"Co to za wyczyn walczyć o prawo do narodzin chorego dziecka...". Matka niepełnosprawnej 17-latki ostro do Godek

Matka 17-letniej chorej Oli napisała szczery list do Kai Godek. Domaga się pomocy.
Matka 17-letniej chorej Oli napisała szczery list do Kai Godek. Domaga się pomocy. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie, proszę pójść o krok dalej. Proszę zaproponować, kiedy może nas Pani wesprzeć w opiece nad Olą. Może kilka tygodni w czasie wakacji? Ola żyje i oczekuje na pomoc" – to fragment szczerego i poruszającego listu Moniki Lewandowskiej, mamy chorej Oli, skierowanego do autorki projektu "Zatrzymaj aborcję" Kai Godek.

Życie z chorą Olą
Monika Lewandowska prawie siedemnaście lat temu urodziła Olę. U której zdiagnozowano głębokie upośledzenie psychoruchowe pod postacią czterokończynowego porażenia mózgowego. "Ola nie chodzi, nie siedzi, nie obraca się na boki, nie zgłasza potrzeb fizjologicznych, jest na pampersie, ma niesprawne ręce i nogi, nie mówi. Jej poziom rozwoju psycho-emocjonalnego jest na etapie max 2-letniego dziecka. Uśmiecha się" – pisze kobieta w liście do Kai Godek, autorki projektu zaostrzającego ustawę aborcyjną "Zatrzymaj aborcję".

Dobry wieczór Pani Kaju, ponawiam prośbę o odpowiedź na mój pierwszy list skierowany do Pani m.in. w prywatnej...

Opublikowany przez Monika Lewandowska 28 marca 2018
Ola ma dwie siostry i wraz z rodzicami mieszka w dużym mieście. Matka 17-latki w długim i szerym liście pokazuje, jak wygląda ich życie.
Monika Lewandowska
fragment listu do Kai Godek

Musi być szybko przewinięta. Nie ma wylegiwania się!. Jej pełen pampers nie wygląda jak pampers słodkiego noworodka. Zapewniam. Do tego dochodzi menstruacja. Jakiego patentu użyć żeby włożyć podpaskę do pampersa i żeby było higienicznie? Nie wiem. W pokoju unosi się dodatkowo odór potu: Ola jest spastyczna i pomimo codziennej wieczornej kąpieli rano budzi się zlana potem. Kąpiel - praca dla siłacza. Każda czynność zmieniająca jej położenie - jedna osoba nie daje rady. Potrzebna asysta, specjalistyczny sprzęt. Domyśla się Pani ile waży 17- letni bezwładny człowiek, pewnie niewiele mniej niż Pani.

Monika Lewandowska przyznaje, że jej córka żyje w swoim zamkniętym świecie i nie jest związana z siostrami, a wręcz postrzega je jako zagrożenie.

Denerwuje się gdy rozmowa skupia się na kimś innym, np. na życiu szkolnym młodszej siostry. Woli spędzać czas z opiekunką, którą ma tylko dla siebie niż z siostrami. Nie umie się dzielić sobą. Nie ma empatii, jest egocentryczna. Ogląda przez cały dzień jedną ulubioną bajkę, słucha tej samej piosenki. Jak to dwulatek. Nie ma szans na zaakceptowanie zainteresowań innych domowników. I doskonale wiemy, że to nie jej wina, że nie robi tego specjalnie. Taka jest, taki jest jej mózg.

Matka Oli wylicza, że od 17 lat samotnie zmagają się z chorobą Oli. Z własnych pieniędzy płacą za opiekunki, rehabilitację, wózki inwalidzkie, lekarzy, pampersy, wakacje Oli. I od 17 lat trudno jest im wyjść z domu, bo zawsze ktoś musi zostać z Olą. "W związku z tym, że mamy z czego żyć - nie interesuje się nami Państwo, dla którego kryterium dochodowe jest jedynym wykładnikiem pomocy rodzinie z niepełnosprawnością" – wytyka kobieta.

