
Rosja zapowiada "odwetowy podarunek" wobec wszystkich krajów, które zdecydowały się wydalić rosyjskich dyplomatów w geście solidarności z rządem Wielkiej Brytanii. Jak informuje Ria Novosti, będzie to "lustrzana" odpowiedź, można więc się spodziewać, że w zamian za czterech dyplomatów uznanych w Warszawie za persona non grata do Polski wróci czterech dyplomatów z Moskwy.
REKLAMA
Właściwie tego można się było spodziewać. Rosja zapowiada, że te kraje, które zdecydowały się wydalenie rosyjskich dyplomatów, muszą liczyć się z stanowczą odpowiedzią ze strony Moskwy. Przeprowadzka obejmie dziesiątki dyplomatów i ich rodzin.
Jak donosi agencja Ria Novosti, rosyjska reakcja będzie "lustrzana". Jeśli Polska uznała czterech rosyjskich dyplomatów za persona non grata, to również Rosja wyprosi ze swojego terytorium czterech polskich przedstawicieli dyplomatycznych. Do Stanów Zjednoczonych zapewne wróci aż 60 dyplomatów, bowiem dokładnie tylu rosyjskich musi w ciągu tygodnia opuścić terytorium USA.
"Bezprecedensowa, brudna i podła gra"
Jak podaje Ria Novosti, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Rady Federacji Konstantin Kosaczow stwierdził, że solidarna akcja wielu krajów UE, a także Ukrainy, Kanady i USA jest "bezprecedensową, brudną i podłą grą". Senator Aleksiej Puszkow ocenił decyzję o wydaleniu dyplomatów "działaniem obliczonym na pogorszenie stosunków z Rosją". Z kolei wiceszef senackiej komisji spraw zagranicznych Władimir Dżabarow zapewnił, iż akcja wymierzona w Moskwę nie będzie miała poważnych skutków i w efekcie nie ma większego znaczenia, gdyż - jak twierdzi Dżabarow - "bez Rosji nie da się rozwiązać wielu kluczowych spraw".
Jak podaje Ria Novosti, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Rady Federacji Konstantin Kosaczow stwierdził, że solidarna akcja wielu krajów UE, a także Ukrainy, Kanady i USA jest "bezprecedensową, brudną i podłą grą". Senator Aleksiej Puszkow ocenił decyzję o wydaleniu dyplomatów "działaniem obliczonym na pogorszenie stosunków z Rosją". Z kolei wiceszef senackiej komisji spraw zagranicznych Władimir Dżabarow zapewnił, iż akcja wymierzona w Moskwę nie będzie miała poważnych skutków i w efekcie nie ma większego znaczenia, gdyż - jak twierdzi Dżabarow - "bez Rosji nie da się rozwiązać wielu kluczowych spraw".
Z kolei rzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa całą akcję nazwała na Facebooku "wiernopoddańczą demonstracją wsparcia dla Londynu". Zacharowa zwróciła w swoim wpisie uwagę na to, iż solidarność państw Unii Europejskiej z Wielką Brytanią jest "wypaczona", gdyż nikt nie bierze pod uwagę faktu, iż Londyn planuje opuścić Unię. "Wszystko co teraz będzie się dziać w sferze publiczno-dyplomatycznej, będzie tłumaczone w stolicach europejskich jako solidarność z Londynem, że tego wymaga polityka wewnętrzna Unii Europejskiej. Wielka Brytania opuszcza Europę. Oznacza to, że kraj, który występuje z Unii Europejskiej, wykorzystuje argument solidarności oraz narzuca dalsze pogorszenie stosunków z Rosją” – przekonuje w swoim wpisie Zacharowa.
źródło: ria.ru
