
Po ujawnieniu przez "Głos Wielkopolski" sprawy księdza Marka G. z Poznania, który nie wezwał pogotowia do porodu swojego dziecka, co skończyło się tragicznie, trwa dyskusja o tym, jak Kościół powinien radzić sobie z podobnymi przypadkami.
REKLAMA
Pojawia się wiele opinii, że polscy hierarchowie nie radzą sobie z reakcjami na pedofilię czy molestowanie seksualne przez duchownych. Zastanawialiśmy się, czy częste przypadki "zamiatania pod dywan" nie skłonią ludzi do odwrócenia się od Kościoła.
Można tutaj przypomnieć chociażby przykłady Niemiec, Irlandii czy Stanów Zjednoczonych. Dlatego też czas zastanowić się nad stworzeniem schematu reagowania na łamanie przez duchownych prawa. Nie tylko kanonicznego, ale i cywilnego. Przykład z Poznania pokazuje, że jest w tej sprawie wiele do zrobienia – jedyny komentarz kurii do tej sprawy brzmiał: "To wewnętrzna sprawa Kościoła".
Nie jest to "wewnętrzna sprawa Kościoła" przede wszystkim dlatego, że żaden klub, żadna organizacja nie ma w Polsce immunitetu chroniącego od odpowiedzialności za przestępstwo. A w sprawie z Poznania jest oczywiste podejrzenie popełnienia przez księdza przestępstwa. CZYTAJ WIĘCEJ
Jeszcze dalej poszedł ksiądz Wojciech Lemański, który na swoim blogu opisał kilka przypadków łamania przez duchownych prawa – bądź kanonicznego, bądź cywilnego. Stwierdził, że sprawa z Poznania to "wierzchołek góry lodowej". Ocenił, że polski Kościół nie radzi sobie z takimi przypadkami. Zaproponował też, by przy Episkopacie Polski powstała specjalna komórka badająca wszelkie doniesienia osób, które mogły być poszkodowane przez duchownych. Takie sytuacje miałyby zgłaszać za pomocą infolinii działającej w ramach tej komisji.
Potrzeby powołania takiego organu i stworzenia infolinii nie widzi Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. – Uważam, że z pedofilią Kościół sobie radzi. Zaczęło się od Jana Pawła II, teraz bardzo ściśle kontynuuje to Benedykt XVI – ocenia.
– O każdym przypadku biskup musi poinformować Stolicę Apostolską. Natychmiast rozpoczyna się postępowanie trybunału, a jeśli doniesienie okazuje się mieć podstawy, kapłan zostaje odsunięty od pełnienia funkcji. Jeśli prawo krajowe nakazuje poinformowanie organów wymiaru sprawiedliwości, to tak się dzieje. W Polsce takiego prawa nie ma, ale wiem, że Kościół namawia ofiary do powiadamiania prokuratury – przypomina.
– Kościół w Polsce stara się radzić z pedofilią dobrze – podsumowuje prezes KAI. – Dowodem na to jest fakt, że nie ma jakiejś fali doniesień o takich incydentach. Oczywiście w każdym środowisku zdarzają się przestępstwa, ale w polskim Kościele to zupełny margines. Gdyby było inaczej, nie dałoby się tego ukryć i na pewno wyszłoby to na jaw – ocenia rozmówca naTemat.
Jednak w wielu krajach taka fala wzbierała bardzo długo. W pewnym momencie tama pękała, a Kościół tracił wiernych w zastraszającym tempie. W Niemczech po ujawnieniu skrywanych przez lata przypadków molestowania przez księży nastąpił exodus. W 2010 roku wystąpiło z Kościoła 180 tysięcy wiernych, o ponad 50 tysięcy więcej niż rok wcześniej. W reakcji na to powołano specjalną komisję, która zajęła się zmianami w wewnątrzkościelnych procedurach. Powstał też telefon zaufania działający przy tamtejszym episkopacie.
"Myślę, że telefon zaufania jest godnym uwagi pomysłem"
Choć w Polsce sytuacja jest daleko mniej dramatyczna, Kościół powinien zawczasu zabezpieczyć się przed niemieckim czy irlandzkim scenariuszem. Obecne procedury działają dopiero wtedy, gdy ofiara przemocy seksualnej zdecyduje się na zgłoszenie sprawy do biskupa. – W sprawie doniesień o pedofilii wytyczne są bardzo jasne. W tej materii przebaczenie nie zastępuje wymierzenia sprawiedliwości, lecz staje się dla wymierzenia sprawiedliwości uzupełnieniem. W naszej diecezji, tak jak w innych, takie kwestie są zgłaszane do biskupa ordynariusza i podejmowane są wszystkie niezbędne kroki – mówi naTemat ks. Robert Nęcek, rzecznik Archidiecezji Krakowskiej.
Przyznaje jednak, że nie zawsze reakcja władz kościelnych jest taka, jak być powinna. – Myślę, że telefon zaufania jest godnym uwagi pomysłem. Tym bardziej, że takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach, chociażby w Niemczech. Tam Kościół dobrze radzi sobie z problemem pedofilii. Bo trzeba rozwiązywać, a nie ukrywać problemy - to zawsze procentuje. Chodzi o to, że prawda jest jak mina: wybucha niejeden raz pod tym, kto ją zakopał – mówi ks. dr. Nęcek.
Choć wprost nie chce odnieść się do słów, które padły w Poznaniu, daje do zrozumienia, że reakcja powinna być inna. – Jako rzecznik krakowskiej kurii nie mogę komentować tego, co powiedziała kuria w Poznaniu. Jednak uważam, że do zadań dziennikarzy należy robienie tego, co robią teraz. Myślę też, że w systemie demokratycznym prawda zawsze wyjdzie na jaw, nie da się niczego ukryć – podsumowuje.

