
Andrzej Duda z okazji 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej udzielił intymnego wywiadu. Prezydent opowiada w nim, jak przez rok od katastrofy dochodził do siebie. – Z jednej strony była rozpacz, ale taka, że nie płaczesz, tylko masz puste oczy – zdradził w rozmowie z Onetem.
REKLAMA
Opowiedział też o pierwszych słowach, które wypowiedział, kiedy dowiedział się o tragedii. – Jacek Sasin, który był na miejscu, powiedział mi: "Andrzej, samolot się rozpadł na strzępy, tego nikt nie przeżył, tu wszyscy zginęli". Krzyczałem: "Jacek, szukaj prezydenta" – powiedział portalowi Andrzej Duda. Mimo tak wielkiego szoku, prezydent miał ogromną potrzebą solidaryzowania się z innymi przejętymi tragedią. – Chyba po raz pierwszy poleciały mi łzy jak zobaczyłem, ilu ludzi przyszło właściwie od razu pod Pałac – przekonywał. Dodał, że chciał wyjść i uścisnąć wszystkim ręce, ale tłum był tak duży, że nie było to możliwe.
Ponadto Andrzej Duda wspomniał o samej relacji z Lechem Kaczyńskim. Przyznał, że był on dla niego nauczycielem i mentorem. – W nieoficjalnych sytuacjach pan prezydent pozwolił mówić do siebie "Leszku" – wspomniał. Andrzej Duda przekonywał, że został niejako "namaszczony" przez Lecha Kaczyńskiego na jednego ze swoich zastępców. Razem z Pawłem Wypychem, zmarłym sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta, usłyszał od prezydenta: "Ja już mam swoje lata i moje pokolenie będzie powoli odchodzić, ale wtedy na was spocznie ciężar prowadzenia dalej polskich spraw". Nadmienił, że słowa Lecha Kaczyńskiego "brzmiały w jego uszach i brzmią do dziś".
Andrzej Duda nie ukrywał, że katastrofa smoleńska zmieniła jego sposób myślenia. Do momentu tragedii myślał o sobie jak o prawniku, a nie polityku. Dopiero po 10 kwietnia 2010 – data katastrofy – zrozumiał, że musi zaangażować się politycznie. Jak utrzymuje, nadal jednak przez długi czas był ogromnie przejęty tragedią – Ja właściwie przez rok dochodziłem do siebie, po tym wszystkim, co zobaczyłem – przekonywał.
źródło: Onet
