grożące izolacją Polski działania międzynarodowe, no a trzecia to te ostatnie tygodnie. Ten czas, który ujawnił pazerność PiS na publiczne pieniądze.
To może im naprawdę mocno zaszkodzić, ale długofalowo. Nie ma co oczekiwać, że tego typu wydarzenia będą miały odzwierciedlenie już w najbliższym sondażu. Przypomnę, że słynne ośmiorniczki walnęły PO dopiero półtora roku po tym, gdy został ujawnione. Także w tym przypadku dopiero zaczyna się więc ugruntowywać przekonanie Polaków o tym, że politycy PiS są pazerni. Dodatkowym problemem dla rządzących są też te kwoty, które naprawdę przemawiają do wyobraźni.
Ta pazerność jest pierwszą aferą, która naprawdę mocno przemawia do ich elektoratu. Gdy ludzie widzą, że Beata Szydło sama sobie przyznała 65 tys. zł nagrody, to siadają przy rodzinnym stole i zaczynają przeliczać, co oni mogliby by z taką sumą zrobić...
Trochę mnie pan zadziwił tą pierwszą bombą. Jeżeli ktoś z pańskim życiorysem mówi o problemie z klerykalizmem w Polsce, to chyba znaczy, że to zjawisko musiało rzeczywiście mocno eskalować...
Niech pan popatrzy na zachowanie samego Jarosława Kaczyńskiego. Nawet on zdaje sobie sprawę ze skali tego problemu. To on osobiście próbuje zdjąć z agendy politycznej na przykład wojnę o aborcję. A jeśli chodzi o mój życiorys, to chciałbym podkreślić, że klerykalizm nie ma nic wspólnego z wiarą w Boga. To są dwie różne sprawy.
Warto przypomnieć też, że w Polsce zawsze był bardzo silny nurt takiego antyklerykalizmu ludowego, który miał podłoże klasowe. To zjawisko bynajmniej nie wynikało z niechęci do Pana Boga. Jego źródłem była pazerność polskich księży. A dziś mamy połączenie pazerności księży z pazernością władzy, co musi skończyć się potężnym wybuchem. I on tę władzę prędzej czy później wywróci.
Przyjrzyjmy się też drugiej bomie, o której pan wspomniał. Powinienem powiedzieć, że to niewypał, bo przecież mądre głowy mówią, iż zwykłych Polaków sprawy międzynarodowe nie interesują. I powiedziałbym tak, gdyby nie fakt, że przez dwa dni z rzędu jednym z najchętniej czytanych w naTemat tekstów był ten o opinii Andrzeja Dudy na temat UE...
Do opinii publicznej powoli zaczyna docierać, że za awanturnictwo polityków PiS na końcu zapłacą zwykli Polacy. A to będzie wiązało się z realnymi kłopotami w realizacji życiowych planów, stratą pieniędzy i utratą dumy z polskiego paszportu. A przecież przez tyle lat każdy, kto wyjeżdżał za granicę, miał poczucie, że nie musi się za Polskę wstydzić. To naprawdę ma znaczenie, bo jesteśmy narodem na tym punkcie wyjątkowo bardzo wrażliwym. Gdy zostanie przekroczona pewna masa krytyczna w tej sprawie, gigantycznym bumerangiem odbije się to na władzy Jarosław Kaczyńskiego.
Prezes o tym wie, co udowodnił zamianą Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego. Ten ruch miał służyć przecież właśnie temu, by poprawić relacje i wizerunek na arenie międzynarodowej. Morawiecki dostał jednak na tę drogę taki bagaż od partii, iż nie podołał postawionemu przed nim zadaniu. I już wiadomo, że nie podoła mu w przyszłości. W perspektywie długofalowej także ta kwestia będzie dla PiS zabójcza.
Powtórzę jednak postawioną już raz tezę, że taktyka opozycja na walkę z PiS musi przypominać polowanie na wieloryba, a nie strzelanie do wróbla. Polując na wróbla, można zakładać, że on zginie od jednego celnego strzału. PiS jest tymczasem wielorybem, którego łatwo nie da się położyć. Najpoważniejszym błędem mentalnym środowisk opozycyjnych jest to, iż wszyscy spodziewają się, że jedna afera zrujnuje "dobrą zmianę". Nic z tego! Źródła poparcia dla nich są bowiem tak mocne, że boleśnie zapłacą dopiero za całą sumę rozpętanych afer.