Dalej pisze, że żaden proboszcz nigdy nawet "nie zapytał, co z Olą", "nie mówiąc o propozycji pomocy, choćby czysto duchowej". Do drzwi ich domu przez te 17 lat nie zapukał nikt z pomocy społecznej. Sami poszli i dowiedzieli się, że pomoc im nie przysługuje, bo zarabiają za dużo. Pomoc niematerialna też im się nie należy, bo stać ich przecież na opiekunkę.

Zapewnienie Oli dodatkowych zajęć, warsztatów - nie bo jest za bardzo "uszkodzona". Nie pasuje do utworzonych grup: nie będzie lepić dzbanuszków i śpiewać z dziećmi z zespołem Downa - bo ma niesprawne ręce i schorzenie wymagające podnośnika, rampy itp plus ma bardziej głębokie upośledzenie umysłowe niż większość niepełnosprawnych umysłowo dzieci - sorry, inne potrzeby spędzania wolnego czasu, potrzebny dodatkowy opiekun 1:1. Sorry.


Dlaczego pisze do Kai Godek
"Mam wrażenie, że postrzega Pani rzeczywistość z punkt widzenia choroby Pani syna. Da się żyć, prawda? Syn zapewne chodzi o własnych siłach , przytula się do Państwa? Uśmiecha się? Czuje się Pani kochana przez swoje dziecko? Zapewne tak. Spędza Pani miłe chwile z dzieckiem na świeżym powietrzu?" – pyta Kaję Godek.

I stwierdza, że "dziecko z zespołem Downa to faktycznie nie koniec świata". "Są jednak schorzenia, które nie pozwalają normalnie żyć, rozbijają życie rodziny, dzielą jej członków, wykańczają i ciało i umysł rodziców i rodzeństwa. Życie staje się pasmem ciężkiej, niewdzięcznej pracy wykonywanej w całkowitej samotności, bez wsparcia Państwa, Kościoła, bez nadziei na przyszłość, przez długie lata" – pisze dalej Monika Lewandowska.


W swoim liście do Kai Godek porusza także wątek Boga. "Myślę jednak, że chce Pani wejść w kompetencje Pana Boga ale bez żadnych konsekwencji" – zaznacza kobieta. "Skoro ośmiela się Pani decydować za wszystkie polskie kobiety i dokonywać wyborów za nie proszę pójść o krok dalej i pomóc przy opiece nad dziećmi już narodzonymi" – proponuje Godek. I pyta wprost, kiedy autorka projektu "Zatrzymaj aborcję" może wesprzeć jej rodzinę w opiece nad Olą.

Monika Lewandowska zastrzega także, że nie jest zwolenniczką aborcji. Ale po 17 latach życia z chorym dzieckiem postanowiła zabrać głos w burzliwej dyskusji na temat aborcji. "Co to za wyczyn walczyć o prawo do narodzin chorego dziecka a potem uważać, że to już "inna sprawa" i zapomnieć o temacie lub liczyć, że zajmie się tym KTOŚ INNY? Kto, jeśli nie Pani? Osoba będąca w centrum wydarzeń, sama świadomie podejmująca się tego tematu" – podkreśla Lewandowska. Na razie Kaja Godek nie odpowiedziała Monice Lewandowskiej, która zapowiedziała, że będzie pisać do skutku.

Projekt "Zatrzymaj aborcję"
W styczniu Sejm odrzucił projekt "Ratujmy kobiety", który liberalizował prawo aborcyjne. Do prac w komisjach skierowano zaś te, który je zaostrza. Jego autorka – Kaja Godek – chce niemal całkowitego zakazu aborcji – wyjątkiem jest sytuacja, gdy kobiecie grozi utrata życia lub gdy została zgwałcona. Pomysłodawcy projektu powołują się na konstytucję, według której nasz kraj zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

Projekt "Zatrzymaj aborcję" (podpisało się pod nim ponad 830 tys. Polaków) z obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny z 1993 roku usuwa jedną przesłankę do legalnej aborcji – uszkodzenie płodu. Konkretnie chodzi o wyrzucenie zapisu, że aborcja jest dopuszczalna, wówczas gdy "badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...