Parafia musi płacić za nieważny ślub.
Parafia musi płacić za nieważny ślub. Fot. 123RF/zdjęcie seryjne

Sto piętnaście tysięcy plus odsetki – tyle parafia w toruńskich Bielawach ma zapłacić wdowie, która po latach dowiedziała się, że w świetle prawa cywilnego jej drugi ślub nigdy nie został zawarty. Wszystko przez zaniedbanie byłego proboszcza Tadeusza P.

REKLAMA
Pani Lucyna, która w 2003 roku wyjechała do pracy we Włoszech jako opiekunka osób starszych, poznała pana Alessandro, znajomego swojej chlebodawczyni. Oboje przeżyli śmierć swoich małżonków. Trzy lata później postanowili wziąć ślub. Zrobili to w parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy na toruńskich Bielawach, gdzie jeden z księży znał język włoski. Sakramentu dzielił wikariusz, a formalnościami zajął się były już proboszcz ks. Tadeusz P.
To on wcześniej odbierał od narzeczonych dowody tożsamości oraz akty zgonów ich poprzednich małżonków, a po udzieleniu sakramentu wystawił świadectwo ślubu. I wszystko było jak należy, do momentu śmierci Alessandro w 2010 roku. Według prawa włoskiego, pani Lucyna powinna co miesiąc dostawać po mężu rentę równą 60 proc. należnej mu emerytury. Gdy jednak chciała załatwić związane z tym formalności, dowiedziała się, że jej małżeństwo w świetle prawa cywilnego nigdy nie zostało zawarte.
Ksiądz Tadeusz P. nie poinformował jej, że przed ślubem powinna dostarczyć zaświadczenie z Urzędu Stanu Cywilnego o tym, że może zawrzeć nowe małżeństwo. W dodatku, Urząd Stanu Cywilnego nic nie wiedział o udzielonym ślubie, a to proboszcz miał obowiązek powiadomić go w ciągu pięciu dni.
Wdowa sprawę postanowiła oddać do sądu, pozywając parafię na Bielawach. W procesie cywilnym domagała się od niej 400 tys. zł odszkodowania. Proces toczył się przez 5,5 roku. Po drodze zarówno wikariusz, jak i sam proboszcz składali fałszywe zeznania, próbując udowodnić, że para chciała zawrzeć małżeństwo kanoniczne, bez wpływu na stan cywilny. Sąd dopatrzył się "rażących naruszeń księdza" i zasądził odszkodowanie wynoszące grubo ponad 100 tysięcy złotych. Smaczku całej historii dodaje fakt, że były proboszcz jest już także byłym księdzem. Został suspendowany, gdy na jaw wyszły jego malwersacje finansowe i związek z kobietą, z którą miał także dziecko. Ciężar zapłacenia odszkodowania spoczywa jednak na bielawskiej parafii.
Według prawa kościelnego, małżeństwo było ważne. Imiona małżonków zostały zmienione
źródło: wyborcza.pl