
W trakcie Czarnego Piątku grupa demonstrantów odpaliła race, co spotkało się z błyskawiczną i zdecydowaną reakcją policji. Dlaczego funkcjonariuszom nie przeszkadzały setki rac na Marszu Niepodległości, a interweniowali z powodu kilku? Policja tłumaczy się troską o... kobiety w ciąży.
REKLAMA
W piątek dziesiątki tysięcy osób protestowało przeciwko planom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. W samej Warszawie w "Czarnym Piątku" wzięło udział około 50 tysięcy ludzi. I choć cały przemarsz miał spokojny charakter, to jednak w okolicach Ronda Dmowskiego doszło do interwencji policjantów, którzy wyciągnęli z tłumu protestujące kobiety. Wcześniej grupa manifestantów odpaliła czarne race.
Kobiety próbowano spisać, ale po interwencji posłanki Joanny Scheuring-Wielgus zaniechano tego pomysłu i skończyło się na upomnieniu. Po kilkunastu minutach wypuszczono zatrzymane. Internauci pytają, jak to jest, że policjanci tak zdecydowanie zareagowali na kilka czarnych rac, kiedy jeszcze kilka tygodni temu nie przeszkadzały im setki rac odpalanych na Marszu Niepodległości.
Pojawiło się już oświadczenie warszawskiej policji. "Nie można porównywać dwóch różnych zgromadzeń o zupełnie innym charakterze. Widząc płonące race policjanci podjęli decyzję o interwencji celem pouczenia o zagrożeniu. Jej zakończenie podyktowane było bezpieczeństwem kobiety w ciąży, gdyż tłum napierał na policjantów" – czytamy w oświadczeniu.
