Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan próbowali swoich sił jako kowboje na Dzikim Zachodzie.
Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan próbowali swoich sił jako kowboje na Dzikim Zachodzie. Fot. Instagram / Małgorzata Rozenek

Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan trafili na Dziki Zachód, gdzie mieli pracować przy wypasie bydła. To było ciężkie doświadczenie dla prezenterki, która kolejny raz odmówiła wykonania zadania. Okazało się że celebrytka boi się koni, nie lubi krzywdzić zwierząt, nie potrafi zastrzelić kojota i ogólnie ma gdzieś takie wyzwania. Za to jej partner był w siódmym niebie.

REKLAMA

Przygoda pokazana w najnowszym "Iron Majdan" zaczęła się jeszcze na pasie lotniska, gdzie Małgorzata Rozenek i Radosław Majdan przesiedli się z rejsowego samolotu do kilkudziesięcioletniej awionetki, która wyglądała tylko trochę nowocześniej niż latająca konstrukcja braci Wright. Prezenterka aż się przeżegnała przed wejściem na pokład, czego zwykle nie robi. – Ja mam dwoje dzieci, mówiłam producentom, dwoje dzieci i dwa psy, naprawdę zaczynam się bać – przyznała.

Po dotarciu na rancho oboje dostali konkretne zadanie. Musieli wcielić się w role kowbojów i wypasać bydło, jeździć konno, nauczyć się znakowania krów i strzelania do kojotów. Okazało się, że o ile Radosław Majdan spełnia swoje dziecięce marzenia, o tyle prezenterka ma spore problemy z wcieleniem się w rolę. Przede wszystkim odmawiała wejścia na konia, argumentując, że dużo skuteczniej będzie zaganiać krowy stojąc na własnych nogach i machając rękami. – Czy można być kowbojem nie na koniu? – spytała w pewnym momencie Rozenek.

Wszystko dlatego, że w młodości wielokrotnie spadła z konia i pozostał w jej psychice uraz. Teraz boi się tych zwierząt. Ale jazda konna nie była jedynym problemem dla Małgorzaty Rozenek. Wieczorem na ranczu pojawiły się kojoty, które trzeba było odstraszyć lub odstrzelić. Już po pierwszym strzela ze karabinu prezenterkę rozbolał kręgosłup. – Ja nie pojadę na polowanie, bo tam się zabija zwierzęta. Mam nadzieję, że nie będziemy zabijać żadnych zwierząt – stwierdziła prezenterka.

Rozenek odmówiła tez wzięcia udziału w znakowaniu krów. Każde zwierzę miało mieć wypalony znak hodowcy i przycięte uszy. Prezenterka wyznała przed kamerą, że co prawda rozumie, iż taka jest tradycja, że kowboje robią to od lat, ale ona nie zamierza brać w tym udziału, bo nie chce mieć nic wspólnego z cierpieniem zwierząt. – Ja nie zrobię czelendżu, w d... mam czelendżu – protestowała celebrytka. – Nigdy w życiu już nie wrócę na Dziki Zachód – dodała na koniec programu Iron Majdan partnerka Radosława Majdana.

źródło: "IronMajdan"