"Gdybym to zrobił, Kasia leżałaby przez kilka tygodni w szpitalu". Pawłowski sugeruje problemy psychiczne partnerki

Fot. Facebook/Miłosz Pawłowski i Instagram
Nazywacie mnie państwo zwyrolem, damskim bokserem, trenerem patolem. Media nie zostawiają na mnie suchej nitki... – mówi w nagraniu Miłosz Pawłowski i... zwyczajnie się z tym nie godzi. Mężczyzna ujawnia dalej swoją wersję wydarzeń, w której opowiada m.in. o problemach psychicznych partnerki, która oskarżyła go o pobicie.

Trener personalny opowiada, że przeprowadził się z partnerką do Gdańska. Kobieta rozpoczęła tam pracę w branży nieruchomości, ale nie radziła sobie zbyt dobrze, dlatego popadła w depresję. – Jako samiec alfa uważam, że trzeba wspierać kobietę. Dawałem jej słowa otuchy – przekonuje Miłosz Pawłowski. Pawłowski dodaje, że z czasem związek zaczął się psuć. – Ciągłe narzekanie Kasi, że jest źle spowodowało, że zacząłem się w tym związku męczyć. Jestem raczej aktywnym gościem i nawet jeśli jest źle, to cisnę, żeby było lepiej – żeby życiowo iść do góry – wyjaśnia.

Sportowiec przywołuje dzień, w którym Katarzyna Dziedzic "histeryzowała". – W sobotę byłem w pracy do godz. 14.00. Prowadziłem trening z kobietą. Uczyłem ją podstaw samoobrony. Przyszedłem do domu po godz. 14.00. Kasia leżała w łóżku, była zresztą od dwóch tygodni chora, brała antybiotyki. Była na mnie obrażona, nie chciała ze mną rozmawiać. Pytam, "co ci jest, Kasiu". Odpowiada, że nic – takim tonem niezbyt ciekawym – relacjonuje Pawłowski.
Pawłowski przekonuje, że Dziedzic zaczęła trzaskać szafkami i ostatecznie wyszła z mieszkania, komunikując, że jedzie do rodziny. Po godzinie wróciła z powrotem i z butelką alkoholu zamknęła się w pokoju. Później pobiegła do łazienki. Mężczyzna usłyszał upadek, poszedł do toalety, gdzie Dziedzic "leżała jak długa" twarzą do ziemi. Pawłowski dodaje, że kobieta histeryzowała. Twierdzi, że obdukcja wykazała, że Dziedzic była pod wpływem alkoholu i środków psychotropowych. Doszły do tego jeszcze problemy psychiczne. Pawłowski opowiada, że Dziedzic leczyła się już w czasach studenckich, kiedy mieszkała w Warszawie.

– Po pierwsze, nie byłbym w stanie uderzyć kobiety. Nie byłbym w stanie zmasakrować kobiety tak jak opisuje to Kasia. To jest dla mnie straszne – stwierdza. – Gdybym ja to zrobił – przy wadze 100 kg, wyciskaniu bardzo dużych ciężarów na siłowni, przy sztukach walki, które od kilkunastu lat trenuję i jestem fachowcem w tym temacie – to Kasia by w najlepszym wypadku leżała kilka tygodni w szpitalu. A ja bym siedział w więzieniu – podsumowuje.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...