Skoro mowa o "środowiskach opozycyjnych"... Jak się układa współpraca w ramach nowego klubu pańskiej Unii Europejskich Demokratów z Polskim Stronnictwem Ludowym?
Bardzo dobrze, bo wiadomo, co nas łączy i wiadomo, co nas dzieli. Jest pełny szacunek dla tych różnic i pełna współpraca w sprawach, które nas łączą. Mam wrażenie, że to uczciwy deal. Nie będziemy udawać, że weszliśmy do PSL, ani UED nie zamierza wchłaniać ludowców. Każdy działa na swoje konto, ale mamy sojusz.
Czyli to projekt na przeczekanie, do czasu waszego powrotu na łono PO? Czy może jest ziarno prawdy w spiskowych teoriach, że ostatecznie wszystko ma na celu wchłonięcie PSL przez Platformę i uczynienie z ludowców jedynie partyjnej frakcji?
PO pod przywództwem Grzegorza Schetyny jest tematem dla nas zamkniętym. Nad czym ubolewam, bo wyrzucony z Platformy być nie chciałem. Każdy, kto śledzi politykę ostatnich lat, dobrze wie, kto kogo wyrzucał. Tylko nadal nikt nie wie, za co wyrzucano... Chciałbym jednak ten temat zostawić, bo to nie czas na walki po stronie opozycji.
A jeśli chodzi o nasz projekt współpracy z ludowcami, to on opiera się po prostu na taktycznej współpracy w parlamencie. I od początku mamy sukcesy, bo UED i PSL to jedyne partie, które w tej kadencji w realny sposób ograły PiS. Mieczysława Baszko przekupywano politycznie wspaniałymi obietnicami, bo jego wyjście z PSL miało pozwolić PiS na zlikwidowanie jednego z opozycyjnych klubów. Liczyli też, że osłabią PSL w oczach wyborców, bo w wyborach samorządowych walczą o podobny elektorat, co ludowcy.
Opozycja pozostaje słaba. Komu zatem najbardziej służą te wszystkie afery, które targają PiS? PO i spółce, czy może wewnętrznej opozycji w obozie "dobrej zmiany"?
Proces zużywania się tej władzy – z czego część mądrych ludzi w PiS już zdaje sobie sprawę – postępuje szybciej niż można było się spodziewać. Główną siłą Zjednoczonej Prawicy pozostaje tylko to, że ludzie na razie nie uwierzyli w żadną alternatywę. Jednak choćby ostatnie przedterminowe wybory w Nadarzynie pokazują, że obywatelski kandydat może rozłożyć na łopatki nawet kandydata cieszącego się osobistym poparciem premiera Morawieckiego. Czyli ponoć najpopularniejszego obecnie polskiego polityka. Morawiecki obwiesił Nadarzyn wielkimi bannerami mówiącymi o poparciu dla kandydata PiS, ale na nic się to zdało.
W tym wszystkim, co się ostatnio dzieje najważniejsze jest więc to, iż zwiększa się mobilizacja wyborców anty-PiS. Może żaden obóz polityczny jeszcze na tym wprost nie zyskuje, ale w znacznej części elektoratu niechęć do PiS zaczyna wchodzić na bardzo wysoki poziom emocjonalny, a to jest zawsze zły sygnał dla władzy.
Będzie więc kolejna zmiana twarzy na uspokojenie? Może znowu nowy premier?
Gdyby zmieniono Mateusza Morawieckiego, oznaczałoby to, iż Jarosław Kaczyński przyznał się do błędu. A to jest ostatnia rzecz, na którą on się zdecyduje. Prezes PiS ma mnóstwo talentów, ale jedną z jego największych przywar jest to, że obsesyjnie boi się, iż ktoś mu udowodni błąd popełniony w polityce. Dlatego Jarosław Kaczyński uwielbia, gdy opozycja nazywa go dyktatorem. To go buduje.
