Jarosław Kaczyński musiał zostać w Polsce z racji poważnego stanu zdrowia matki Jadwigi.
Jarosław Kaczyński musiał zostać w Polsce z racji poważnego stanu zdrowia matki Jadwigi. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński był jedną z osób, które miały lecieć 10 kwietnia 2010 roku samolotem rządowym do Smoleńska wraz ze swoim bratem Lechem Kaczyńskim i innymi przedstawicielami polskiego rządu. Jednak z powodów osobistych musiał zostać w kraju. Chodziło o zdrowie matki braci, Jadwigi Kaczyńskiej.

REKLAMA
Jeszcze na kilka dni przed wylotem Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska, prezes Prawa i Sprawiedliwości usiłował przekonać prezydenta do podróży pociągiem, bowiem jak powiedział na antenie Superstacji dwa lata temu, miał wewnętrzne przeświadczenie, żeby nie lecieć samolotem. – Mówiłem, że do Rosji to lepiej jednak pociągiem niż samolotem, ale to nie była jakaś obawa skonkretyzowana – powiedział Jarosław Kaczyński.
Jednak najważniejszym czynnikiem, dlaczego jeden z braci wybrał samolot, a drugi został w Polsce, była poważna choroba matki Jadwigi. – Nasza mama była w szpitalu - między życiem a śmiercią. Większość lekarzy, pielęgniarki, to były osoby przekonane, że mama umrze. Była nieprzytomna, pod respiratorem, w sali intensywnej opieki. Tak naprawdę rozmawialiśmy przede wszystkim o tym. Byliśmy tym bardzo zdenerwowani i bardzo zmęczeni, bo to długo trwało. Sądzę, że gdyby nie to, to niewykluczone, że Leszek by nie poleciał, żebym wymusił na nim, żeby pojechał pociągiem – wyznał.
Jarosław Kaczyński podczas feralnego dnia 10 kwietnia 2010 roku rozmawiał ze swoim bratem dwukrotnie o stanie zdrowia matki. Druga rozmowa była prowadzona za pośrednictwem telefonu satelitarnego, ale została przerwana. Były premier nie był tym faktem zaskoczony, bo zdarzało się to często w takich sytuacjach. Jadwiga Kaczyńska zmarła po ciężkiej chorobie 17 stycznia 2013 roku.
Kto jeszcze nie poleciał?
Na zwolnione przez Jarosława Kaczyńskiego miejsce w samolocie Tu-154 miał wejść poseł PiS Zbigniew Wassermann. Wśród innych osób, które ostatecznie nie poleciały, znaleźli się m.in. Wojciech Jaruzelski (zrezygnował), poseł PiS Arkadiusz Mularczyk (zrezygnował), założyciel KPN-u Adam Macedoński (z powodu zdrowia), dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski (zrezygnował) oraz europoseł z ramienia PiS Paweł Kowal (zrezygnował). Z kolei obecny szef podkomisji smoleńskiej Antoni Macierewicz wybrał się wówczas do Smoleńska pociągiem.